Z KORĄ O ŁÓŻKU, MIŁOŚCI I CIUCHACH
Naj, Wrzesień 1996 


Swojej nowej płycie dała pani tytuł „Łóżko”. Chodzi o sen czy może seks? 

W łóżku nie tylko się śpi i uprawia miłość. To miejsce, w którym człowiek rodzi się, cierpi i czuje się samotny, a w końcu umiera. I w którym jest szczęśliwy. Bardzo. 

O czym więc jest ta płyta? 

To pieśń o miłości 

Czuje się Pani kochana? 

Tak. I sama kocham. 

Czy to właśnie temu stanowi ducha zawdzięcza Pani swój świetny wygląd? 

Dziękuje za komplement. Ale właśnie ostatnio miałam kłopoty z cerą, które były skutkiem eksperymentowania na własną rękę. Nie chciało mi się dokładnie przeczytać ulotki producenta i efekt okazał się zastraszający. A jak mawia mój dermatolog: „ skóra człowieka to cztery żywioły- ogień, woda, powietrze i ziemia” i należy o tym pamiętać, stosując jakiekolwiek preparaty. 

Stworzyła Pani własny styl ubierania się. Czy mąż i synowie mają w tym jakiś udział? 

Sami z siebie nic mi nie doradzają, ale często pytam się ich, czy jest mi w czymś dobrze. Mają świetny gust, więc liczę się z ich zdaniem. Reakcje Kamila i moich synów są zazwyczaj szczere, więc nie wkładam tego, co im się nie podoba. Nieprawdą jest, że człowiek chce być piękny dla samego siebie. Robi to przede wszystkim dla tych, którzy go kochają. 

Czy podpatrywanie pokazów mody to Pani ulubione zajęcie? 

Nie. Uważam, że człowiek powinien patrzeć na siebie i wsłuchiwać się w swój głos wewnętrzny. Jestem estetką i tak dobieram swoje stroje, maluje się i tak sobie robię fryzury, by się w tym dobrze czuć... 

A słynny różowy sweterek, w którym występowała Pani na koncertach promujących płytę „Róża”? 

To był strój zaprojektowany przez Dorotę Szumińską. I, choć lubię jej styl, przyznaję, że nie był to udany eksperyment. Ten sweterek okazał się po prostu za ciepły. A kolor ... Nie pierwszy raz przekonałam się, że na estradzie najlepiej wypadam w czerni albo bieli. No może jeszcze w czerwieni. To są kolory dramatyczne. 

A tak zwany strój domowy? 

Ubieram się bardzo wygodnie, co wcale nie znaczy, że byle jak. Żadnychwyciągniętych dresów czy podomek- nie znoszę tego. Moje domowe stroje niewiele różnią się od tych, w jakich pokazuje się publicznie. Jestem bardzo naturalnym człowiekiem. Swojej szafy nie dzielę na „wyjściową” i „po domu” 

Ubrania dla siebie kupuje Pani w Polsce czy za granicą? 

U nas można już coś kupić, ale trzeba się nabiegać po sklepach. Ja rzadko mam czas na takie wyszukiwanie. Chętnie kupuje ubrania w Stanach Zjednoczonych. Ale ostanio niegdzie nie wyjeżdżałam, więc nawet sobie coś uszyłam. Miał to być płaszcz ale okazał się źle uszyty i powstała ... spódnica. Bardzo estrawagancka. 

Spodobała się Pani mężowi, a także synom? 

Owszem. Uważają jednak, że od ciuchów dużo ważniejsze są uroda oraz gracja i wdzięk. 

I żadnej z tych cech Pani nie brakuje. Dziekuje za rozmowę.

 
  

powrót