WSZYSTKO O MOJEJ MATCE
Gala, 17.02.2003 


Kora, pierwsza dama polskiego rocka pokazała swoje kolejne oblicze. Na nowej płycie KORA OLA OLA! Można usłyszeć m.in. przedwojenne tanga, utwory Mieczysława Fogga I wandy Warskskiej. 

GALA: Skąd ten pomysł? Czyżby zabrakło pomysłów na własne piosenki? 

KORA: Już dawno chciałam zaśpiewać moje ukochane melodie. Przy których dorastałam. Kiedy byłam młoda i nieopierzona, to właśnie przy Foggu, Warskiej czy Petersburskim ćwiczyłam głos. Zaśpiewanie ich teraz było dla mnie, jako wokalistki, poważnym testem. Oprócz tych klasyków na OLA OLA! Znalazły się stare kawałki Maanmu, od nowa zaaranżowane przez Kubańczyka Reinalda Ceballo. Z jednej stronypowstał więc album stonowany i refleksyjny, a z drugiej strony- pełen latynowskiej witalności. Na koncertach ten nowy repertuar jest przyjmowany przez publiczność wprost genialnie. 

GALA: Na nowej płycie po raz pierwszy poruszyłaś temat śmierci swojej mamy. Dlaczego w tak osobistej kwestii sięgnęłaś po cudze teksty ? 

KORA: Łatwiej być adwokatem w cudzej sprawie niż we własnej. Poza tym moja mam uwilbiała nucić właśnie te piosenki - SERCE MATKI i TO TYLKO TANGO JEST DLA MOJEJ MATKI. One są hołdem dla niej. Na ostatnią płytę Maanamu napisałem utwór MAMA, który jeste takim rozmytym wspomnieniem o mojej matce, czymś pomiędzy jawą a snem. Jednak moja tesknota za mamą nie jest tak wydumana, lecz bardzo dziecięca i naiwna. Po prostu straszliwie mi jej brakuje. Dlatego tym razem siegnęłam po proste teksty, dokładnie wyrażające to, co czuję. 

GALA: A co czujesz? 

KORA: Ból w sercu. Można by przez wiele godzinwspominać, jaka była mama, kiedy żyła, jak nam było dobrze i jak czasami bywało źle, ale to wszystko nie ma sensu. Bo w gruncie rzeczy chodzi tylko o to, że ... już jej nie ma. Już się do niej nigdy nie przytulę, nie pocałuję. Wobec poczucia takiej straty każdy z nas staje się dzieckiem. Ja i moja siostra często zwracamy się do mamy z naszymi problemami, rozmawiamy z nią, prosimy o radę. Wymyślamy sobie, że mama jest nad nami, ciągle patrzy i się uśmiecha. 

GALA: Wierzysz, że ona was słyszy? 

KORA: Tak. Wierzę bardzo mocno. 

GALA: Mama zmarła ponad 30 lat temu. Dopiero teraz dojrzałaś, żeby podzielić się bólem po jej stracie? 

KORA: Kiedy mama odeszła byłam bardzo młodą osobą pogrążoną w totalnym chaosie. Bolało mnie to, że nie mam matki, ale moje myśli zajmowało także poszukiwanie swojego miejsca na ziemi, którego wtedy nie miałam. Potykałam się też o czysto egzystencjalne problemy- brak pieniędzy, brak mieszkania, generalnie kipepskie perspektywy materialne. Do tego wszystkiego małe dziecku u boku ... To był jeden z powodów, dla których przez wiele lat milczałam na temat mamy. Poza tym długo nie byłam w stanie oddać tego poczucia wielkiej tęskonty, które mi towarzyszło. 

GALA: Mama była dobrym człowiekiem? 

KORA: Ja i moja siostra postrzegamy dzis mamę jako świętą. Wygnano ją po wojnie z rodzinnego Lwowa, a w Krakowie trudno było w tamtych czasach o przstrzeń życiową Mieszkaliśmy w piwnicy, w pralni. Dopiero kiedy miałam 17 lat, przenieślismy się do nowego, ohydnego bloku. Mama nie chciała się nigdzie ruszać z Krakowa, bo bardzo jej pasował, przypominał Lwów. Poza tym była już zmęczona, schorowana, miała swoje lata ... Patrząc z perspektywy lat na jej trud i poświęcenie, widzę fantastyczną kobietę, świętą osobę, nową Matkę Boską. Która się nazywa Emilia. 

GALA: Również ważną osobą w twoim życiu jest siostra. Śmierć mamy was zbliżyła? 

KORA: Ania jest odemnie o 7 lat starsza. Kiedy mama chorowała, wychowaliśmy się w domu dziecka. Wtedy patrzyłam na nią trochę jak na mamę. Muszę powiedzieć, że we mnie siedzi dwoista natura – osoba dojrzała i jej kompletne przeciwstawieństwo. Kiedy mam fazę niedojrzałości, nadal czuję się jak tamto zagubione dziecko. Chcę się komuś pożalić, do kogoś przytulić. Wtedy instynktownie myślę o mamie, ale jej nie ma... Anka mi ją ciągle zastępuje. Jets nawet do niej bardzo podobna fizycznie i ma w sobie to ciepło. W jej obecności czuję się absolutnie zrelaksowana i szczęsliwa. 

GALA: Wychowałaś się w biedzie z czworgiem rodzeństwa, wszyscy stłoczeni na mikroskopijnej powierzchni. Mama chorowała, nie była w stanie związać końca z końcem. Miałaś żal do rodziców o zmarnowane życie? 

KORA: Miałam żal, że nie zapewnili naszej rodzinie dostatku, że nie miałam tak dobrze jak inne dzieci. Dzieci są okrutne w swoim małym egoizmie. Wtedy nie wiedziałam lub nie chciałam wiedzieć, jak bardzo matka się starała, żeby to zminić. Czasami była tak zmęczona, że zasypiała nad talerzem zupy. O ojcu nie wspominam, bp praktycznie go nie znałam. Byłam bardzo mała, kiedy umarł. Do mamy miałam pretensje, ze dopuściła do tego, że wszytsko trzeba było dzielić w domu na pięć. Tłumaczyłam sobie, że przecież łatwiej byłoby jej z jednym dzieckiem niż z pięciorgiem. Dopóki pewnego dnia nie dotarło do mnie, że to ja jestem ta piąta... Kiedy mama była w ciaży ze mna, jej siostra rwała sobie włosy z głowy i namawaiała ją, żeby tę ciążę usunęła. A ona odpowiadała : „Ach, skoro mam już czwórkę, to i piątkę wyżywię”. Jej dobroci i miłości zawdzięczam to, że żyję. 

GALA: Kiedy wspominasz swoje dzieciństwo, to wymazujesz złe obrazy? 

KORA: Mijające lata leczą rany> Dziś czuję się szczęsliwym, spełnionym człowiekiem. Tamten okres jest dla mnie bardzo abstrakcyjny. Czasami czuję się tak, jakby to wszytsko przydarzyło się innej osobie. Ale ten mój stan ducha nie dotyczy tylko smutków dzieciństwa. To samo czuję w stosunku do swoich dzieci- czasmi w ogóle nie mam pojęcia, ze jestem ich matką! Oczywiście w czysto animalistycznym sensie jest we mnie silny, matyczyny instynkt. Ale na poziomie świadomości nawet nie pamiętam tego, jak je poczęłam, jak je urodziłam. Zycie jest iluzją, a my stwarzamy sobie dodatkowo taką iluzję w iluzji. Zapamiętujemy rzeczy takimi, jakimi chcemy je widzieć. Bez tego nasze życie byłoby nie do zniesienia. 

GALA: Stwarzanie iluzji wokół siebie może posłużyć do wzudzenia zainteresowania własną osobą? Czy właśnie dlatego rozpuściłaś plotkę, że jesteś w ciąży? 

KORA: Ależ skąd! W ogóle nie miałam takiego zamiaru i nie sądziłam, że ktoś potraktuje to jedno, nieszczęsne zdanie na poważnie. Nawet moja siostra zadzwoniła do mnie w środku nocy z wyrzutem, że jej nie powiedziałam o mojej „ciąży”. Dowiedziała się o tym od jakiś obcych ludzi. Tamta wypowiedź była moja reakcją obronną na ludzką głupotę. No, ale jeżeli ktoś podczas internetowego czatu kompletnie nie interesuje się tym, co robię i kim jestem, tylko ni stąd, ni zowąd zadaje pytanie, czy chiałabym mieć córeczke, to ręce odpadają. 

GALA: Chciałabyś mieć córeczkę? 

KORA: (śmiech) Nie. Nigdy nie wysilałam się żeby być matka. To się po prostu stało. Mam już dwóch dorosłych synów, których kocham i wystarczy. Gdyby nawet teraz mój Kamil, który zajął się zawodowo medycyną genetyczną, mógł mi sztucznie wszczepić do brzucha jakiś płód, to bym tego nie chciała. Nigdy w zyciu. Jedyne dzieci, jakimi teraz chciałabym się zajmować, to dzieci moich dzieci. 

Marcin Prokop

 
 

powrót