SZAŁ OPOLSKICH CIAŁ
1995 


Taksówkarz odwożący nas pod halę Gwardii łapał się za głowę: - Matko! Co się tu dzieje, ludzi jak na papieżu. Gdy dowiedział się, że występuje Kora, żałował, że wcześniej nie wiedział, bo sam by poszedł posłuchać takiego koncertu dawno w Oplu nie było. Pesymiści ponieśli sromotną porażkę. Sympatyków Maanamu nie odstraszyła pogoda. Już na dwie godziny przed koncertem halę oblegali pierwsi fani. Zjawiło się też sporo policjantów i brygada antyterrorystyczna. Kora odbyła w tym czasie próbę o wpół do siódmej przez wiadukt nad dworcem kolejowym ulicami Popiełuszki i Kowalską przelewał się potok ludzi. Wszyscy szli w jednym kierunku. Na koncert. 

O dziewiętnastej, kiedy miał zacząć się koncert na parkiet wylewali się jeszcze ludzie. Kora stała wtedy za scena i wielkim glanem przytupywała rytmicznie i przyglądała się z uśmiechem publiczności. Pół godziny wcześniej były szczelnie zajęte wszystkie miejsca siedzące. kiedy publiczność zaczęła rytmicznie klaskać i skandować: Kora ! Kora! a potem tupać nogami i gwizdać zgasły światła. Potem rozbłysły czerwone reflektory, buchnął dym i zespół zaczął grać. "Na twoich ustach kładę dłoń, rozkwita jak róża"- śpiewała Kora, a właściwe cień Kory, gdyż scena była zakryta czarną siatką usłaną czerwonymi różami. Gwiazda. Boi się publiczności - komentowali licealiści. 

W trakcie drugiej zwrotki siatka - przy asyście przeraźliwego pisku młodzieży rozsunęła się i jaskrawe reflektory skupiły się na gwieździe wieczoru. Kora ubrana była w opinająca luźno beżową sukienkę za kolana duże czarne buty (glany) i czarne podkolanówki. Oczy zasłaniały tradycyjnie ciemne okulary. Statyw mikrofonu opleciony był dziesiątkami róż. Już przy pierwszym utworze młoda publiczność wpadła w ekstazę. Po kilku następnych cały parkiet. 

"Serdecznie witam panie dziennikarzu" - zaintonowała Kora "Boskie Buenos" hit sprzed piętnastu lat i w tym momencie biznesmen siedzący koło nas zrzucił płaszcz wziął pod rękę żonę i wbiegł na parkiet. Na tym się wychowaliśmy - powiedział Jacek Saranowski. Ma prywatna firmę w Brzegu. To pierwszy koncert na jakim był od kilku lat. Cała moja młodość i wszystkie imprezy to jest właściwie Maanam " Karuzela marzeń", "Szał niebieskich ciał"... Nawet nie wiedziałem że tak mnie, starego pierdołę, to dzisiaj zakręci. koncert rozkręcał się z każdą piosenką: "Wiem że czekasz, że stoisz, boisz się że nie przyjdę, że to był tylko żart..." - Kora zaczęła przebój z nowej płyty i znów nie musiała śpiewać refrenu bo sala odkrzyczała: " Mówisz kocham, kocham cię, kochaj, kochaj, kochaj mnie ..." 

Główna gwiazda zniknęła na pięć minut ze sceny gdy do mikrofonu podszedł eks-mąż Marek Jackowski. "Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba" - znów wydzierała się cała sala Marek widząc energię publiczności nakazał: _ :teraz wrzeszczymy ile sił, każdy wydziera się na całe gardło, albo gwiżdzę jak woli. Dziewczyny piszczą. 

To co się działo potem nadaje się raczej do radia niż do gazety dlatego przystanę na stwierdzeniu, że wskutek obecności przy moim boku licealistki z dużymi płucami miałem kłopoty ze słuchem jeszcze po koncercie. 

Wróciła Kora. oczywiście przebrana. Tym razem w zwiewnej szyfonowej sukience nakrapianej czerwonymi różami jak kurtyna sceny. "czekam na wiatr co rozgoni..." - Krakowski spleen znowu odśpiewały dwa pokolenia. Kora zmieniła image nie do poznania. Po odśpiewaniu jeszcze największych starych przebojów zespół pożegnał się. 

Maanam! Maanam! - powtarzała się historia z początku koncertu. potem wycie, piski tupanie. Po pięciu minutach wyszli. Jackowski założył gitarę i wygrał chyba najbardziej znany polski riff "Kocham cię kochanie moje ta polana w leśnym gąszczu schowana" - śpiewała Kora tym razem w ogromnym pomarańczowym kapeluszu z piórem. Od połowy piosenki już nie musiała śpiewać. Zrobiło to za nią trzy tysiące fanów. Na scenę leciały róże, tulipany 

Potem znów się schowali i znów wyszli by zaśpiewać min. "Paranoje". Ostania piosenka wieczoru spięła koncert - " Na twoich ustach kładę dłoń, rozkwita jak róża" - śpiewała Kora przy zasuwającej się siatce z czerwonymi różami. Następnego bisu być nie mogło. Publiczność wylała się na ulice. Zapełniły się wszystkie opolskie lokale, w których - właściele wyczuli bluesa- też dominował Maanam tylko, że z taśmy. 

Rozmawiał: Krzysztof Zyzik 

 
  

powrót