ŚPIEWA PIOSENKI FOGA I JEST GOTOWA BYĆ BABCIĄ
Przyjaciółka, 21. lutego 2003 r. 


PRZYJACIÓŁKA: Czemu ona, Kora, wybrała akurat Folga? – Już dojrzałam – odpowiada. I za chwilę dodaje z przekąsem: „Będę dobrą babcią, ale na razie zdecydowanie za mało czasu poświęcam… moim kotom”. oto niezwykła rozmowa z niezwykłą wokalistką. 

PRZYJACIÓŁKA: Pani płyta „Kora Ola Ola!” jest zupełnie inna niż poprzednie. 

KORA: Zaśpiewałam piosenki mojego dzieciństwa, młodości moich rodziców. To jest cofnięcie się w czasie do dni, gdy jeszcze była ze mną mama. Cały czas do niej tęsknię. Wierzę, że ona jest, opiekuje się mną, moją rodziną. 

PRZYJACIÓŁKA: Kiedyś takiej by pani nie nagrała... 

KORA: Może jest ona oznaką dojrzałości - w końcu nie mam już 20 lat. Przyznam: myślałam, że będę sobie spokojnie egzystować z Maanamem, że niczego nowego nie będę już robić. A to się tak nagle pojawiło. Ta dedykowana mojej mamie płyta pokazuje też, jak ważna jest dla mnie rodzina. 

PRZYJACIÓŁKA: Rodzina, dojrzałość... czeka pani na wnuki? 

KORA: Moje dzieci zrodziły się z przypadku, wnuków też nie planuję. Ale jak już przyjdzie co do czego, będę fantastyczną babcią. 

PRZYJACIÓŁKA: Będzie się pani wtrącać w wychowanie wnucząt? 

KORA: No jasne. Będziemy je z Kamilem pieścić, a jak coś zacznie się źle dziać, to zwrócimy synom czy synowym uwagę. 

PRZYJACIÓŁKA: Może jeszcze wyjdzie pani za Kamila za mąż? 

KORA: Chciałam wziąć ślub z Kamilem. Ekumeniczny, w obrządku katolickim. Ale ponieważ obydwoje jesteśmy kompletnie niewierzący, nie dato się. Zaprzyjaźniony ksiądz zapytał tylko: „Kora, no co ty?" 

PRZYJACIÓŁKA: A cywilny? 

KORA: A na co mi ślub cywilny? Jesteśmy oboje ochrzczeni i wychowani w kulturze katolickiej, tylko nie mamy łaski wiary. 

PRZYJACIÓŁKA: Chodzi pani do kościoła? 

KORA: Chodzę. Jak jest pusty. Dla jego piękna. Architektury, rzeźby, malarstwa. Ale nie wierzę, że Bóg stworzył świat w siedem dni. Wierzę w ewolucję. Za to kocham Matkę Boską i mam swoich ulubionych świętych. 

PRZYJACIÓŁKA: Kocha pani Matkę Boską, ale w nią nie wierzy? 

KORA: Wierzę, że istniała i że urodziła wspaniałego syna. Wiem też, że najlepszy system wartości to ten zapisany w Dekalogu. No, powiedzmy, że mogę polemizować z dwoma pierwszymi przykazaniami, ale z resztą już nie. Powtórzę za Gombrowiczem: szanuję Pana Boga, ale w niego nie wierzę. 

PRZYJACIÓŁKA: Czuje się pani inaczej? 

KORA: Na pewno jestem spokojniejsza, bardziej tolerancyjna, bardziej zrelaksowana. Inaczej się ubieram. Ale nie jest tak, że zaraz złapię za laseczkę, pójdę na ławeczkę i będę gołębie karmić! Mam też więcej cierpliwości dla synów i dla Kamila. 

PRZYJACIÓŁKA: Kiedyś po kłótni wsiadała pani do samochodu i jechała do Krakowa. 

KORA: Teraz prawie się nie kłócimy. Mamy duży dom, a właściwie dwa domy. Bo w ogródku stoi pawilon mieszkalny, w którym jest wszystko. I jak się bardzo zdenerwuję, to tam się przeprowadzam. 

PRZYJACIÓŁKA: Jak radzi sobie paniz prowadzeniem domu? 

KORA: Odpoczywam tylko wtedy, gdy wokół mnie jest porządek, dlatego mamy panią, która sprząta. 

PRZYJACIÓŁKA: A zakupy? 

KORA: Unikam supermarketów, źle się w nich czuję. 

PRZYJACIÓŁKA: Dlaczego? 

KORA: Nie lubię ani tego światła, ani natłoku ludzi i rzeczy. A poza tym, jak idzie się do supermarketu kupić pół kostki masła, to wraca się z dwoma pełnymi koszami zakupów. To jest przygnębiające, że człowiek nie ma nad tym kontroli (śmiech). 

PRZYJACIÓŁKA: Pani dom to także koty. Gdy jeden zginął, to z pomocą prasy zmobilizowała pani cała Polskę. Znalazł się? 

KORA: Niestety nie, ale zaraz potem dostałam od Wojtka Jagielskiego drugiego. Poszłam do niego do programu i od razu zaczęłam mówić: proszę państwa w dalszym ciągu szukam mojego Pippiego. Wtedy wniesiono to cudne maleństwo. Nazwałam je Pimki, jest z nami do dziś. 

PRZYJACIÓŁKA: Co takiego jest w kotach? 

KORA: To żywe, kochane i bardzo inteligentne stworzonka. Lubię, jak Pimki ze mną śpi. 

PRZYJACIÓŁKA: Mówi pani - chodź kochanie do mamusi? 

KORA: Ja mówię: „do mamusi", a Kamil: „do tatusia". On był taki maleńki, jak trafił do nas, to kim ja dla niego niby byłam? 

PRZYJACIÓŁKA: A prawdziwe dzieci? 

KORA: Moi synowie – Mateusz ma już 30 lat, a Szymon 26, mieszkają obok siebie w jednym domu. Nie jeżdżę do nich, nie sprawdzam. Wolę, by przyjeżdżali do mamy na niedzielny obiad. 

PRZYJACIÓŁKA: Ma pani z nimi kłopoty? 

KORA: Szymon ostatnio przestał płacić za mieszkanie i narobił potwornych długów. Był załamany Oczywiście natychmiast wszystko zapłaciliśmy. I wie pani co? Momentalnie przestała go boleć głowa. A miał nawet robioną tomografię. Okazało się, że to ze stresu, bo nie chciał się przyznać, że sobie nie radzi. 

PRZYJACIÓŁKA: Jeżdżąc na koncerty po Polsce, ogląda pani kraj częściej niż niejeden polityk. Co widać? 

KORA: Polska podzieliła się na elity, które mają wszystko, a reszta społeczeństwa ponosi ciężary zmian. I ludzie są bezkarnością elit i swą bezradnością, sparaliżowani. 

PRZYJACIÓŁKA: Czy inaczej dla nich pani teraz gra? 

KORA: Kilka piosenek z lat 80. wyrzuciłam z mojego repertuaru, myśląc, że rozstaję się z nimi na zawsze. Ale teraz włączam je z powrotem, bo okazały się potrzebne, bo są krytyczne wobec rzeczywistości. Wróciła więc „Zdrada", wrócił „Szat niebieskich ciał". Ja też chcę pokazać ludziom, że widzę, co się dzieje. 

Joanna Lichocka

 
 

powrót