ŚPIEWAM, ŚPIEWAM CZUJE SIĘ ŚWIETNIE
Gazeta Krakowska 1991 

13 maja koncertem w hali "Korony" rozpoczął się wielki powrót grupy "Maanam" na polskie estrady. Pani wróciła do zespołu, zespól wrócił do starego klasycznego składu. Dlaczego? 

KORA: To jest tak jak z podróżami. Mieszka się w kraju rodzinnym, potem nagle gdzieś się wyjeżdża, aż okazuje się, że jednak najprzyjemniej jest w domu. A konkretnie.. Zaczęliśmy razem , szło nam dobrze, ale w końcu zaczęły się kłopoty, graliśmy za dużo, wycieńczyliśmy się, a zmęczenie jest największym wrogiem człowieka i rodzi złe myśli. Musieliśmy na pewien czas się rozstać, ja w międzyczasie wychowałam dzieci, innym też się co nieco urodziło, wszyscy się uspokoili i był to bardzo dobry czas dla nas wszystkich po którym mogliśmy się spotkać ponownie. 

Co Pani robiła przez te lata? Ja pamiętam tylko epizod z zespołem "Pudelsi". 

KORA: Po rozstaniu się z Maanamem zamieszkałam jak prawdziwa matka z moimi dwoma synami. Mateuszem i Szymonem, który zresztą do tej pory mieszka ze mną w Warszawie, dokąd się parę lat temu przeniosłam. Na to, że przestaliśmy grać razem złożyło się wiele rzeczy. Zespół został zawieszony, gdy odmówiłam występu podczas warszawskiego I sekretarzy partii komunistycznych, bodajże w 1984 roku. Gdyby nie radio, które grało naszą muzykę, gdyby nie nasi fani i fan-cluby, to Maanam przestałby chyba rzeczywiście istnieć. Tylko dzięki ich postawie mógł wrócić, ale i tak był to wielki stres. do tego doszedł problem wychowania dzieci, zmęczenia, o którym mówiłam. Czułam się coraz bardziej samotna, osaczona słaba, W depresji pomogły mi jednak cudowne dzieci i przyjaciele. I wtedy padł pomysł żeby nagrać płytę Piotra Marka, zmarłego śmiercią samobójczą artysty, którego uważam za geniusza malarskiego muzycznego i poetyckiego. Po nagraniu płyty rozstałam się jednak z Pudelsami. Potem zaczęłam przygotowywać program w TV "Amory Kory" i robiłam to, aż do wyjazdu do Warszawy. W międzyczasie jeździliśmy jeszcze z Markiem Jackowskim po Europie. Ostatni raz zagraliśmy w Londynie w 1989 roku. Choć już bardzo nie chciałam musiałam wystąpic ze względu na podpisane umowy. W Warszawie gdzie jestem bardziej kochana niż w Krakowie, poczułam się znacznie lepiej, poczułam się znacznie lepiej, zostałam doceniona nie tylko piosenkarką, znalazłam trochę czasu dla siebie, co jest przecież bardzo ważne dla samopoczucia. Dlatego z dużą chęcią mogłam przyjąć zaproszenie ze Stanów. Zaproponowałam wspólny wyjazd Markowi, dobraliśmy nowych muzyków zrobiliśmy próby, pojechaliśmy z i było super. Z tym, że odżyła we mnie tęsknota za starym Maanam. Już wcześniej przychodził do nas Paweł Markowski, dawny perkusista, bardzo chciał grać. W Stanach spotkaliśmy basistę Bogdana Kowalskiego, który też chciał grać, bo robił coś zupełnie innego. I jeszcze pozostał Placho - Ryszard Olsiński - który po prostu wychowywał swojego syna. Wychował go do lat dwóch i teraz jest wolny. Każdy miał swoje obowiązki. Teraz w jakimś sensie je wypełniliśmy i spotkaliśmy się ponownie. Występowałam z różnymi świetlnymi muzykami, ale swoich uważam za najlepszych, mam z nimi kontakt i - bardzo ich lubię. 

A czy taki powrót jest w ogóle możliwy? Czy po tylu latach przerwy można znów to samo i w tym samym składzie? 

KORA: Na to pytanie najlepiej odpowie mój syn Mateusz! Mateusz: Gra się niby to samo, ale jest to w pewnym sensie nowa muzyka. Widać, że muzycy dojrzeli przez te lata i grają już trochę inaczej. 

Śpiewa pani wszystkie swoje stare przeboje? 

KORA: Oczywiście. Są tylko trzy nowe piosenki, które wejdą na przygotowaną właśnie płytę. 

Dla kogo chcecie grać? Dla wszystkich dawnych, a już podstarzałych fanów, czy dla dorastającej dopiero teraz młodzieży? 

KORA: Ja chcę grać dla wszystkich. 

Czy nie wyróżnia Pani tych, którzy pozostali Wam wierni? 

KORA: Jeżeli pozostali wierni, to po prostu bardzo im za to dziękuje. 

Przypadek reaktywowania Maanmu nie jest jedyny. Wróciła znów na estrady Republika. Czy nie jest to próba powrotu do tego, co odeszło, co dawało kiedyś niesamowita popularność; próba odzyskania utraconego miejsca na szczycie? 

KORA: My nigdy nie utraciliśmy miejsca na szczycie. My z tego szczytu po prostu spokojnie sobie zeszliśmy i robiliśmy różne inne rzeczy. Nie uważam bynajmniej, że przeżyłam upadek. Ponieważ nigdy nie zależało mi aby być na szczycie ponieważ uwielbiam to co robię ponieważ nie myślę o tym w kategoriach popularności szczytów itd. Dopóki przychodzą ludzie a dzisiaj byli ludzie to czy ktoś powie, ze jestem na szczycie, na drzewie czy zupełnie leżę - jest mi obojętne. Weryfikuje nas publiczność, a ta dzisiaj była. I było cudownie. 

Mówiąc o szczycie mam na myśli np. częstotliwość nadawania Waszych nagrań w radio, pierwsze miejsca na listach przebojów. 

KORA: No cóż w pewnym momencie przestaliśmy nagrywać a trudno lansować utwór, który był przebojem już dawniej. dopiero teraz nagraliśmy nową piosenkę "Nie bój się" i ona już jest przebojem. Powtarzam nasza decyzja nie była wykoncepowana ona się po prostu zrodziła i uważam, że to jest zdarzenie mistyczne. 

Czy nie boi się Pani, że powrót zakończy się klapą jak wiele innych powrotów? Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki... 

KORA: Bardzo mocno przezywam wszystko, była rzeczywiście mocno zestresowana, zwłaszcza, że powracamy w nowej sytuacji, kiedy ludzie po prostu nie mają pieniędzy na bardzo drogie bilety. Ale ten koncert pozwala sądzić, że będzie dobrze. Oczywiście nie wiadomo, jak się potoczy trasa po kraju, każde następne miasto jest jak nowy front. 

Jak idzie sprzedaż biletów w innych miejscach? 

KORA: Tak jak w Krakowie. Ludzie nie są przyzwyczajeni do kupowania biletów z wyprzedzeniem i przychodzą przed samym koncertem, chcąc mieć pewność, że występ się odbędzie. Były już przecież wypadki odwołania koncertów. Musieliśmy opóźnić początek w "Koronie " bo ludzie wciąż przychodzili i trzeba było na nich poczekać. C

Czy powrót do Maanmu oznacza również do dawnych związków uczuciowych ? 

KORA: Nie. Od 8 lat jestem rozwiedziona i nie wchodzę w nowe związki małżeńskie. Tak marek jak i ja mamy swoje miłości. Nasze życie się nie styka. 

Wielki boom muzyki rockowej, w którym mieliście znaczący udział rozpoczął się na początku lat 80., osiągając apogeum po wprowadzeniu stanu wojennego. Graliście już wcześniej, ale właśnie wtedy Maanam wszedł na szczyty. Czy Pani nie sądzi, że właśnie wtedy rock był dla władzy bardzo wygodny, że wypełniał lukę po wycofaniu się wielu artystów z oficjalnego życia kulturalnego, że rock - pośrednio - udowadniał, że w kulturze cos się jednak dzieje. A władzy generałów na takiej opinii bardzo zależało... 

KORA: Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura. Jak sam pan mówi Maanam gra od 1977 roku. W roku 1980 kiedy "Solidarność" byłą u szczytu, kiedy w kraju coś się działo, weszliśmy na pierwsze miejsca, potem po prostu byliśmy czymś jasnym, czymś co się utrzymało, co się nie zmieniło. Nie wiem jaką luke mielibyśmy wypełnić. Muzyka to jest muzyka, muzyka rockowa specjalnie. Taki był Maanam, zawsze maił cos takiego z czym się ludzie identyfikowali, co ludziom było potrzebne. Co nasze co nasze koncertowanie zmieniło? Ludzie, którzy chodzą do teatru w większości nie chodzą na koncerty. 

Czy zachodzące zmiany polityczne i ekonomiczne, nowy system organizacji i finansowania kultury może mieć wpływ na funkcjonowanie zespołów rockowych? 

KORA: Oczywiście jest, że trzeba mieć pieniądze na inwestycje. Taka trasa w jaka wyruszamy kosztuje no, nie przesadzę ale setki milionów Aparatura, hotele, transport, pracownicy, reklama. I dlatego bilet musi być drogi, w "Koronie" kosztował 60 tysięcy. Ekonomia w tym momencie jest przeciwko nam. Na świecie, oczywiście koszty są podobne, ale łatwiej się zwracają A u nas w tej ogromnej biedzie? Ludzie ważniejsze wydatki niż koncert. Dlatego to jest cud, że na nasz występ przyszło tylu ludzi. 

Czy taka inwestycja w ogóle ma sens? 

KORA: To jest ryzyko biznesu. Jeżeli byśmy go nie podjeli, to siedzielibyśmy dalej w domu, grając co najwyżej w klubach. Ale tego robić nie możemy, bo w małej sali bilety kosztowałby pól miliona. 

Ma Pani dorosłe dzieci, występuje Pani już od kilkunastu lat, wciąż śpiewając muzykę młodzieżową. Czy taki jest Pani styl, czy też to raczej sposób na przedłużenie sobie młodości? Czy nie chciałaby Pani grać innej muzyki? 

KORA: Nagrałam teraz płytę z piosenkami Starszych Panów, ale nie chciałabym ich śpiewać na scenie. Wychowałam się na muzyce rockowej od "Doorsów" począwszy. Kocham ją, czuje i ona mi wystarcza. Mojej głowie i mojemu sercu. Nie przedłużam sobie młodości wracam do rocka tak jakby się nic nie zmieniło. Oczywiście słucham też innej muzyki, choćby Cage'a. Ale muzyka rockowa przestała być muzyka dla młodzieży jest jej tak dużo, jest tyle stylów i konsekwencji, że stała się po prostu współczesnym odpowiednikiem muzyki klasycznej. I Maanam gra po prostu muzykę klasyczna. 

Rozmawiał: Włodzimierz Jurasz 

 
  

powrót