O ZDROWIU, SZCZĘŚCIU, PIENIĄDZACH I SEKSIE
Uroda, Lipiec 1993 


Jak być młodym, pięknym, zdrowym i bo­gatym to nie pytanie, a raczej motyw przewodni tej rozmowy. Co sądzisz o tych przymiotnikach? 

Ach! Jeżeli występują razem w jednej oso­bie - to im dłużej, tym lepiej. Chciałoby się, żeby występowały jednocześnie zawsze razem. Nie jest to jednak możliwe. Można być zdrowym i bogatym do śmierci. Nie można być nieustannie młodym, przynajmniej fizycz­nie. Choć według mnie, jeśli głowa jest młoda, człowiek zachowuje młodość do końca. I to jest chyba najważ­niejsze. Jestem estetką i chciałabym wyglądać pięknie w późnym wieku, tak jak generałowa Zajączkowa, któ­rej wiek zdradzał tylko uśmiech. Chciałabym być mło­da, a przecież już dostrzegam u siebie oznaki kobiety dojrzałej. 

Co jest najważniejsze: młodość i uroda, zdrowie czy może pieniądze? 

Na pierwszym miejscu stawiam zdrowie. Gdybym nie była zdrowa, nie mogłabym pracować. Ale nie można tych zagadnień rozważać abstrakcyjnie. Każdy jest uwikłany w życie na swój sposób. Pieniądze mam ze swojej pracy, niczego nie odziedziczyłam, nikt mi nicze­go nie dał. Z drugiej strony kocham to, co robię. Bez pracy jestem od razu chora na depresję, na którą jedy­nym lekarstwem jest praca. Czyli jednak zdrowie, a potem nie młodość, tylko uroda i pieniądze. Bez pienię­dzy jest ciężko żyć. Chyba, że ktoś wkracza na drogę mistyczną i absolutnie poświęca się bliźnim. Reszta ludzkości powinna mieć pieniądze. I to nieprawda, co wmawia nam się od ponad czterdziestu lat, że pienią­dze szczęścia nie dają. Normalny człowiek wie, że jego zdrowie, szczęście i spokój wewnętrzny są zależne tak­że od pieniędzy. Moje wielkie poczucie wolności mogło zostać spełnione właśnie dzięki temu, że jestem nieza­leżna finansowo. Młodość, akurat w moim przypadku, nie stanowi wielkiej wartości. Nigdy nie chciałabym wrócić do takiej młodości, jaką miałam. 

Chciałabym być piękna. Ale człowiek dojrzały też może być piękny. Udowadniają to dziś niektóre kobiety. Pięk­ne ciało, cera, włosy to wszystko idzie jednak w parze z pieniędzmi. Jeżeli człowiek jest piękny, zdrowy i bogaty, żyje w harmonii. Brak jednego z tych elementów deharmonizuje egzystencję. 

Czy granica wieku tzw. młodej kobiety przesuwa się równomiernie z biegiem Twoich lat? 

Jako bardzo młoda dziewczyna przebywałam wśród ludzi starszych i przyjaźniłam się z osobami o kilkadzie­siąt lat starszymi od siebie. Byli dla mnie bardzo ważni, bo coś tworzyli. Nie zastanawiałam się, ile mają lat. Mieli duszę czy ducha. To się czuło. Człowiek twórczy, utalentowany jest według mnie bogiem, a jak się jest bogiem - nie ma się lat. Teraz przyjaźnię się z osobami młodszymi od siebie. Wiek przynależy do głowy, nie do ciała. Nie podnieca mnie dwudziestoletnie ciało, choć połączone z czymś jeszcze może mieć walor estetycz­ny; ale samo w sobie dla mnie nie istnieje. Nade wszystko cenię sobie umysł i jego siłę, to co czło­wiek może z głową zrobić. Umysł to ten element, który ludzi odróżnia od zwierząt. 

l dajesz koncesje moralne, jeżeli ktoś ma fascy­nujący umysł? 

Jżeli nie morduje, nie robi rzeczy, których nie można naprawić, to tak. A że czasami manipuluje ludźmi, a czasami ich niszczy? Wydaje mi się, że to jest tak, jak mówi Rushdie: Jeżeli jesteś niewolnikiem, to dlatego że dajesz z siebie zrobić niewolnika. 

Kolej na zdrowie... 

Stawiam je na pierwszym miejscu. Zawsze je ceni­łam. Chyba nikt nie lubi chorować. Pracowałam w wol­nym zawodzie. Nie miałam żadnej kasy, z której mo­głabym czerpać, gdybym nie wyszła na scenę. I tak było przez kilkanaście lat. Od zdrowia, kondycji był uza­leżniony cały mój byt. 

Jak się leczysz? 

Nie choruję. Jeżeli jestem przeziębiona, zostaję w łóżku. Kiedyś prześpiewałam na scenie miliony gryp. Skończyłam z tym. Unikam antybiotyków, leków. Tryb życia, jaki prowadzę, powoduje, że już nie choruję. Nie jestem maniaczką, nie przebiegam dziesięciu mil dziennie, nie ćwiczę przez trzy godziny, ale gimnasty­kuję się i dużo ruszam. Piję, jak Mahomet, dużo wody. Wierzę w czosnkową profilaktykę. Człowiek, który codziennie wypija trzy krople nalewki czosnkowej na spi­rytusie, nie choruje. 

Prowadzę bardzo higieniczny tryb życia. Nie palę już papierosów, nie piję alkoholu, nie siedzę nocami w klubach. Nie potrzebuję tego rodzaju odreagowania. Nie biorę narkotyków. Czasami zapalę marihuanę, o czym mówię głośno, żeby nie wyglądało, że jestem już taka totalnie święta. Piję kawę, ale co to jest za kawa! To raczej rytuał poranny, żeby jakoś zacząć dzień. Wyzna­ję zasadę: zdrowe odżywianie w ramach zdrowego roz­sądku. Choć wiem, że jedzenie samych jarzyn jest na pewno zdrowe, a jedzenie wyłącznie mięsa - nie. I wiem, że na pewno trzeba o siebie dbać o wiele bardziej mając lat czterdzieści niż dwadzieścia. Metryka jest ta­ka, na ile wyglądasz. 

A nie taka, na ile się czujesz? 

I tak, i tak. Ale coraz więcej powinno się temu poświę­cać czasu i starań. Dzisiaj chodzę na manicure, pedi­cure, do kosmetyczki, fryzjera, na masaż. Korzystam z tego, co stosują dziś kobiety od wczesnej młodości, jeśli tylko mają pieniądze. 

I świadomość tych potrzeb. 

No tak, też. Ale to, co ja robię dopiero teraz, robią modelki, które mają po osiemnaście lat. Do tego docho­dzą piękne wakacje, basen, luksusowe sporty. 

Czy seks to zdrowie? 

Na pewno. Miłości bez seksu nie mogę sobie wyo­brazić. Ale seks bez miłości? Zupełnie spokojnie. Wy­daje mi się, że nie może to się odbywać bez pewnego rodzaju zauroczenia, ale dlaczego to od razu nazywać miłością? Musi się coś w tym drugim człowieku podo­bać. Występuje coś takiego jak głód seksu. Nęka on wszystkich ludzi, niezależnie od wieku, pozycji społecz­nej, pieniędzy i możliwości. Mężczyźni rodzą się z ła­twością współżycia z kobietą, której nie muszą się uczyć. Domy publiczne, jak świat światem, były wymy­ślone dla mężczyzn, nie dla kobiet. 

Mówi się, że kobieta jest bardziej skomplikowana psy­chicznie. Zgadzam się z tym. Ale nie można powie­dzieć, że kobieta nie pójdzie do łóżka, jeżeli nie jest zakochana. Nie przesadzajmy. Kobieta ma takie samo prawo do seksu jak mężczyzna. Tylko, że kobieta po­trzebuje czegoś więcej, by przespać się z mężczyzną. To są nieuchwytne i tajemnicze fluidy. Ludzie spędzają razem noc, a rano, czy po tygodniu, mogą się rozstać. Nie widzę w tym żadnego dramatu. Oczywiście, czasa­mi dobrze poniechać sprawy, jeżeli wiąże się ona ze zdradą osoby, z którą się jest. Ale jeżeli nikogo nie zdra­dza się? Człowiek bez drugiej osoby po prostu schnie. 

Do czego służą Ci pieniądze? 

Moje możliwości wyzwolenia się były przyblokowane niemożnością życia samej. Po prostu nie miałam pie­niędzy. Był taki czas, kiedy mogłam żyć bez nich. Wszyscy byliśmy bardzo młodzi, od rana do wieczora piliśmy herbatę. Było wspaniale. Potem zdarzyło się, że zostałam żoną i matką. I wówczas życie bez pieniędzy okazało się trudniejsze. Nigdy nie miałam pewno­ści, że sama mogłabym zarobić na siebie i dziecko. Aż przyszedł taki moment, że musiałam podjąć decyzję o samodzielnym życiu. Podjęłam ją rzeczywiście despe­racko, ale świadomie. Okazało się, że daję sobie radę. Nie mogę być zniewolona tylko dlatego, że zmuszają mnie do tego okoliczności finansowe. To byłoby upo­korzenie. 

Czy prowadzisz „politykę finansową"? 

Nie, ale nie jestem osobą rozrzutną. Kupuję wszystko, co jest nam potrzebne: dziś jest to bardzo kosztowne. Ale są to rzeczy, bez których trudno jest normalnie żyć. Jestem osobą skromną. Większą część mojego życia żyłam w bardzo ciężkich warunkach. Może dlatego roz­rzutność w ogóle nie leży w mojej naturze. Dlatego lubię rzeczy dobrej jakości. 

Na co wydajesz najwięcej? 

Chyba na jedzenie, kosmetyki i ciuchy. 

Elegancja a pieniądze? 

Jeżeli chodzi o styl, smak, to można obejść się bez pieniędzy. Im mniej na nas tanich rzeczy, tym lepiej. A za to trzeba mieć figurę, osobowość, odwagę i trochę szaleństwa. To nie znaczy, że nie cenię wielkich krea­torów. Moim ulubionym jest Alaia. Kocham go i uwa­żam, że jest najlepszy. Wyzbyłabym się wszystkiego, co mam, żeby nosić rzeczy tylko od niego. Tyle, że są one bardzo drogie. 

Standard życia codziennego jest dla Ciebie waż­ny? 

Ważny. 

A gdyby trzeba było go obniżyć...? 

Zawsze można się tego spodziewać. Ale o tym nie myślę. Zasoby finansowe nigdy nie stanowiły dla mnie problemu. Kiedyś - jak wiesz - żyliśmy w strasznych warunkach. Nie mieliśmy mieszkania, koczowaliśmy z dziećmi w domu przeznaczonym do rozbiórki, w którym nie było światła ani wody. Kombinowaliśmy z Markiem, jak umieliśmy. I było to chyba najweselsze mieszkanie w Warszawie. Nie miałam pieniędzy, ale w domu za­wsze było coś do jedzenia. Nie były to homary, tylko dania jednogarnkowe, które robi się z niczego. Teraz nie mam takich problemów, ale pamiętam i wiem o ich istnieniu. Mogę koncentrować się na czymś innym. Mam poczucie bezpieczeństwa i tylko kataklizm dzie­jowy mógłby mi je zabrać. 

To wyjątkowy luksus w dzisiejszych czasach. 

Tak, cenię sobie ten spokój. 

Czy daje Ci go także wiara, że zawsze znajdziesz odbiorcę swojej twórczości? 

Wierzę, że to, co stworzyliśmy z Markiem i Maanamem, przetrwa nasze życie, a w każdym razie będzie nam stale towarzyszyć. Już któreś z kolei, młodsze od moich dzieci pokolenie słucha nas. Ja mam zamiar je­szcze tworzyć, nie powiedziałam ostatniego słowa. Przeciwnie. Przygotowujemy się z Markiem do następ­nej, autorskiej płyty. Mam nadzieję, że zawsze znajdą się ludzie, którym będzie się podobało to, co robimy. W przeciwieństwie do wielkich gwiazd nie muszę prowa­dzić życia w splendorze, który by mnie zrujnował. Żyję normalnie, spokojnie, tak jak każdy człowiek chciałby i powinien żyć. Mój standard nie jest standardem gwia­zdy. To jest normalny, ludzki poziom, który chciałabym utrzymać do końca życia. 

Rozmawiała: Zofia Joremko 

 
  

powrót