OCALMY NIEWINOŚĆ
Przegląd, 25. kwietnia 2000 r. 


Jest pani uważana za kobietę nowoczesną, kobietę sukcesu... Czy trudno jest kobiecie zaistnieć ze swoim talentem w kulturze, w życiu publicznym? 

Wydaje mi się, że trudniej jest wy­bić się kobiecie politykowi. Artystce przychodzi to łatwiej. Dużo mamy świetnych i uznanych malarek, rzeźbiarek, aktorek, piosenkarek, choć mało jest kobiet reżyserów. 

Czy polityka to zajęcie dla kobiety? 

Jak najbardziej, np. Margaret Thatcher wybiła się i to jak. Kobiety mogą być świetnymi politykami. Nie mówię o fenomenie wschodnich przy­wódczyń - Benazir Butto, Corazon Aquino, Indirze Gandhi. Trudno nam zrozumieć, gdy kobieta staje na czele wielkiego państwa, gdzie gardzi się kobietami. Nam chodzi o równy start, możliwość wyboru drogi życiowej, demokratyczny udział w rządzeniu. Kobieta jest uwarunkowana przez biologię. Jako matce, żonie, trudno przychodzi jej oszukiwanie, kłamstwo. Ona rodzi dziecko, potem wie­dzie je do dorosłości. Bardziej rozróż­nia czarne i białe, zimne i gorące, do­bre i złe. A mężczyźnie łatwiej oszu­kiwać dla własnych korzyści. Mówi się, że polityka to k... profesja. Kobie­cie łatwiej być prostytutką, sprzedać siebie, a politykowi swoje poglądy. Cóż to jest sprzedać swoje ciało w po­równaniu z zakłamaniem, które jest przypisane zawodowi polityka. Czy­stość moralna, etyczna są dla mnie ważniejsze niż ta cielesna. Polityka to nie jest nic fajnego, dużo w niej siły, przepychania, kompromisu. Wciąga jak drąg. Problemem Polski jest brak elit. Mieliśmy przerwy w demokracji; komunizm, zabory. Największym ciosem było wymordowanie polskiej in­teligencji podczas II wojny światowej. Katyń to była tragedia, którą odczu­wamy do dziś. Mamy demokratycznie wybrany rząd i jak on nami rządzi? Nieciekawie. Polacy, którzy ich wy­bierali, są dziś niezadowoleni. A prze­cież pracują ciężko, tak jak nigdy wcześniej w ciągu 50 minionych lat. 

A może to polskie społeczeń­stwo jest patriarchalne i mniejszy niż na Zachodzie udział kobiet w życiu publicznym jest uwarunkowany kulturowo? 

Mamy kult Matki Boskiej, który nie przekłada się na szacunek do każ­dej kobiety w Polsce. Mamy układ patriarchalny, bo jest Trójca Przenaj­świętsza. Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty - trzech mężczyzn i ona jedna na dodatek. Z tego układu zaczynamy się powoli wyłamywać przez to, że dość silne są ruchy femi­nistyczne. Wbrew powszechnie panu­jącej opinii, kobiety potrafią się zjed­noczyć, współdziałać i być bardzo lo­jalne. Kobieta przypisana mężczyźnie, kobieta podporządkowana (panu i władcy) - to mężczyźni stworzyli ta­ki wizerunek. Kobieta chce być samo­dzielna i myśleć o sobie. Tej samo­dzielności w myśleniu musi towarzy­szyć niezależność materialna, dopiero wtedy wytworzy się płaszczyzna po­rozumienia między płciami. Państwo ma za zadanie pomóc kobiecie, by mogła wychowywać dzieci, nie tracąc swej niezależności. Nie ma nic złego w posyłaniu dzieci do przedszkola. Matka w pracy, dzieci pod profesjolalną opieką. Uczą się żyć w społeczłości, tak, jak to było w kulturach pierwotnych, gdzie wszystkie dzieci były wspólne, ale naprawdę, nie pro forma, na papierze. Warto korzystać z dobrych wzorców z natury. Jeśli ktoś chce siedzieć z dziećmi w domu - wolny wybór. 

Jak pani odbiera ludzi słuchają­cych dziś Maanamu, czy bardzo zmienili się od czasów "Boskiego Buenos" w Opolu'80 i rockowej eksplozji początku lat osiemdzie­siątych? 

Dziś większość moich fanów to ludzie dorośli, z ich problemami. Na sali koncertowej potrafią spotkać się trzy pokolenia jednej rodziny. Leciwy już ojciec, jego dorosła córka i wnuczek. W dalszym ciągu jednak koncerty przyjmowane są żywioło­wo. Ja uwielbiam dawać koncerty. Każdy gramy z zespołem, jakby miał być ostatni, daję z siebie wszystko. W latach osiemdziesią­tych regułą były dwa koncerty dziennie, nawet do 30 miesięcznie, ciągle byliśmy w trasie. Teraz, jeśli zaśpiewam 30 razy w roku, to i tak jest sporo. Nie wiem, jak wtedy dawaliśmy radę. 

Czy współcześni Polacy są bardziej tolerancyjni, otwarci na świat i innych ludzi? 

Jesteśmy w NATO, zmierzamy do Unii Europejskiej. To wymusza zmianę pewnych zachowań. Okazuje się, że nie ma przyzwolenia świa­ta na postawy ksenofobiczne. Ni tego, ni z owego nie pojawi się nowy Hitler. Przykład Haidera w Austrii pokazał, jak dużo znaczy sprze­ciw społeczności międzynarodowej. Myślę, że w jednoczącej się Europie wiele będzie wspólnego. Ważne jest, aby zachować swoistość każdego kraju: kulturę, język, folklor. Cała reszta może być taka sama. Wspólna waluta? Proszę bardzo! Nie sprzeci­wiam się też dominacji języka an­gielskiego. W naszym kręgu kultu­rowym od zawsze było zapotrzebo­wanie na język uniwersalny. Angiel­ski, stając się współczesną łaciną, ułatwia podróże, wzajemną komuni­kację, czyni z nas obywateli świata. Żyjemy w świecie gęstym od infor­macji, nowych wiadomości nam przybywa, nie ubywa, a człowiek nie mutuje tak szybko, jak bakteria czy wirus i przyswajanie nowych pojęć przez język trwa. Niedobrze jednak jest, gdy zaśmiecamy mowę ojczystą amerykanizmami. 

Czym dla pani jest tolerajncja? 

Jest akceptacją każdej odmien­ności, która nie zagraża mojemu zdrowiu i życiu. Ja bardzo Iubię te inności. To czyni nasze życie ciekawszym, barwniejszym. Totalita­ryzm hamburgera, coca-coli, jednej dla wszystkich religii - nie, dziękuję. Mówienie, że tylko ten język jest dobry, tylko ten naród i tylko jedno wyznanie, to jest dla mnie nietolerancja. W swoich poglądach jestem bardzo ekumeniczna. Wszystkie reli­gie są ważne, ale na równi. Założe­nia każdej z nich są podobne. Dopie­ro potem idzie za tym doktryna, dą­żenie do władzy. Nie ma dla mnie jednego Jezusa Chrystusa. Był prze­cież i Budda, i Mahomet i całe mnó­stwo małych, pięknych religii, z któ­rych wiele zostało zniszczonych bez­powrotnie. Mieliśmy religie wód, re­ligie drzew, słońca i księżyca. Ja czczę przyrodę we wszystkich jej postaciach. Bóg jest wszędzie. Bóg jest w kaczce, jest w promieniach słońca, w człowieku. Ale w tym pięknym człowieku. 

A jaki to jest piękny człowiek? 

Musi mieć piękny umysł. To jest ten, który ogarnia i siebie, i kaczkę, i drzewo, i problemy ludzkie. Ten, który ogarnia nasze ludzkie słabości i jest dla nich wyrozumiały. Piękny człowiek szanuje otaczający go świat. Tak naprawdę, człowiek jest bardzo silnym drapieżnikiem, wręcz potwo­rem. Zwierzęta są nam podporządkowane. Powinniśmy być bardzo silni, otwarci i łagodni w stosunku do całej reszty świata. Powinniśmy świat ko­chać, miłować i wspierać, a nie za­chłannie i bezrozumnie przerabiać na swoją korzyść. Kocham całą przyro­dę, nad nią się pochylam i nią zachwy­cam, ale tylko kontakt z drugim czło­wiekiem może mnie absolutnie unieść w inny wymiar. Mamy moc czarowni­ka, czynienia dobra i zła i tylko od nas zależy, czy będziemy dobrymi czaro­dziejami tego świata. 

Lubi pani naturę, odosobnienie, oddalenie od zgiełku miasta… 

Lubię wyjazdy, bo sprzyjają takim czynnościom jak czytanie, pisanie, malowanie, słuchanie, przebywanie z samą sobą. W Polsce bardzo lubię ni­skie góry (Beskidy, tam się wychowa­łam), Warmię (okolice Olsztyna, od lat spędzamy tam letnie wakacje) i morze zimą. Byłam niedawno nad Bałty­kiem. Totalnie puste plaże, puste mo­rze. Niebo zachmurzone i mocno wil­gotne powietrze. Niesamowite mgły i urzekająca, metafizyczna, pustka. I to, że można spacerować bez końca. Za granicą lubię ciepłe kraje. Uciec na kilka dni do Grecji, położyć się na plaży. Przewracać się z jednej strony na dru­gą, jak naleśnik. Lubię popływać, nic nie robić, opalać się. U nas jest za ma­ło słońca. Nie przepadam za tłumami na plaży. Po prostu nienawidzę. Nie re­laksuję się wtedy, nie odpoczywam, tracę inteligencję, spostrzegawczość, delikatność i ostrożność, która w życiu jest taka ważna. 

Od dwóch lat fani Maanamu czekają na nową płytę. Jaka bę­dzie, jaki będzie jej tytuł, co panią inspirowało? 

Album, który przygotowujemy, być może nazwę "Hotel Nirwana". Za­wsze inspiracją do moich tekstów je­stem ja sama - moje przemyślenia, moja wyobraźnia, język, koncentracja. Właściwie wszystkie piosenki są o mi­łości. Na płycie znajdą się trzy teksty nie mojego autorstwa. Wykorzystałam wiersze Mirona Białoszewskiego, Ka­mila Sipowicza i E.E. Cummingsa. Muzykę do wszystkich utworów napi­sał Marek Jackowski. Premierę planu­jemy na jesień, singiel zwiastujący płytę ukaże się w czerwcu. 

Udziela pani setek wywiadów. Odsłania pani tajemnice swojego życia, opowiada o trudnym dzieciń­stwie. Czy ciężko przychodzi sprze­daż własnego wizerunku, prywat­ności? 

Jeżeli można powiedzieć o mnie, że jestem aspołeczna, to w tej kwestii nie. Chętnie dzielę się swoim praw­dziwym wizerunkiem, a nie tym wy­myślonym przez show-biznes. 

Niektóre gwiazdy piosenki za­rzekają się, że nie wystąpią w re­klamie. Pani natomiast... 

Występuję bardzo chętnie. Jeste­śmy widoczni z Kamilem na billboardach reklamujących pościel. Firma ku­piła od nas wzory, to jest nasza pościel, my jesteśmy autorami. Za sam udział w sesji nie wzięliśmy honorarium. Ma­my udział w zysku ze sprzedaży, tak jak to jest w przypadku płyt. Ile się sprzeda kołder, poduszek, tyle zarobimy. Gdy mam reklamować firmę ubezpiecze­niową, pytam po prostu, kto da więcej. Przy pościeli układ jest artystyczny. Nawet dzieła tak znanych artystów jak Salvador Dali trafiają na apaszki, ko­szule, chustki na głowę. To duży biz­nes, który rozkręca się na korzystaniu z nazwiska i popularności. W prasie zrobiłam reklamę preparatu z wiesiołka dwuletniego. To czysto komercyjna rzecz, ale bez przymusu, ja to lubię, to jest niezłe na gardło. Takimi reklamami dyskontuje się swój dorobek artystycz­ny, bo bierze się za to pieniądze. 

Czy eksponowanie logo firmy tytoniowej na billboardzie z reklamą społeczną dotyczącą integracji osób niepełnosprawnych jest słuszne? (na planszy dziecko z zespołem Downa na wózku inwalidzkim, cytat z wiersza ks. Twardowskiego, wisi na płocie podstawówki). 

Jest wyeksponowane, bo sponsor dał pieniądze na akcję, która jest bardzo potrzebna. Z narkotyków są największe dochody, a z legalnych zwłaszcza. Nie komentuję tego, bo papierosy to strasz­ne świństwo. Sama już nie palę. Trud­no w dzisiejszych czasach zachować totalną niewinność. Można ją jakoś ocalić. Świat rządzi się kompromisem. Ten cytat z Twardowskiego czemuś służy. Służy tym, którzy mają najgo­rzej, nie oszukujmy się. Plansze z dzieckiem głodnym, chorym na bia­łaczkę i czekającym na przeszczep, a tu z człowiekiem na kółkach i do tego z zespołem Downa. To może zdarzyć się każdemu z nas, dziecko z Downem możemy urodzić, możemy mieć wypa­dek samochodowy. To, że dzisiaj jeste­śmy silni, piękni i bogaci, wcale nie znaczy, że jutro tacy będziemy. Można domniemywać, że firma sponsoruje ak­cję nie ze współczucia, tylko z chęci pokazania własnego logo. Nie jest to ta­ka niewinna firma, skoro produkuje pa­pierosy, o których wszyscy wiedzą, że szkodzą. Nie potępiam tej firmy, bo sa­ma opowiadam się za legalizacją mari­huany. To kwestia wyboru, jestem prze­ciwna zakazom, które i tak są nagmin­nie obchodzone. Prohibicja rodzi korupcję, czarny rynek i brak kontroli ja­kości. Jestem oskarżana, że domagam się legalizacji trawki. Dlaczego jestem za? Bo na polskim rynku można kupić odmianę marychy zwaną skunem, któ­ra jest największym świństwem - sztucznie pędzone, piekielnie mocne jak uderzenie kijem bejsbolowym w głowę, bardzo niebezpieczne. W Ho­landii można legalnie kupić marihuanę, ale tam kontroluje się jej jakość. Takie rozwiązanie uchroni sporo ludzi (zwłaszcza młodzież) od skuna i in­nych wynalazków. Zakazy nic nie dają, Polska zalana jest narkotykami. Gdy ja byłam w szkole, hipisowalam, narkoty­ki były trudno dostępne. Teraz są wszę­dzie. Ja zawsze protestuję przeciw za­kłamaniu. 

Zna pan taki dowcip: Przyjeżdża David Copperfieid do Polski. Stoi na przejściu granicznym, a celnik: "Mo­że mi pan pokaże jakąś sztuczkę".
David: "Pokażę, ma pan zegarek?".
Celnik: "Mam".
David: "A teraz?". 
Celnik: "A nie mam".
David: "No widzi pan!". 
Celnik: "Cóż to za sztuczka, widzi pan tę wielką cysternę na granicy?". 
David: "Widzę!". Celnik: "Ona jest pełna spirytusu''
David: "Tak?".
Celnik: "A co tu jest napisane? - gro­szek zielony!!!". 
Tak wygląda ten kraj.


Rozmawiał WOJCIECH MALINOWSKI

 
  

powrót