Los się do mnie uśmiecha...
(Tina, Nr 42, 19.10.2005)


Jedni zazdroszczą jej popularności i pieniędzy, inni urody... Życzliwi twierdzą, że czas Korę po prostu pokochał. Co na to sama gwiazda? Tylko u nas o tym przeczytacie.

Jest jedną z tych artystek, których piosenek słuchają rodzice i ich nastoletnie dzieci. Na swoich koncertach Kora nieraz widziała także dziadków z wnukami...

Fani są dla mnie powodem do dumy. Jednocześnie z każdym rokiem wyżej stawiają mi poprzeczkę... Dlatego przed występami mam tremę. Nieraz trzęsą mi się nogi ze strachu – uśmiecha się Kora.

Wielka kariera Maanamu rozpoczęła się w 1980 roku od festiwalu w Opolu.

Wcześniej z Markiem Jackowskim, moim pierwszym mężem, owszem graliśmy, ale PRL-owskie media nie interesowały się nami. Dopóki Teresa Kowińska z pierwszego Programu Polskiego Radia nas nie zauważyła... Najpierw za swoje pieniądze, co wtedy było ewenementem, nagraliśmy niedużą płytę z utworami „Oprócz” i „Blues Kory”, potem singla z piosenką „Boskie Buenos” - mówi Kora. – I nagle festiwal w Opolu w 1980 roku, tłum ludzi na widowni. Nie do końca zdawałam sobie sprawę, gdzie jestem. Wyszłam na scenę, zaśpiewałam i ... wygraliśmy! Sukces jednak nie przewrócił mi w głowie. Gdy po festiwalu nagrywaliśmy w Radio Lublin pierwszą, długogrającą płytę, zatytułowaną „Maanam”, byłam pewna, że ostatnią. Okazało się jednak, że młodzi ludzie czekali na takie piosenki, jak nasze. Mimo że nie śpiewaliśmy o ptaszkach i miłości, publiczność to kupiła. Zresztą ani wtedy, ani teraz nie starałam się być trendy. To słowo do mnie nie pasuje.

Nic w życiu nie dostałam za darmo

Sukces na rynku muzycznym nie przekładał się na zarobki zespołu, jak niektórym się wydawało. W tamtych czasach jednym artystom powodziło się lepiej, innym gorzej. Maanam był w tej drugiej grupie. Pieniądze zarobione na koncertach wspólnie z mężem przeznaczaliśmy na zapewnienie dzieciom normalnego życia – wspomina Kora.

Przyszedł taki moment w życiu, kiedy musiała sobie odpowiedzieć na pytanie: kariera albo dom, rodzina, wychowywanie dzieci... Nie zawahała się. Zrobiła sobie przerwę. Równocześnie z tą decyzją pojawiły się finansowe kłopoty. – Nie należę do osób, które w takich chwilach rozkładają ręce. Życie, a przede wszystkim własne dzieciństwo zahartowało mnie... Nauczyłam się, że zawsze można zrobić coś z niczego – mówi Kora. – Jestem zaradna. Kiedy brakowało pieniędzy, nie wybrzydzałam na oferty pracy. Robiłam biżuterię ze sznurków i korali, tzw. makramy, sprzedawałam je w zaprzyjaźnionych galeriach. Zarabiałam więcej niż Marek jako dziennikarz muzyczny. Tamte doświadczenia pomagają mi docenić to, co mam dziś. Dom, możliwość wyjechania na urlop za granicę. Nic nie dostałam za darmo i nie przyszło łatwo...

Uśmiech – to mój sposób na wiek

Szacunek do pracy wpoiła Kora swoim dwóm synom. – Powtarzałam im: „Nikomu niczego nie zazdrośćcie. To uczucie potrafi napsuć mnóstwo krwi. Sami na wszystko zapracujcie”. – mówi Kora. – Synowie wzięli to sobie do serca. Wyrośli na fantastycznych facetów...

Życzliwi z nieskrywaną zazdrością twierdzą, że kiedy Kora idzie z synami, bardziej przypomina ich koleżankę niż matkę. Świetnej figury i młodzieńczego wyglądu może artystce pozazdrościć wiele osób... Jak ona to robi? Stosuje jakąś dietę cud?! – Nie jest sztuką wyglądać młodo, gdy ma się tylko 20 lat. Problem, gdy jest się starszym – uśmiecha się Kora. – Co więc robię? Uwielbiam ruch na świeżym powietrzu, nie jem słodyczy, z mięsa wybieram tylko drób. Piję dużo zielonej herbaty, używam jak najmniej tłuszczów i ćwiczę jogę. Muszę mieć świetną kondycję fizyczną, aby nie dostać zadyszki, gdy biegam po estradzie w trakcie koncertu.

Kora przyznaje, że miała kiedyś pokusę, aby poprawić urodę operacją plastyczną. Zresztą nieraz słyszała plotki o tym, że niejedną taką „pomoc” chirurga plastycznego ma już na koncie... – Nie zrobiłam tego, choć nie odżegnuję się od takiego zabiegu. Może kiedyś pomyślę o wizycie u chirurga, ale tylko dla poprawienia sobie samopoczucia. Jeśli chodzi o wygląd cery, to pomagają mi geny. Płynie we mnie ukraińska krew. A podobno kobiety o wschodniej urodzie później się starzeją. – mówi Kora i dodaje: - Każdej pani, która chce być piękna, radzę... ja najwięcej się uśmiechać. Optymiści żyją dłużej. W dodatku uważam, że drobne zmarszczki wokół oczu, jakie mają kobiety, które ciągle się uśmiechają, tylko dodają wdzięku i uroku...

Krzysztof Owczarek

  

powrót