Przychodzi lew do człowieka
(Kocie Sprawy, Nr 4(35), wrzesień 2005)


W piosence „Jeśli chcesz, żebym Cię kochała” oświadczasz mężczyźnie twojego życia, że musi pokochać koty i burze. A gdyby nie pokochał?
No cóż, jeśli ludzie chcą być ze sobą, są skłonni do kompromisów. Mężczyzna, który kocha, na pewno polubi kota. Ja na szczęście nie miałam tego kłopotu. Kamil ubóstwia koty. I nic dziwnego, przecież jest zodiakalnym Lwem.

A jednak w Twoim otoczeniu było wielu kotofobów?
To prawda! I miałam okazję obserwować, jak koty zgrabnie owijają sobie wokół pazurka swoich rzekomo zaciekłych wrogów. Co ciekawe, potrafią totalnie zdominować mężczyzn. Zwłaszcza tych uważających się za nieprzejednanych kotofobów, nieprzyjaciół kociej nacji. Wśród moich bliskich znajomych jest dwóch panów (nazwisk nie zdradzę), którzy kiedyś zarzekali się, że nienawidzą kotów. Teraz, kiedy poznali je lepiej, są im bezgranicznie oddani. To dobrze, że mężczyźni coraz częściej otwarcie opowiadają o swojej miłości do zwierząt. Mój wspaniały menadżer, Mateusz Labuda, ma pięć kotów. Mimo że jest alergikiem, nawet nie przyjdzie mu do głowy pozbyć się zwierząt. Woli raczej częściej poodkurzać w domu!

Zadam Ci bardzo trudne pytanie. Za co kochamy koty?
To nie jest trudne pytanie! Za co? To tak, jakby przyszedł do Ciebie lew. I zaczął do Ciebie mruczeć. I kazał Ci się kochać. I nazwał Cię „swoim” człowiekiem. I jak tu się oprzeć, jak nie ulec takiej miłości!

Powiedziałaś kiedyś w wywiadzie, że jesteś kotem kanapowym... Co to znaczy?
To znaczy, że w horoskopie chińskim jestem Kotem, a w naszym zodiaku – Bliźniakiem. Pewien astrolog powiedział mi, że skrzyżowanie Kota z moją dekadą Bliźniąt daje właśnie... kota kanapowego. I coś w tym jest. Chociaż prowadzę bardzo aktywny tryb życia, strasznie lubię swoją kanapę. Nie znoszę ciągłego kręcenia się, bieganiny. Kot, wbrew pozorom, ceni sobie zajęcia bardzo statyczne. Lubi też odpoczywać na jakimś podwyższeniu, a jednocześnie cały czas mieć ogląd sytuacji. To do mnie pasuje!

Pamiętasz swojego pierwszego kota?
Tak, to była niezapomniana Mućka. Mieszkała z moimi rodzicami, jeszcze zanim się urodziłam. Piękna, czarna kotka z naderwanym uchem. Całe dnie i noce spedzała na radiu „Nokturn”, śpiąc na swojej ulubionej ukraińskiej serwetce. Cudownie to wyglądało – mruczący kot na radiu z mrugającym „kocim okiem”, słuchający radiowych seriali. To była niezwykła kotka także dlatego, że przeczuła śmierć mojego ojca. W wakacje zaczęła zachowywać się dziwnie. Na wszystkie sposoby okazywała niepokój, najwyraźniej czuła zbliżającą się śmierć. Zdenerwowana biegała po całym domu, a potem zniknęła. Niedługo później mój tata umarł. A Mućka już nie wróciła. T właśnie z rodzinnego domu, w którym zawsze był jakiś kot, wyniosłam współczucie dla zwierzęcia w potrzebie. I oczywiście przekonanie, że kot łagodzi obyczaje.

Śpiewasz wiele „kocich” piosenek...
Tak, a inspirację czerpię oczywiście ze znajomości z tymi kilkudziesięcioma kotami, które były i są ważne w moim życiu. Bo przecież każdy kot to osobna historia. W niektórych moich piosenkach koty są zaszyfrowanym znakiem, aluzją. Na przykład w „Mentalnym kocie” sportretowani zostaliśmy my, ludzie. Kot, który przemyka ulicami – to my, Polacy z lat 80. To metafora człowieka uciskanego przez system.

Dziś nie masz już kotów. Ale pomagasz im na całym świecie.
Tak naprawdę to został mi jeszcze sędziwy Czupurek, który jest wspólnym kotem moim i mojego syna. Zabieram go zawsze na wakacje. Kiedy jadę z moim pieskiem, Ramoną, nad jezioro, Czupurek razem z nami wybiera się na „kolonie” i bardzo to sobie chwali. A kiedy wyjeżdżam za granicę albo ruszam w trasę koncertową, rzeczywiście staram się pomagać zwierzętom. W Meksyku dokarmiałam bezdomną ciężarną kotkę. Meksykanie w ogóle mają dość obcesowy stosunek do zwierząt, raczej pozbawiony czułości. Więc przed powrotem do Polski wymogłam na właścicielu posesji, dobrym zresztą człowieku, żeby dbał o kotkę – o nią, i o jej kocięta. Z kolei w trasę koncertową staram się zabierać ze sobą puszki z karmą dla bezdomnych psów i kotów. Bardzo nie lubię tych podróży, ściska mi się serce, gdy widzę porzucone zwierzęta przy szosach. Chciałabym pomóc im wszystkim.

Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć naszym czytelnikom?
Tak – niech walczą i nie tracą nadziei. Niech pamiętają zwłaszcza o bezdomnych zwierzętach. Czasami wystarczy prosty gest, żeby pomóc. Można na przykład wystawić w upał miskę z wodą na trawnik, zimą uchylić okienko piwnicy. Koniecznie też trzeba sterylizować psy i koty – dajcie dobry przykład, zacznijcie od swoich podopiecznych.

W Twoim ogrodzie widzę dziwną budowlę. Co to takiego?
To kocia buda, a właściwie letni, koci domek. Mieszkały w nim do niedawna moje koty, zimą przychodziły dzikie, bo jest ocieplany. Każdy kot miał swoje własne piętro. Ja i Kamil nazwaliśmy tę budę letnim domkiem, ale na dobrą sprawę może też być wytwornym zimowym pałacem. W środku są różne wełny, pledy, poduszki. A na szczycie mały metalowy kotek. Żeby żaden pies się nie pomylił... Trochę mnie martwi, że buda stoi pusta. Przecież mogłaby się komuś przydać. Mam pomysł. Może oddamy ją Kociemu Azylowi z Konstancina?

Rozmawiał: Konrad Piskała

  

powrót