ŻYŁAM W KOSZMARZE
Życie Warszawy
02.04.2004


Z Korą i Kamilem Sipowiczem rozmawia Krzysztof Szwałek


Promujesz nową płytę a powinnaś siedzieć w kryminale.

Kora: Za co?

Za posiadanie narkotyków. Gdyby państwo polskie nie było chore, już dawno do Twego domu powinna wpaść policja.

Kora: Nie muszę używać marihuany czy haszyszu, by mówić, że jestem za ich legalizacją.

Ale ty przyznajesz, że palisz!

Kora: Wystarczy pojechać do Holandii. Ja w domu nie posiadam niczego, co jest nielegalne (śmiech). Mam tylko to, co wolno mieć: papierosy, alkohol.

Kamil: O czym my w ogóle mówimy?! To byloby karykaturą, gdyby policja zajęła się artystką, bo pali marihuanę. Policja powinna zacząć od likwidacji Stadionu X-lecia, gdzie setki milionów dolarów przepłynęły bez żadnych akcyz, VAT-ów i urzedów skarbowych. I trafiły w ręce tych, którzy ustanawiają w Polsce prawo.

Sami ich wybraliśmy.

Kamil: Jeśli Polacy wybrali SLD, to teraz powinni wybrać Pruszków. Bo to będą prawdopodobnie ci sami ludzie. Teraz z kolei mamy z jednej strony Platformę , a z drugiej Leppera, który mówi w wywiadach, że on to będzie dyktatorem, który nie będzie zabijał. Dramat! Społeczenstwo się polaryzuje, nie ma klasy średniej, to bardzo źle. Podobnie jest w muzyce. Zespoły ze środka, do którego również my należymy, przestali odnosić sukcesy.

Poprzedni album Maanamu "Hotel Nirwana", zostal przyjęty bardzo chłodno. Zawiodłaś się na swoich fanach?

Kora: Zawiodłam się. Włożyliśmy dużo serca i rozumu w tworzenie tej płyty. Zaprosiliśmy gości z USA i Wielkiej Brytanii by stworzyli dla nas wyrafinowaną oprawę muzyczną. Zakładaliśmy, że fani, którzy byli z nami przez tyle lat, z nami się rozwijali, przyjmą ten materiał. Byliśmy zawiedzeni odzewem. Wydawało się nam, że jeżeli my coś takiego robimy, to ci, którzy kochali nas tak bardzo i nadal kochają, którzy kupowali te płyty, za nami pójdą. Było inaczej.

Przejmujesz się tymi porażkami?

Kora: Tylko w tym sensie, że płyta była bardzo kosztowna, a my jesteśmy firmą, która sama się finansuje. Partner, z którym żyję, zamiast mieć dochody, cały czas ma długi. Jest permamentnie do tyłu, zamiast być do przodu. Ale z drugiej strony, ten układ, który jest, daje nam artystyczną niezależność. Gdybyśmy byli zależni od wytwórni, pewnie w ogóle nie moglibyśmy pozwolić sobie na taki eksperyment.

Klapa "Hotelu Nirwana" spowodowała zmiany w zespole?

Kora: Nie, to nie miało żadnego znaczenia. Nikogo kryzys finansowy nie dotknął, graliśmy dobrze płatne koncerty, bo mamy duży repertuar. Do dziś gramy dwa utwory z płyty "Hotel Nirwana" na koncertach. Brzmią zupełnie inaczej niż na płycie, bo zamiast elektroniki są żywe gitary. Z muzykami rozstaliśmy się ze względu na niemożność porozumienia się i osiągnięcia wytoczonych celów, które ja sobie ustalam. Mówienie o tym nie jest przyjemne, niech mówi Marek Jackowski, on chętnie wyjaśni. Ja te zmiany mocno przeżyłam, to nie było tak, że jednego dnia podjęłam decyzję, a następnego dnia ją zrealizowałam...

Więc to była Twoja decyzja?

Kora: W pewnym sensie tak. Byłam zmęczona całą atmosferą, Markiem Jackowskim też. Ale my jesteśmy twórczo związani., pracujemy tylko i wyłącznie ze sobą, więc musieliśmy się porozumieć. Wreszcie, po latach, naprawdę się razem solidnie skomunikowaliśmy, stosunek Marka do wielu spraw się zmienił, ja też się otworzyłam. W zupełnie innym nastroju napisałam piosenki i nagle to wszystko nabrało niesamowitej energii.

Dlatego "Znaki Szczególne" to powrót do dobrego, rockowego grania?

Kamil: Tworząc "Hotel Nirwana" ulegliśmy modzie, poszliśmy w stronę elektroniki. Były zarzuty, że stanęliśmy pośrodku, że mało było elektroniki, płyta była niezdecydowana i właściwie nie wiadomo do kogo skierowana. Takie eksperymenty robiło wiele zespołów: np. Rolling Stonesi. Ale potem też wrócili do rockowego grania.

Kora: Ta płyta jest taka, jaka jest, bo w zespole nastąpiły duże zmiany mentalne, biochemiczne... Nowych muzyków dobraliśmy błyskawicznie: pierwsi, którzy przyszli, od razu się przyjęli, nie było żadnego naboru. Dzisiaj o wiele łatwiej jest znaleźć wytrawnych muzyków. Dziś muzyka to biznes, ludzie się kształcą, szkoły muzyczne pełne są ludzi bardzo zdolnych.

Konkurencja na rynku też powinna być większa...

Kamil: Ale nie jest! Przez ostatnie 10 lat wielką karierę zrobili tylko Hey I Myslovitz. Żaden inny zespół nie okazał się objawieniem, nie podbił sceny rockowej. Te jakieś tam Cools Of Death to jest zjawisko wymyślone przez Gazetę Wyborczą i środowisko Przekroju. Za tym nic nie idzie. Taki zastój dla zespołów jak Maanam nie jest dobry. Powinno być tak jak w Stanach: co roku pojawia się gwiazda i ciągnie do przodu rynek.

Muzyczny gust Polaków rozczarowuje?

Kamil: Byłem bardzo rozczarowany gustem Polaków po sukcesie Ich Troje. Ale z drugiej strony rozumiem to zjawisko: na całym świecie najpierw sprzedaje się tandeta, czy to chodzi o wazy na targowisku w Egipcie, czy muzykę w polskim sklepie. Tak było, jest i będzie. Powiem inaczej - złe jest nie to, że Ich Troje się tak dobrze sprzedaje. Złe jest to, że między stylistyką Ich Troje, a dajmy na to, Pendereckim na drugim biegunie, była zupełna pustka. To też bardzo źle świadczy o społeczeństwie - jeżeli nie ma tej średniej klasy, która kupuje dobre średnie produkty. Ale może teraz coś się zmieni. Jeżeli są takie zjawiska jak Raz Dwa Trzy i się świetnie sprzedają to dobrze świadczy o Polakach.

Teksty na nowej płycie znów są pełne Twoich osobistych historii. Lubisz takie intymne klimaty?

Kora: Te teksty powstały w ciągu dwóch - trzech tygodni i jest w nich wszystko, co w tym czasie się ze mną działo. Smutek, radość, zanurzanie się w przeszłość, wspomnienia. Piosenka "Moje urodziny - ósmy czerwca" to skrót mojego życiorysu. Udzielam wielu wywiadów i wszyscy wiedzą o tym, co się w moim życiu wydarzyło: o mojej rozbitej rodzinie, nieżyjących braciach, życiu w domu dziecka, spaniu w wieloosobowych salach. To był koszmar. Dlatego właśnie, między innymi, tak kocham przyrodę. To jest mój narkotyk. To jest coś, co mnie absolutnie, totalnie relaksuje, co kocham, co podziwiam. Gdybym miała cokolwiek innego w życiu robić, to własnie po to, byśmy mieli czyste rzeki, czyste jeziora, czyste powietrze.

Nie używasz kosmetyków testowanych na zwierzętach?

Kora: Wiesz co...

Kamil: No, powiedz, on jest dziennikarzem.

Kora: Mój Boże, cóż znaczą kosmetyki testowane na zwierzętach, jeśli jadłam smalec, mięso?

Zwierzęta w trakcie testów okrutnie cierpią...

Kora: Cierpią też, gdy się je zabija, by zjeść. Przecież widzimy jak oni to robią. Od kiedy w ogóle mamy informacje na temat testowania? Kiedyś w ogóle się nad tym nie zastanawiałam, miałam rodzinę, dzieci, była jedna Nivea i tyle. Teraz firmy wiedzą doskonale, że produkt kupowany jest przez osobę świadomą, która czyta, co jest na opakowaniu. Te firmy, których produktów ja używam, absolutnie nie testują na zwierzętach.

Skad na nowej płycie tekst o prostytutce stojącej w deszczu? To chyba nie jest biograficzny element.

Kora: Śpiewam "Stoję w deszczu", bo być może ja też mogłabym być tą kobietą. Dla mnie prostytucja to wstrząsające zjawisko. Zastanawiałam się, co skłania kobietę do uprawiania takiego zawodu. Te kobiety stoją przy drogach w deszczu, na mrozie. O tym problemie łatwo mówić, łatwo się pobłażliwie uśmiechnąć, ale mało kto wie, że taka Rumunia, z której większość dziewczyn pochodzi, jest totalnie, totalnie spustoszała. Tam ludzie cierpią głód. W Polsce wszyscy ci, którzy krytykują prostytutki, są klientami. A to, czego nie znoszę, to tych półuśmieszków. To zjawisko trzeba zaakceptować i mieć świadomość, skąd się bierze. Podobnie jest z aborcją.

Jesteś jej zwolenniczką, ale liberałowie, których poparłaś na początku lat 90, dziś sprzeciwiają się zmianom ustawy.

Kora: Jestem bardzo rozczarowana.

Kamil: Ci liberałowie bardzo wąsko pojmują słowo liberalizm. Mają wrażenie, że powinno dotyczyć tylko gospodarki, a nie sfery obyczajowej.

Wracając do polityki: odbierałaś telefony z propozycjami startu do Parlamentu Europejskiego?

Kora: Nie

Dwa lata temu miałaś okrągłe urodziny. Jak długo jeszcze można grać?

Kora: Przecież my dopiero zaczynamy. Zaczynamy konkretną bardzo inną jazdę. Poza tym: co to znaczy długo? Jeszcze nie dawno w tym domu bywał kolega mego syna, który właściwie tu się wychowywał, pojechał do Warszawy i się zabił. Co to znaczy długo? Świat jest taki, jaki jest i nie zastanawiam się nad tym co będzie. Jest jakiś koncert, projekt, nad którym pracuję i dalej w przyszłość nie wybiegam. Jestem komunistycznie wychowana. Dla mnie zaplanowana na jesień trasa koncertowa to już science fiction. Poza tym, tego co robię, nigdy nie traktowałam jak kariery, nie mam więc czego kończyć. To jest moje życie, a nie kariera. Naprawdę nie jestem najuboższa w tym kraju. Mogę tylko dziękować Panu Bogu, że tak jest.

Przecież w Boga nie wierzysz...

Kora: Jak mogę wierzyć w obrazkowego, personalnego Boga? Jestem dzieckiem natury! Jeśli mówie "Dzięki bogu", ma to znaczenie abstrakcyjne. Jest siłą sprawczą tego wszystkiego, co kocham. Kocham też Jezusa Chrystusa, choć na pewno nie w wydaniu Gibsona. Powtarzałam wielokrotnie: dla mnie największym autorytetem była, jest i będzie moja matka.

  

powrót