WYWIAD o patriotyzmie z Korą rozmawia Remigiusz Grzela


Jak swój kopie, to mniej boli

Piekło jest wszędzie, więc już lepsze jest to własne - mówi Kora, Nie ma idealnego człowieka, nie ma idealnego partnera, nie ma idealnego kraju. Ale kochać to też akceptować wady. I brać odpowiedzialność. Jedyne, co mogę zrobić w tej sprawie, to razem z całą rodziną iść na wybory


Rz: Patriotyzm wśród artystów stał się modny. Czy na miłość do własnego kraju jest dziś koniunktura? Zespół Lao Che nagrał na przykład płytę "Powstanie Warszawskie".

Nie rozumiem, dlaczego miałabym się tłumaczyć z piosenki o miłości do mojego kraju? Wstydzić się jej? Nie wstydzimy się mówić o różnych, skrajne obrzydliwych sprawach.

Piosenek o miłości napisała pani mnóstwo, ale o miłości do ojczyzny to chyba pierwsza. Mam wrażenie, ze to znak czasu.

Ten tekst powstał przedwyborami, ale pasuje i po nich. Nawet ksiądz Rydzyk i Liga Polskich Rodzin mogliby teraz wziąć ten tekst i się nim zasłaniać. Podpisać się pod nim.

Rock w służbie ideologii?

Broń Boże! Chciałam po prostu napisać, że jestem endemicznym polskim zwierzęciem. Wyrzucona z tego kraju, tracę życie. Tymczasem rządzący dziś politycy zmieniają patriotyzm w ideologię.

Patriotyzm, tak jak ja go rozumiem, to mój dom...

..."z moim życiem w tle".

Właśnie tak, mój kraj, w którym pochowani są matka, ojciec, moi bracia, w którym jest moja przeszłość - te kilkadziesiąt lat, które mnie ukształtowały. Trudno jest żyć bez intymnych wspomnień, które wiążą się z miejscami.

Wspomnienia można zabrać ze sobą.

Ale wyjeżdżając zawsze skazujemy się na bycie tymi obcymi. Staramy się wtedy przypodobać za wszelką cenę. Tu nie musimy, wszystko nas broni. Na obczyźnie broni nas tylko status zawodowy i materialny. Jeżeli go nie mamy, jesteśmy zgubieni.

I dlatego śpiewa pani, że tu może pani żyć nawet bez miłości?

Samotność w świecie, gdzie jest się obcym? W Polsce przetrwam bez miłości, za granicą nie umiem sobie nawet tego wyobrazić.

Najlepszym lekiem na samotność jest książka. Nie jestem osobą religijną. Bóg nie idzie ze mną, nie pomaga mi w taki sposób, w jaki sposób pomaga mi pisarz. I żaden język nie daje mi tyle, co polski.

"Tu jest mój język, mój świat"

Język jest najważniejszy. Jest krainą dzieciństwa, z której nie można wyemigrować.

Ale nagrywała pani płyty po angielsku.

Nigdy jednak nie czułam się wtedy swobodnie. Miałam za to ambicję, żeby wylansować za granicą przebój po polsku. Tłumaczyłam sobie, że skoro my możemy słuchać piosenek po angielsku czy francusku, nie rozumiejąc nic poza "baby" i "I love you", to dlaczego nie miałoby być odwrotnie. To była utopia. Po francusku, hiszpańsku, ewentualnie włosku - owszem, ale po polsku jeszcze nikomu się nie udało.

I dlatego pani nie wyjechała?

Nie dlatego. Były takie możliwości. Na początku lat 80. , w 1983 i 1984 nagrywaliśmy po angielsku dla niemieckiej wytwórni RCA. W tym czasie w Polsce ludzie stali w kolejkach, żeby kupić naszą płytę. Nam się wydawało, że nie musimy wyjeżdżać na stałe, żeby odnosić sukcesy również za granicą. Ale szefowie wytwórni mieli słuszne obawy, że jeśli nie zostaniemy na Zachodzie na stałe, pieniądze wydane na promocję mogą być stracone. Nie żyliśmy w wolnym kraju, a przecież miałam poczucie, że muszę odrzucić propozycję wyjazdu. Nie chcieliśmy się od Polski odwracać. Przez to z kolei zaprzepaściliśmy szansę "kariery" zagranicznej. Nie żałuję.

Ale czy to patriotyzm, czy lęk przed ryzykiem? Tu byli fani, sława, stabilizacja, tam wielka niewiadoma.

Stabilizacja? To był czas, kiedy w każdej chwili władze mogły nam odmówić paszportów. Wystarczyłby jakikolwiek objaw niesubordynacji. Już wcześniej, w 1984 roku, Maanam odmówił występu na koncercie organizacji młodzieżowych zaprzyjaźnionych z Komsomołem, na sali był ówczesny premier Związku Radzieckiego Tichonow. Dostaliśmy zakaz wykonywania zawodu. Trwało to chyba kilka miesięcy. Zniknęliśmy z radia i telewizji. Wielu nadgorliwych dziennikarzy bało się o nas pisać w gazetach. Okazało się, że można było dorosłego, zarabiającego na rodzinę człowieka, strącić w niebyt. Oczywiście to żaden heroizm, nie ja jedna tego doświadczyłam i nie byłam ostatnia. To było wspólne doświadczenie upodlenia zwykłymi sprawami, chociażby rozmową z niechętnym urzędnikiem. Wszystko było wymęczone, wyżebrane, wychodzone. Marzyliśmy o wolnym kraju.

Nie czuje się pani wolna.

Owszem, nawet jeśli nie ma politycznej opcji, z którą mogłabym się dziś utożsamić, mogę manifestować swoją niechęć, cicho, gwałtownie, histerycznie. Mogę rwać włosy z głowy albo krzyczeć na ulicy. Moja wolność pozwala mi na to. Nikt mnie nie ogranicza. Może tylko gust odbiorców. Ale to ograniczenie wpisane w mój zawód.

A "polskie piekiełko"?

Mam przyjaciół różnych narodowości, oni pytają mnie: jakie polskie piekło? Jest włoskie piekło, piekło francuskie, a żebyś wiedziała, jakie jest angielskie piekło. Jesteśmy bardzo krytyczni wobec samych siebie. To dobrze. Ale piekło jest wszędzie, więc już lepsze jest to własne.

Bo "jak swoi kopią to przecież mniej boli"?

A nie jest tak? Kopanie przez swojego nie rani tak godności jak kopanie przez obcego. Bo obcy kopie nie dlatego, że nas nie lubi, nie zgadza się z nami, brakuje mu argumentów, ale dlatego że uważa nas za kogoś gorszego, kogoś z kim nie warto rozmawiać, kto na nic innego niż kopniak nie zasługuje. Co nie znaczy, że nie można zostać skopanym, odartym z godności obcym we własnym kraju.

Czuła się pani kiedykolwiek w ten sposób?

Chociażby wymieniony przykład z koncertem dla komsomolców. W czasach komuny milicja biła hipisów tylko za wygląd. Potem w latach osiemdziesiątych moi przyjaciele byli śledzeni, bici, zakładano im podsłuchy, szantażowano.

Ale powiedziała pani, że teraz nie ma w Polsce opcji politycznej, która by panią reprezentowała.

To prawda, rządzące partie i stojące za nimi ideologie są mi psychologicznie, kulturowo i obyczajowo obce. Dostaliśmy coś, czego sobienie wyobrażałam w najczarniejszym scenariuszu. Nie mówię już o tym, jacy są panowie Kaczyńscy. Przed wyborami nie miałam do nich aż tak krytycznego stosunku. Nie głosowałam na nich, ale i nie krytykowałam. Wydawało mi się, że to ludzie, którzy własną podziemną walką o wolną Polskę pokazali, jak bliski jest im kraj. Tymczasem teraz rządzą razem z Lepperem. I jeszcze go w sposób bezczelny i haniebny bronią. Jakby sami sobie pluli w twarz. Jeśli ścigają przestępców, to nie mogą się na nich wspierać. A już na pewno nie dawać im mocy rządzenia w naszym kraju. Dotyczy to też popierania partii skrajnie prawicowych, takich jak Liga Polskich Rodzin. Ideologia, którą upowszechnia Roman Giertych, w moim odczuciu jest niebezpieczna dla kraju.

Ale śpiewa pani: "możemy być dla siebie bliscy i wrodzy/ ale w końcu z czasem wszystko się ułoży".

Nie ma idealnego człowieka, nie ma idealnego partnera, nie ma idealnego kraju. Ale kochać to też akceptować wady. I brać odpowiedzialność. Jedyne, co mogę zrobić w tej sprawie, to razem z całą rodziną iść na wybory.

A muzyka, twórczość? Wierzy pani, że mogą wpływać na wybory Polaków?

Na pewno. Spójrzmy chociażby na twórczość Sienkiewicza. Wzmocniła Polaków, a jednocześnie ukształtowała ich ksenofobie i pogardę dla innych religii. Dzisiaj, jak się czyta to, co mówi Zagłoba, to ciarki po plecach przechodzą. A dla milionów Polaków jest takim sympatycznym dowcipnisiem. Z drugiej strony, gdy artyści wykrzykują antykorupcyjne teksty, to trudno sobie wyobrazić polityka, który pod wpływem tekstu Kazika przestanie brać łapówki.

Uważam, że istnieje problem z mówieniem o sprawach ważnych, że o niczym już nie można mówić. O miłości - nie, o uczuciach rodzicielskich - nie, o kraju - nie, o matce - broń Boże, o ojcu - jeszcze gorzej. Jeżeli mówi się o matce czy o ojcu, to raczej w kontekście problemów w rodzinie.

A ja chciałbym mówić o swojej tęsknocie za mamą. To jest mój problem numer jeden, problem nieśmiertelny. Czas nie zawsze leczy rany.

Dlaczego?

Bo dziecko w człowieku nie umiera. Zwłaszcza dziecko, które zostało opuszczone.

Moja mama zmarła w 1971 roku. Kiedy dorastali moi synowie, kiedy czułam, jak bardzo jestem im potrzebna, coraz silniej czułam, jak bardzo jej mi brakowało. Mam starszą siostrę, która w pewnym etapie mojego życia zastępowała mi matkę. Ale tak naprawdę obie za nią tęsknimy do dzisiaj.

To jeszcze jest uczucie jakiegoś długu. Teraz moglibyśmy uczynić jej życie szczęśliwszym, ale już nic nie możemy dla niej zrobić. To bolesne poczucie, zwłaszcza że jej życie było piekielnie trudne, a była cudną, czarodziejską istotą.


Kim była?

Z wykształcenia nauczycielką. Babka miała pensję dla panien, mama ją ukończyła. Szybko została sierotą. Jak ja. A do tego wojna, przesiedlenie, bo mama urodziła się na Ukrainie, w Stanisławowie. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, czym było przesiedlenie, strata domu, własnej historii, grobów, które zostały po tamtej stronie. Teraz dopiero wiem, dlaczego moi rodzice byli tacy smutni, dlaczego tak tęskniący, dlaczego nie mogli się tutaj odnaleźć.

Myślę, że mam w genach przeszłość moich rodziców. Stąd moja miłość do książek Leopolda Buczkowskiego, choć to bolesna proza. Ten język Kresów, ta dziwna mowa. One są mi bliskie. Takim eklektycznym językiem mówiła moja matka, wtrącając słowa z ukraińskiego, rosyjskiego, z jidysz.

Wciąż na nią patrzę i widzę coraz wyraźniej. Zbliżam się do niej. Rozumiem, że to, czego najbardziej chciała, to zapewnić nam bezpieczeństwo. Jej się nie udało, więc ja próbuję spełnić jej marzenie. Wybieram bezpieczeństwo, bo sama długo nie miałam go w życiu. Starałam się więc zbudować dom dla moich synów. Może nie do końca "normalny", może nie zawsze do końca bezpieczny. Ale chroniłam ich, jak umiałam.


Czym jest więc dla pani poczucie bezpieczeństwa?

Gdziekolwiek by mnie w nocy spuszczono jak spadochroniarza, wszędzie się odnajdę. Poradzę sobie. To właśnie to.

Patriotyzm to przede wszystkim:

Dom. Ale o domu myślę jak o matce.
 

 

Rozmawiał Remigiusz Grzela
 

  

powrót