NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY, JAK GO MALUJĄ
Onet.pl, 20. marca 2001 


Rozmowa z Korą - wokalistką grupy Maanam 

Przeżywamy powrót cenzury i należy z tym walczyć. I nie tylko ja mówię głośno na ten temat, ale każdy, kto ma trochę rozumu będzie z tym walczył. Nie po to przez 50 lat męczyliśmy się cenzurą, by teraz ona wróciła. Przecież to jakiś kataklizm. 

MARTA K.: Właśnie, po długim milczeniu, ukazał się kolejny longplay zespołu Maanam - "Hotel Nirwana". Dlaczego trzeba było czekać na niego ponad dwa lata? 

KORA: To właściwie standardowa przerwa. Tak jakoś, w ciągu ostatnich 10 lat, wychodziły nasze płyty, więc to nie był dla nas nadzwyczaj długi okres. 

Premiera tego krążka wyznaczona była na jesień 2000 roku. Tymczasem ukazał się on dopiero teraz, w marcu 2001 roku. Co było przyczyną opóźnienia? 

Stało się tak z dwóch bardzo prostych powodów: wyborów i olimpiady. 

Nowy materiał można określić jako "stary, dobry Maanam" po kuracji odmładzającej. Stało się tak dzięki producentowi Barry'emu Kinderowi, który wzbogacił brzmienie formacji o elementy "elektroniki": loopy czy sample. Czy można już mówić o zmianie waszego stylu? 

Może to być uznane za przełomowy moment w twórczości Maanamu, ponieważ do tej pory nie stosowaliśmy tego typu aranżacji. Wykorzystaliśmy je po raz pierwszy, chociaż z taką myślą nosiliśmy się od kilku lat. W końcu się stało - w nowym tysiącleciu. Więc myślę, że to nowy, nowy i jeszcze raz nowy Maanam i niech tak pozostanie. 

Czy to znaczy, że użycie elektronicznych smaczków na następnych albumach kapeli można uznać za pewne? 

"Hotel Nirwana" dopiero trafił do sklepów, jeszcze nie graliśmy tych utworów na koncertach, nie było jeszcze trasy promującej dzieło. Nie myślę więc na razie o następnych wydawnictwach. Zresztą, ja w ogóle specjalnie nie wybiegam myślą w przyszłość. 

Wróćmy więc do najnowszej płyty... Na pierwszym singlu, "Piekło i niebo", zamieszczone zostały remixy tytułowej kompozycji w nowoczesnych aranżacjach. Czy modne trendy we współczesnej muzyce, choćby coraz większe znaczenie komputerów, stanowi dla Maanamu inspirację? 

Remixy robimy od wielu lat i mamy ich już bardzo dużo. Wspomniane remixy dołożyliśmy do singla "Piekło i niebo", który trafił do sklepów. Nie jest więc to nowość jakaś specjalna nowość w naszym postępowaniu. 

Czy planujecie dalszą współpracę z DJ Perezem? 

DJ Perez jest przede wszystkim moim synem. Czyli odpowiedź brzmi: tak. Nawet chyba przyczynimy się do skompletowania jego sprzętu, bo cały czas narzeka, że ma zbyt ubogi. 

Okładka longplaya, a także niektóre teksty nawiązują do kultury Wschodu. Czy stanowi to powrót do korzeni Maanamu, do ideologii ruchu hippisowskiego? Z czego właściwie wynikają takie nawiązanie? 

To nie są jakieś wydumane powody. Świat nieustannie, niezależnie od kultury hippisowskiej, interesuje się Wschodem, ponieważ jest on kopalnią wiedzy na każdy temat i, przez swoją inność, fascynuje. To jeden z powodów. 

Poza tym tak się akurat składa, że Kamil Sipowicz, z którym jestem przecież związana od paru lat, często podróżuje na Wschód, i to na dłuższy czas. "Hotel Nirwana" nie został wymyślony ad hoc, ale stanowi reminiscencję z jego podróży do Nepalu. W Katmandu mieszkał w hotelu, który nazywał się "Nirwana" i po powrocie do kraju, kiedy ja przygotowywałam album, przyniósł mi gotowy tekst. Uznałam, że on jest na tyle nośny w obecnym świecie, iż powinien stać się tytułem dzieła. 

Mało tego... W naszym domu jest mnóstwo przeróżnych malowideł, lepszych, gorszych, bardziej i mniej artystycznych, które bardzo lubię i z którymi dobrze się czuję na co dzień. Dlaczego więc okładka krążka nie miałaby być taka? Niestandardowa, nie totalnie maanamowa, lecz zaskakująca. A ona właśnie taka jest - zaskakująca i przede wszystkim "odjazdowa". 

Piosenkę "Mama (Najprościej żyje się w marzeniach)" poświęciłaś swojej matce. To chyba pierwsza kompozycja, w której Kora poruszyła ten temat? 

Takie utwory "dzieją" się same. Skądś nagle coś przychodzi, zapala się i po prostu jest. Nie musiałam się więc specjalnie zastanawiać. Tekst jest nadzwyczaj udany. Jest o mamie, ale też, kiedy się w niego wsłuchasz, o świecie, o człowieku... Również o tym, co mogłaby powiedzieć moja mama na temat świata, w którym ja teraz żyje. A bardzo brakuje mi jej komentarza. 

Podobno Maanam otrzymał zaproszenie na koncert w Moskwie. Byłby to pierwszy wasz występ w Rosji. Jak do tego doszło? 

Perspektywa nas, oczywiście, podnieca, bo to będzie nie tylko nasz pierwszy koncert w Rosji, ale w ogóle pierwszy koncert w krajach byłej demokracji ludowej. Po tym wszystkim, co wydarzyło się na świecie ostatnio, jest to jakieś wyzwanie. Tym bardziej, że o Moskwie mówi się tyle rzeczy... 

A stało się to w sposób bardzo prosty. Pewien Rosjanin zadzwonił do naszego menedżera i złożył mu propozycję. Sprawa jest obecnie dogadywana, a impreza miałaby odbyć się w kwietniu. 

Jak wyglądają inne plany koncertowe zespołu? 

Tournée jest na etapie dopinania szczegółów. Myślę, że będzie podobne do tych tras koncertowych, które zagraliśmy w ciągu poprzednich 20 lat. Nowość może stanowić fakt, iż nie będziemy występować codziennie, lecz tylko w weekendy. Poza tym promocję płyty dzielimy na wiosenną i jesienną, dostosowując się do pór roku, które są najbardziej korzystne dla imprez na świeżym powietrzu. 

Mam pytanie o wizytę w Polsce kapeli Marilyn Manson w Polsce. Przed jej warszawskim koncertem w mediach rozpętano prawdziwą burzę, ale ty wypowiadałaś się o Mansonie bardzo przychylnie. Czy ta sytuacja nie kojarzyła ci się z 1984 rokiem, gdy Maanam znalazł się na "czarnej liście" również miał problemy z występami? 

Wtedy zawieszono naszą działalność, więc nie graliśmy. Bardziej przypominało mi to jednak aferę medialną, która wybuchła, kiedy zaczęliśmy grać. Wtedy byliśmy zespołem odsądzanym od czci i wiary. I okazało się, że diabeł nie taki straszny, jak go malują... Ja byłam na Marilyn Manson w Warszawie i mogę powiedzieć, że Manson pokazał tam swoją klasę. Koncert okazał się genialny. 

Nie uważasz, że cała sprawa jest pewnym symptomem tego, co dzieje się obecnie na polskim rynku muzycznym i generalnie w naszym kraju? 

Nie tyle na rynku muzycznym, co właśnie w Polsce. Na przykład wydarzenia w galerii "Zachęta". Pewna grupa, moim zdaniem bardzo mała, poruszona dogłębnie, spowodowała abdykację Andy Rotenberg. Galeria, do której chodziłam, ta "Zachęta", która była dla mnie przyciągającym i magnetycznym miejscem - obawiam się, ze będzie już zupełnie inna. A przecież sztuka obecnie sprzedaje się bardzo trudno. Poza tym, protestują z reguły ci, którzy nie widzą. Tak na przykład został w Poznaniu oprotestowany film "Dogma". Na pytanie dystrybutora, czy prokurator, który próbował wprowadzić zakaz emisji tego obrazu, w ogóle go widział, ten odpowiedział, że nie widział. Dla mnie jest to absolutnie absurdalne, karygodne i naganne. Z tym należy walczyć, bo to w końcu nasza wolność. 

Czy zgodzisz się więc z coraz bardziej popularna opinia, według której przeżywamy powrót cenzury w sztuce? 

Tak, przeżywamy i należy z tym walczyć. I nie tylko ja mówię głośno na ten temat, ale każdy, kto ma trochę rozumu będzie z tym walczył. Nie po to przez 50 lat męczyliśmy się z cenzurą, by teraz ona wróciła. Przecież to jakiś kataklizm. 

Marta K

 
 
  

powrót