NIE BOJĘ SIĘ UPŁYWU CZASU
Tina, nr 5. 2003 
fot. Tomasz Pasternak 


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Kiedyś lubiła prowokować na scenie i poza nią. Dziś Kora Jackowska, jak zawsze pełna energii, odsłania liryczną stronę osobowości. 

Kiedy usłyszałem, że na Pani nowej płycie znajdzie się kilka piosenek Mieczysława Fogga, byłem zaskoczony. Stare snetymentalne teksty i melodie? Co na to powiedzą fani dynamicznej zbuntowanej Kory, dawni hipisi i punkowcy? 

Kiedy przyjdą na koncerty , zobaczą, że energii mi nie brak. A co do buntu- czy kiedykolwiek odżegnywałam się od starej, ale dobrej muzyki? To by świadczyło, że jestem przeciw moim rodzicom, którzy uwielbiali te przeboje. Lata międzywojenne były okresem ich młodości, nic dziwnego, że darzyli sentymentem pioenki Mieczysława fogga, Kiedy śpiewam „Serce matki” czuję, że robię to dla mojej mamy, którą znakomicie pamiętam i za którą tęsknię. 

Wspomina Pani czasami o przekazanej przez mamę maksymie: „trzeba zyć tak, żeby było miło”... 

Trzeba ddojrzeć, żeby zrozumieć mądrość tych słów. Prawdziwa sztuka życia polega na umiejętności cieszenia się tym, co ważne. Nie wolno się koncentrować na drobiazgach, nawet jeśli bywają dokuczliwe. Chyba mi się to udaje. Doceniam dary losu- szczęśliwą rodzinę, zdrowie, fascynującą pracę. Wiem, że to dobry okres w moim życiu. 

Dla artysty praca jest zarazem pasją. Czy Pani wystarcza sił i czasu na jakieś hobby? 

Trochę maluję- przede wszystkim Madonny, projektuje biżuterię. Wiosnna i latem chętnie pracuję w ogrodzie- kwiatowym klomb to moja działka, Kamil zajmuje się trawnikiem. Hodujemy też... koty, w sumie cztery. Dwa starsze- Pędzelek i Czupurek- mają już po trzynaście lat.. Pinki i Lulu są młodsze. Lulu to „ koto z odzysku”, znaleziony w piwnicy, był ledwie żywy z głodu. Gdzieś musiał się zabłąkać, bo kiedy go w końcu odkarmiliśmy, okazało się, że to rasowy piękny tajski kot. 

Pani wieloletni związek z Kamilem Sipowiczem to wyjątek w świecie artystycznym. Jaka jest recepta na rodzinne szczęście? 

Podstawą związku jest uczucie, przeświadczenie, że jesteśmy z osobą jedyną, niezbędną, wybraną. Wtedy można przetrwać trudne chwile, bo i takie nam się zdarzają. Potrzeba też zdolności do kompromisu, żeby walka między dwiema indywidualnościami nie trwała bez końca. 

Podobno macie Państwo osobne sypialnie... 

To nie jest aż tak dziwne. Michelle Morgan i jej ukochany mieszkali w sąsiednich domach. Wychowałam się w gromadzie, czuję więc potrzebę posiadania kawałka wwasnej przestrzeni. Kamil tak samo. Zresztą odrobina dyskrecji, tajemnicy dobrze służy związkowi. 

Synowie są już dorośli. Czy często się z Panią kontaktują? 

Pracują, mają sporo zajęć, ale zaglądają tu kilka razy w tygodniu. Lubią z nami przebywać. W weekendy wapadają na domowy obiad. Twierdzą, że nikt nie gotuje tak jak ja. 

Kora traci czas przy garnkach? Trudno w to uwierzyć. 

Lubię gotować i naprawdę robię świetne zupy, spaghetti, drób i sałatki. Przypadła mi do gustu kuchniia meksykańska i używam wielu tamtejszych przypraw. Tak polubiłam pikantne dania, że dziś nie mam ochoty na nic mdłego. Dla mnie chili to kulinarny strzał w dzieśiątkę. 

Dlaczego poza domem nosi Pani ciemne okulary? 

To forma ochrony prywatności. Kiedyś panie nosiły w tym samym celu woalki. 

Czyżby przypadkowo spotkani ludzie bywali natrętni? 

Nie mogę się na to uskarżać. Gdy ktoś mnie rozpoznaje, odnosi się do mnie z sympatią. Wiele razy ułatwiło mi to życie, zupełnie bez mojej inicjatywy, bo nie uważam, żeby ludziom znanym należały się z tego powodu jakieś przywileje. W epoce kolejek pokornie stawałam w ogonkach. 

Jakieś objawy sympatii fanów utkwiły Pani w pamięci? 

Kiedyś obsypali mnie płatkami róż. Gdy śpiewałam „Żądzę pieniądza” na scenie sfruwały też banknoty. Pamiętam jednak, że raz to obrzucanie piędzmi malo fatalne następstwa. Jakaś spora moneta trafiła mnie pod oko, poczułąm tak silny ból, że musiałm zejść ze sceny, a potem przez kilkanaście dni wyglądałam jak ofiara pobicia. 

Jak piękna kobieta reaguje na upływ czasu? Czy nie boi się Pani mijających lat? 

Trzeba godzić się z tym , co naturalne i to mnie nie przeraża. Przykład dwóch wspaniałych artystek- Ireny Kaiatkowskiej i Hanki Bielickiej- wszystkim kobietom powinien dodawać otuchy. Nie boję się zmarszek, nie myślę nawet ożadnych oberacjach palstycznych. Chcę być naturalna. Groźniejsze jest zaniedbanie, które możne wynikać z przepracowania albo przeświadczenia, że kobieta dojrzała nie ma już dla kogo być atrkcyja. A ja jestem trochę narcyze chcę się sobie podobać. Przy tym muszę być w dobrej formie, bo dla mnie ciało jest środkiem wyrazu. Dwugodziny koncert wymaga ogromnego wysiłku fizycznego. Staram się dać ludziom to, czego odemnie oczekują. Przyzwyczaiłam fanów do tego, że wyglądam w taki , a nie inny sposób, że dynamicznie ruszam się na scenie. Nie mogę im tego zabrać. Dziś waże 50 kg i nie wolno mi przytyć. Jeden dodatkowy kilogram już czuję, chodząc po schodach, których w mamy sporo w domu. Ciało inaczej się wtedy zachowuje, wibruje. Natychmiast coś z tym muszę zrobić. 

Zastosować jakąś drakońską dietę? 

Po prostu mniej jem, eliminuję pieczywo i słodycze. Moja zasada brzmi- jeść wszystko, ale mało. Zresztą kiedy jestem w stresie albo intensywnie pracuję, nie czuję głodu. Wystarcza mi wtedy do życia tylko niczym nie słodzony kompot z owoców. 

Jest pani bardzo zajęta. Nagrania, koncerty- ciągły pośpiech. Jak osoba o silnym poczuciu niezależności poddaje się rygorom show biznesu? 

Są okresy, kiedy żyję w zwariowanym rytmie. To moja praca, ukochan, godzę się z jej rygorami. Potem przychodzą spokojniejsze dni, gdy można coś zaplanować, wypocząć, pomieszkać w domu. 

Igor Paja
 
 

powrót