MUZYK WIE
Tylko Rock, Luty 2001 

fot. Darek Kawka 


Najnowszy album Maanamu Hotel Nirwa­na, ukaże się w marcu. Nagrania zaś zostały zakończone w lipcu. Co więc spowodowało, że musimy tak długo czekać na ten album? 

MAREK JACKOWSKI: Sondaże rynku. Ostatnio są bardzo modne. Czyli co chwilę radiostacje badają, czy grać dany utwór czy nie. Wypowiadają się głównie gospodynie domowe. Oczywiście przesadzam, w naszym przypadku nie decyduje to czy pły­ta podoba się gospodyniom domowym, chociaż oczywiście nasza muzyka też dla niektórych jest przeznaczona. Bo ma tra­fiać do jakiejś osobowości... Natomiast okazało się, że po drodze jest olimpiada. Wia­domo, podczas olimpiady nikt nie intereso­wał się muzyką. Potem nagle wybory prezydenckie. Wiadomo, że nasze plakaty byłyby pozaklejane plakatami wszystkich możliwych kandydatów na prezydentów. Poza tym uważam, że model, który wpro­wadzili Red Hot Chili Peppers, czyli dwulet­nia praca nad płytą i jej promocją, jest dobry. Jest to duża zmiana w stosunku do poprzednich lat, bo z reguły wydawało się dwa single i na tym się bazowało. Płyta była wypałem albo nie. Natomiast Red Hot Chili Peppers pokazali, że dobre zaprogramowa­nie sześciu teledysków spowodowało to, że każdy następny przynosił kolejny milion sprzedanych płyt w samych Stanach Zjed­noczonych. Czyli ta płyta w okresie dwuletnim dotarła do bardzo szerokiej widowni. My też postaramy się pójść jakimś takim tropem. Bo to jest płyta porządna. Muzyk o tym wie. 

Hotel Nirwana wprowadza nowe ele­menty do muzyki Maanamu, jak loopy, sample. Jaką rolę w tym wszystkim odegrał Barry Kinder? 

MAREK: Bardzo się cieszymy z tego, że mogliśmy z nim współpracować. Był zaprzyjaźniony z naszym stałym współproducentem Neilem Blackiem. W pierwszej chwili wydawało nam się, że wyjdzie z tego jakaś popelina. Natomiast to było to, czego Maanam naprawdę potrzebował. Nato­miast, o dziwo, Barry proponował rzeczy, które zespół Maanam był zazwyczaj w sta­nie przyjąć bez żadnego oporu. Bardzo dobrze się przygotował do tych nagrań. Wcześniej miał nagrania z prób. W studiu pracował bardzo rzetelnie. Jest to nowy czas i ogromne pole do popisu dla ludzi wrażliwych. W każdym razie to, co zrobił Everlast, jest dla mnie dobre. To, co zrobiła Madonna na ostatnie płycie, też jest ciekawe. Przejrzyste, czyste, bardzo dobre pasmo nagrania, bardzo dobra jakość. Nawet Iggy Pop postarał się, aby jego płyta „Avenue B" zabrzmiała znakomicie. Są to nowe jakości i to mi jakoś odpowiada przy dalszej współpracy z zespołem i z Kora. 

Mimo wszystko mam wrażenie, że dochodzi tu do głosu także ta bardziej rocko­wa natura grupy. 

MAREK: Rzeczywiście, są tu też numery po prostu ostre, czadowe, a niektóre z tych utworów są bardzo rockowe. W „Hotelu Nir­wana" są: przede wszystkim ostre partie gita­rowe. Tak jakby Kinks, z tym że jeszcze bar­dziej takim szerokim pasmem. O co tutaj zadbali Neil Black i Barry Kinder. Ustawiali tak nisko te gitary, że sami żeśmy się bali, co z tego wyjdzie. Jeżeli chodzi z kolei o utwór „Mama", byt to utwór nagrany na samym końcu. I właściwie cały szkielet był nagrany przez Barry'ego i przeze mnie. Ponieważ Paweł (Markowski, perkusista Maanamu - przyp. mk) już wyjechał, a Barry jest świet­nym perkusistą, usiedliśmy i zaczęliśmy od akordów gitarowych. To był punkt wyjścia. I taki wyszedł z tego utwór, nieco dziwny. Zresztą, tekst sam sugeruje, że może to być utwór z pogranicza świata realnego i niereal­nego. Mama Kory przecież już nie żyje przeszło trzydzieści lat. Barry jakoś bez proble­mów i z dużą intuicją zagrał i zrobił całą kom­puterową robotę. Głównie on tutaj gra. A nagle, niespodziewanie, na końcu pojawia się solówka Ricarda (Ryszarda Olesińskiego, gita­rzysty Maanamu - przyp. mk). Taka już kla­syczna, ale i piękna. Zresztą Barry później chodził po studiu i cały czas grał ją w powie­trzu już bez gitary. Bardzo mu się podobało. 

Rozmawiał: Michał Kirmuć

 
  

powrót