MADONNA Z ANTYKU
Luty 1994 


Jesteś postrzegana, jako uosobienie erotyzmu i kobiecości. Twoje oddziaływanie wykracza poza przesyłanie muzyki i słowa. Czy zastanawiasz się nad swoim fenomenem? Czy to fenomen kobiety? 

W pewnym sensie tak... Ale ja bym wcale nie powiedziała, że to cudowne jest być kobietą. Ale też nie wiem, czy cudownie jest być mężczyzną. W samej płci nie dostrzegam żadnej cudowności. Ale myślę, że to co jest we mnie, to jest energia. I tej prawdziwej energii jest dzisiaj o wiele więcej. Ponieważ energia wiąże się ze świadomością człowieka. I ta świadomość jest we mnie większa niż była. W związku z tym większa jest też energia. 

Jest to niezwykle silna energia. Na czym ona polega? 

Przede wszystkim samo śpiewanie wymaga ogromnie dużego wysiłku. I jeżeli do tego włączy się ruch oraz kontakt, który nawiązuję z widownią, to tworzy się koktajl, który wyzwala bardzo dużo energię. To jest jak gra na instrumencie. Ja śpiewam, tańczę daję swoje ciało. Jestem tym instrumentem, który stwarza natura. Ale na tym instrumencie trzeba umieć grać. Trzeba umieć uderzać w swoje własne struny, tak by akord nie był fałszywy. 

To co tworzysz na scenie to teatr ciała o własnej estetyce. Czy w tym , co robisz wyznaczasz sobie jakąś granicę? 

Jest to granica dobrego smaku, pewnego rodzaju kultura bycia na scenie. Nawet jak jestem bardzo ekspresyjna, to są to przebłyski. Ja nie jestem permanentnie seksualna. Na zasadzie rozdartych nóg i otwartych ust. Mówi się, że jestem erotyczna na scenie, a ja nie jestem bezwzględnie erotyczna. Jestem różna. Ktoś, kto jest cały czas seksualny jest po prostu ohydny. Dla mnie seksualność jest wielką intymnością i można ja pokazać przez moment. 

Twoja kobiecość na co dzień i na scenie - to dwie różne kobiecości? 

O różne,, Dlatego, że kobiecość jest jak kwiat, który otwiera się i zamyka. I zależy od tego, co go otwiera. Życie codzienne otwiera mnie w inny sposób, a scena w inny, bardziej ekshibicjonistyczny. 

Czy dostrzegasz coś takiego, jak kobiecy pierwiastek w świecie? 

Dla mnie nie ma czegoś takiego, jak pierwiastek stricte kobiecy i stricte męski. Postrzegam człowieka całościowo. 

Istnieją jednak archetypiczne wyobrażenia kobiety i mężczyzny... 

W takich czystko fizycznych kategoriach różnice istnieją. Ale są to różnice płci, seksu. Seks męski i seks żeński. Wydaje mi się, że obraz kobiety i mężczyzny można na siebie nałożyć tak jak w kartach- damę i waleta, damę i króla, czy króla i królową .I one ściśle do siebie przylegają. Kobieta i mężczyzna muszą się dopełniać, tak jak dopełniają się koła zębate. Wtedy jest ruch, wtedy się do czegoś dochodzi. One się obracają, obracają, aż się zetrą i umrą. Taki platoński ideał człowieka. Człowieka, który ma w sobie wszystko, dwupłciowe w sensie psychicznym. Ponieważ dwupłciowość w sensie fizycznym mnie nie interesuje, rozdzielam te dwie połówki fizyczne, które stwarzają dla siebie atrakcję czysto seksualną. Natomiast ten potencjał intelektualny, umysł, który jest dla mnie najważniejszy w człowieku, jest podobny. 

Zatem ważniejsze jest człowieczeństwo niż kobiecość? 

Oczywiście, bo człowiek jest nieśmiertelny. A tak kobiecość jak i męskość są śmiertelne. To się mieści w fizyczności, w formie. A forma się zużywa, staję się coraz mniej atrakcyjna. Natomiast umysł- odwrotnie. Im mniej ciała, tym może być więcej umysłu. 

Nietzsche powiedział, że kobieta doskonała jest wyższym typem człowieka niż doskonały mężczyzna... 

Ja właśnie tak mówię. Ponieważ kobieta jest maszyną- jeżeli będziemy patrzeć na ludzi jak na maszyny, piękne maszyny-bardziej skomplikowaną, niż mężczyzna. Chociażby w samej precyzyjności. A przez to, że bardziej precyzyjna, jest bardziej delikatna. 

Co sądzisz o mistycznym utożsamieniu kobiety wyłącznie z erotyzmem, płodnością, materią, ziemią? 

Wydaje mi się, że ja reprezentuję dość archaiczną kobiecość, zbliżoną do mitologii, do antyku. Ja jestem Korą , córką Demeter. Matki Ziemi... I to mi bardziej odpowiada w sensie mitologicznym niż uległa kobieta, która z żebra Adama powstała. Natomiast istnieje podział ról, ale jako dwóch równorzędnych wielkości. Jeżeli ja mam być ziemią, a mój partner będzie słońcem, to będziemy ze sobą współgrać. 

„Słońce jest okiem Boga” - Twoje wyznanie wiary... 

Tak, uważam, że natura jest święta. Cała świętość, która jest w przyrodzie, jest poza człowiekiem. Święte jest wszystko to, co człowieka otacza, a sam człowiek nie jest święty. Człowiek desakralizuje całość. Więc dlatego tyle o Bogu mówi, bo jest w nim go tak mało. Uważam, że każde zwierzę i wszystko, co rośnie na ziemi jest święte. Tylko człowiek narusza równowagę. Tylko człowiek sprawia, że ziemia jęczy. Ziemia nie płacze dlatego, że uciskają ją króliki, drzewa czy uciska ją morze. Ziemia płacze tylko z jednego powodu - że tak bardzo uciska ją człowiek. 

Malujesz figurki madonn. Czy w tym wiążesz jakaś idea? 

Madonny mi się bardzo podobają przede wszystkim... Kocham madonny.... Madonna kojarzy mi się z opiekuńczością. To jest Matka Boska opiekuńcza, jest po prostu sama dobrocią. 

Jak narodził się pomysł malowania madonn? 

Kiedy byłam w domu dziecka, to w naszym ogrodzie była wielka Madonna w grocie skalnej. Uwielbiałam tam przebywać. Jak bym była w jakimś czarodziejskim miejscu, kompletnie oderwanym od rzeczywistości. Kilka lat temu była w Meksyku i tam spotkałam się z kultem Madonny. Madonny meksykańskie są wielorakie, bardzo kolorowe, przepiękne... Doszłam do wniosku, że będę sama takie madonny malować. I znajdowałam w tym dużo przyjemności czysto estetycznej. To jest takie przyozdabianie rzeczywistości, co w ogóle bardzo lubię robić. 

Kult Madonny jest w pewnym sensie przedłużeniem pierwotnych kultów bóstw kobiecych... 

Tak.. Ja jestem przecież Madonną. Wprawdzie z antycznej kultury greckiej, ale jestem Madonną, bo jestem Korą, córka Matki Ziemi... 

Rozmawiała: Joanna Michalik

 
  

powrót