LUBIĘ MALOWAĆ PISANKI
ECHO DNIA, Nr 88 (322/15), 13.04.2001 


Wokalistki grupy Maanam nikomu nie trzeba przedstawiać. Kora to niezwykła osobowość, piękna kobieta i cudowny, życzliwy człowiek. Rozmawia z nami o pisankach i śmigusie-dyngusie, życiu i śmierci, miłości i świecie ze swoich marzeń, fascynacji kulturą Wschodu i nowej płycie Maanamu, która kilka tygodni temu ukazała się na rynku. 

Z czym przede wszystkim kojarzy ci się Wielkanoc? 

Z wiosną, baziami, cukrowym barankiem, maleńkimi, żółtymi kurczaczkami i pisankami, które bardzo lubię malować. Przez ostatnie dwa lata jedna z warszawskich galerii przysyłała mi duże wydmuszki z kaczych jaj z prośbą, bym zrobiła z nich pisanki. Bardzo chętnie tę prośbę spełniałam. Pisanki wykonane przeze mnie i przez wielu innych znanych ludzi były potem sprzedawane na aukcjach, z których dochód przeznaczano na cele charytatywne 

Jakie są święta wielkanocne w twoim domu? 

Ciepłe, serdeczne i bardzo, bardzo tradycyjne. Takie, jak w większości polskich domów. Pamiętam wspaniałe święta z okresu, gdy byłam dzieckiem - siebie biegającą w podkolanówkach po podwórku, chłopców rzucających pod nogi dziewczyn balony wypełnione wodą, śmiech "ofiar" śmigusa - dyngusa. Kiedyś ludzie polewali się wodą z wielkim entuzjazmem, używali do tego wiader, a nie - jak dziś - tych okropnych, malutkich psikaweczek wypełnionych perfumami. 

Wyobrażasz sobie, że teraz wychodzisz z domu i ktoś wylew na ciebie wiadro wody? 

Powiedziałabym: trudno. Na tym właśnie polega śmigus - dyngus. Jak ktoś nie chce być oblanym, to musi po prostu być ostrożny. 

Wielkanoc to nie tylko pisanki i śmigus - dyngus. To także okres, w którym często myśli się o śmierci i zmartwychwstaniu. Boisz się śmierci? 

Znam stan trwogi przed śmiercią, ale jej samej się nie boję. 

Wierzysz w życie po życiu? 

Nie. Potrafię sobie natomiast wyobrazić reinkarnację, odrodzenie. Wierzę, że umiera jedynie ciało, a energia, która tym ciałem "steruje", pozostaje nieśmiertelna. Fakt, że moje ciało kiedyś umrze, w ogóle do mnie nie dociera, bo ... żyję. A poza tym wszystko jest przecież ułudą - ułudne są i radość, i cierpienie, i przyjemność, i ból. Wszystko, co nas otacza, jest jedynie naszym wymysłem. Przecież gdy umrzesz, świat przestanie istnieć, prawda? 

Tego nie wie nikt. 

Wystarczy zamknąć oczy, a wszystko znika. Nie ma nic. Każdy żyje w świecie wymyślonym przez siebie. Kiedy umrzesz, twój świat już nie będzie istniał. 

Jaki jest świat wymyślony przez ciebie? 

To świat z moich marzeń. Świat miłości, spokoju, wiosny, raju. Świat, w którym nie dzieje się nic złego, gdzie wszystko wynika z dobroci, ma swoją rację, przyczynę i skutek. W świecie, jaki noszę w marzeniach, nie ma zła, nie ma bieli i czerni, rozpaczy i radości, nie ma żadnych skrajności. Jest za to wieczna szczęśliwość, anielskość i niebiańskość. Bóg patrzy na mnie jak przyjaciel, nikt nie każe mi się Go bać. W moim świecie ludzie są cudowni, życzliwi i dobrzy. 

Co jest dla ciebie w życiu najważniejsze? 

Nienawidzę stresu. Najważniejszy jest spokój. 

Myślałem, że miłość... 

Gdybym powiedziała, że najważniejsza jest dla mnie miłość, zawęziłabym swoje życie jedynie do Kamila, a to byłoby po prostu za mało. Mam przecież synów, których kocham inaczej niż Kamila, mam przyjaciół, na których bardzo mi zależy, mam dom, będący dla mnie czymś niesłychanie cennym, mam rodzinę. Mówiąc o spokoju, myślę o spokojnym życiu moich najbliższych, życiu toczącym się bez przeszkód, bez stresów, bez chorób. Nie mogłabym oczywiście być spokojna, gdybym nie kochała i nie była kochana, ale miłość jest jedynie częścią tego, co dla mnie najważniejsze. 

Co chcesz przekazać drugiej osobie, mówiąc "kocham"? 

Że czuję się przy niej spokojna, albo że jestem niespokojna, gdy jej obok nie ma. Tak naprawdę bardzo rzadko mówię "kocham". Czasem zdarza się, że po tylu spędzonych razem latach ja i Kamil odkrywamy wibracje podobne do tych, jakie czują ludzie dopiero się w sobie zakochujący i to jest uczucie niesamowite. To "przypominanie pierwszej pieszczoty, coś, co wraca z intensywnością pierwszego przeżywania, za którym tak bardzo wszyscy tęsknimy. Tęsknimy za emocjami towarzyszącymi zakochiwaniu się, za okresem zauroczenia i fascynacji, poprzedzającym dalsze wspólne "zwykłe życie" - życie z sobą, obok siebie, przy sobie. Dopiero odkrywanie siebie na nowo albo rozłąki i powroty powodują "na powrót w siebie zapatrzenie", porównywalne z pierwszym zakochaniem. 

Kamil jest nie tylko miłością twojego życia, ale też twoim wielkim przyjacielem. 

Miłość i przyjaźń są dla mnie nierozerwalne. Związek tak długi, jak mój i Kamila, musi opierać się na miłości i przyjaźni jednocześnie. Oprócz tego, że się kochamy. Lubimy się i przyjaźnimy. Nie można kogoś kochać nie lubiąc go, bo wtedy myli się żądzę cielesną z tym, co powinno być podstawą każdego związku. Nie ma związku, w którym przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat trwałaby taka sama seksualna fascynacja, jak na początku, bo ludzie by się spalili i umarli. Trzeba umieć z sobą żyć. Bez przyjaźni jest to niemożliwe. 

Kilka tygodni temu ukazała się nowa płyta Maanamu "Hotel Nirwana". Mówisz, ze odbyłaś dzięki niej "podróż wewnątrz siebie" i namawiasz innych, by również próbowali odkrywać w sobie nieznane dotąd uczucia i emocje. Nie dla wszystkich taka "podróż" jest bezpieczna. Jak się skończyła w twoim przypadku? 

Ta podróż, która w moim przypadku nigdy się nie skończy, to próba zgłębienia samej siebie. Odbywam ją od chwili, gdy zaczęłam samodzielnie myśleć, określać siebie, szukać odpowiedzi na pytanie "kim jestem?". Ona trwa już kilkadziesiąt lat i jest podróżą bez końca. Nauka buddyjska mówi, jeśli nie dostąpi się oświecenia i nie odkryje w sobie wszystkiego, powróci się na ziemię, by "podróżować" dalej. 

Nie boisz się, że - zagłębiając się w siebie - odkryjesz coś, czego się przestraszysz? Na przykład nienawiść, złość, zawiść? 

Już tyle rzeczy w sobie odkryłam, że nic nie jest w stanie mnie przestraszyć. Jedyna rzecz, nad którą obecnie pracuję, to właśnie gaszenie złych emocji, jakie we mnie tkwią. 'Wysuszam" te emocje, bo wiem, że one szkodzą tylko mnie. Praca nad sobą też jest podróżą w głąb siebie. Nie wszyscy potrafią wyrzucić ze swojego wnętrza zło, które jednak w nas drzemie. Dlatego tak dużo jest wokół agresji, niechęci, złych myśli. Dlatego ludzie nie są dla siebie wzajemnie dobrzy i mili. Powinniśmy przyjaźnie patrzeć sobie w oczy, pomagać sobie, wspierać się. Spójrz na polską ulicę... To bardzo agresywna ulica! 

Agresja drażni cię w Polakach najbardziej? 

Niczym nieuzasadniona agresja drażni mnie, ale przede wszystkim martwi. Świat kręci się coraz szybciej, a my nie odczuwamy tego pędu i gnamy przed siebie, nie oglądając się na innych. Dlatego zaśpiewałam piosenkę: "Mały człowieku / co wciąż latasz w ważnym pośpiechu i tarapatach / zwolnij / zapomnij / stań". Pędzimy - byle dalej, byle szybciej i nawet nie zauważamy, że na zło i agresję zaczynamy reagować złem i agresją i zataczamy w ten sposób błędne koło. Może czasem warto dosłownie wziąć słowa Chrystusa i nadstawić drugi policzek, gdy ktoś wymierzy nam jeden. Tylko w ten sposób uświadomimy innym, że robią źle, a sami osiągniemy wewnętrzny spokój i harmonię. 

Słuchając cię i patrząc na ciebie mam wrażenie, że czas o tobie zapomniał. Lata mijają, a ty w ogóle się nie zmieniasz. W czy tkwi, według ciebie, siła młodości? 

W dobrej energii. 

Skąd ją czerpiesz? 

Z sympatii ludzi, którzy mnie otaczają i pozytywnie o mnie myślą. Nawet nie muszę ich widzieć - wystarczy, że czytam listy, jakie od nich dostaję. Dobrze wiedzieć, że są gdzieś, w całej Polsce, osoby kupujące płyty Maanamu, słuchające ich i kierujące w moim kierunku życzliwe myśli. Jest w tym coś z modlitwy "w intencji" - ludzie wysyłają w moją stronę dobrą energię, odbieram ją i czerpię z niej siły. Jestem dobrym "odbiornikiem". Wszyscy jesteśmy "odbiornikami" i "nadajnikami", wszyscy wysyłamy i odbieramy jakąś energię. Człowiek to po prostu ogromna energia skumulowana w ciele. 

Porozmawiajmy chwilę o nowej płycie Maanamu. Czym "Hotel Nirwana" różni się od waszych poprzednich płyt? 

Ma swoje niepowtarzalne oblicze, jest inaczej zaaranżowana muzycznie i wokalnie. Słychać na niej instrumenty, których nie było na poprzednich płytach Maanamu. 

Czekaliśmy na nią dość długo. Krążek "hotel Nirwana" ukazał się trzy lata po poprzedniej płycie Maanamu. Co robiłaś przez te trzy lata? 

Podróżowałam tu i tam, koncertowałam, zmieniłam mieszkanie, pracowałam nad "Hotelem Nirwana". Pisanie i komponowanie nie dzieje się ot tak, po prostu. To są miesiące pracy. Nie spieszyliśmy się z przygotowaniem i nagraniem nowej płyty. Wiedzieliśmy, jaka ma być, wiedzieliśmy jak ma wyglądać, brzmieć... Gotowy materiał wysłaliśmy do Londynu, gdzie Neil Black i Barry Kinder pracowali nad nim, rozmyślali co zrobić, by nasze piosenki ubrać w nową, nowoczesną szatę. Poza tym spotykałam się z przyjaciółmi, bardzo dużo czytałam. Robiłam wszystko, na co zazwyczaj brakuje mi czasu. 

Płyta gotowa była już w październiku ubiegłego roku, ale na rynku pojawiła się dopiero w marcu. Dlaczego? 

Zwlekaliśmy z emisją płyty, bo jesienią cała Polska ekscytowała się kampanią wyborczą i media były totalnie zajęte pokazywaniem tego, co jakiś pan "znalazł" na drugiego pana. Nikogo wtedy nie obchodziły płyty. Potem były igrzyska w Sydney i na nic innego nie było miejsca, a później zrobiła się zima, a to nie najlepsza pora na promocję płyt. Promocja to przecież spotkania z fanami, wyjazdy, sesje zdjęciowe, nagrywanie teledysków. Robienie tego wszystkiego w zimie jest najzwyczajniej w świecie niemiłe. Wiosna wszystko jest piękniejsze, przyjemniejsze, milsze. 

Przy okazji wydania "Hotelu Nirwana" wyszła na jaw twoja fascynacja kulturą Wschodu. 

To bardzo stara fascynacja. Żyjemy w czasach, kiedy dewaluuje się wiele prawd i ludzie z entuzjazmem patrzą na Wschód, oferujący światu swe zdobycze filozoficzne i duchowe, dające mu świeży powiew. Jest Dalajlama - przepiękna postać, wiarygodny, prosty, a jednocześnie bardzo mądry i szlachetny człowiek, emanujący energią. 

Ile natur drzemie w tobie? Jaka naprawdę jest Kora? 

Myślę, że ze mną jest tak, jak z innymi ludźmi. Każdy ma jakiś temperament. Są ludzie stabilni i twardzi, są słabi i zagubieni. Nie należę do osób stabilnych i dlatego wychodzą ze mnie różne bajki, różne opowieści i historie, różne charaktery. Potrafię dostosować się do sytuacji, nigdy nie jestem taka sama. Na co dzień, przy Kamilu i synach, jestem inna niż teraz, gdy rozmawiam z tobą. Kiedy spotkam się z przyjaciółmi, zachowuję się inaczej, kiedy rozmawiam z nieznajomą starszą kobietą, też jestem inna. Kulturalny człowiek musi umieć zawsze odpowiednio się znaleźć. Gdybym zawsze była taka sama, byłabym po prostu sztuczna. 

Dziękuję za rozmowę i życzę pogodnych, wspaniałych, ciepłych świąt. 

Rozmawiał: Artur Szczukiewicz

 
 

powrót