KTO NAPRAWDĘ KOCHA, BĘDZIE KOCHAĆ ZAWSZE
Inaczej, marzec 1997 


Zadałem sobie kiedyś takie pytanie: dlaczego ludzie tacy jak Ty nie chcą zostać prezydentem? 

KORA: Ostatnio zastanawiałam się, kogo rozpuściłabym w kwasie solnym, aby świat byt lepszy i szczęśliwszy. Na pewno zrobiłabym to z politykami. Jestem związana ze światem artystycznym, ponieważ jest to świat wolnego ducha, w którym łatwiej o tolerancję oraz poszukiwanie dobra i piękna. Właśnie taki świat mnie interesuje. Jestem silnie związana z przyrodą i zachwycam się np. zachodami słońca. To jest mi potrzebne do trwania, gdyż jestem człowiekiem bardzo prostym i umiejscowionym poza jakimikolwiek klikami. Nie jestem zdolna podporządkować się jakiejkolwiek grupie interesu. 

Mówisz, że jesteś człowiekiem wolnym, prostym... czyli takim, który mówi to co myśli i robi to co chce. 

KORA: Nie chodzi tylko o to, aby mówić do końca, co się myśli. O wiele ważniejsze jest postępowanie człowieka, którym zawsze można zamanifestować swoją tożsamość. Wystarczy w czymś uczestniczyć lub nie uczestniczyć, żeby jakoś siebie opisać. Nie do końca odpowiada mi takie manifestowanie swojej odrębności, które przybiera formę burleskową. Często brakuje w tym kultury, głębszego sensu, wrażliwości, i sądzę, że jest to ciągle jeszcze działanie na zasadzie prowokacji. Jako osoba wolna nie lubię monotonii, szalenie improwizuję na scenie, jestem bardzo ciekawa świata i tego, co się dzieje w człowieku; jak daleko można spenetrować i wyćwiczyć swój umysł, aby potem nikt nie mógł ludzi szczuć na siebie, w imię takich czy innych ideałów. 

Najśmieszniejsze jest jednak to, że ci, którzy szczują, są potem ze sobą w doskonałej komitywie. Oni szczują na siebie tylko masy. 

KORA: To takie sprzężenie zwrotne. Cały świat jest manipulowany, a ludzie dają sobą manipulować, bo nie zdają albo nie chcą sobie zdawać z tego sprawy, albo nie chcą się temu oprzeć. Człowiek wymyślił państwo i społeczeństwo, dlatego że nie każdy potrafi stworzyć swój mikroświat. Tymczasem życie w makroświecie jest niesłychanie trudne i dlatego żyje się w enklawach. Ciągle jednak zastanawiam się dlaczego człowiek pod daje się tej machinie, skoro jest tak doskonale skonstruowany i ma tak niesamowity umysł. 

I może dlatego należałoby rzeczywiście kogoś rozpuścić w kwasie solnym, jak wcześniej wspomniałaś. 

KORA: Należałoby rozpuścić tych, którzy szczują na siebie ludzi w imię jakichś ideałów. Polska jest dziś idealnym przykładem na to, kogo należałoby rozpuścić ow kwasie solnym. Jest to kraj, którym rządzą ludzie niekompetentni, jak nasi politycy. Kim oni bowiem są, jeśli nie żonglerami pomysłów, które dopasowują do potrzeb społeczeństwa, aby mu się przypodobać? Dzisiaj w świecie, który chce rządzić się prawami ekonomii, słowo "polityk" powinno zostać wyrugowane ze słowników. Powinniśmy mówić o rządach fachowców, a prezydent powinien być człowiekiem wykształconym, o wysokim morale, który umiałby rozporządzać powierzonym mu dobrem w imię narodu i świata, a nie w imię partykularnych, ciemnych interesów jakiejś kliki lub kasty. 

Co myślisz o tolerancji w Polsce? Mówiłaś kiedyś, że kiedy słyszysz opinie, które wygłasza episkopat, to otwiera Ci się nóż w kieszeni. 

KORA: Dzisiaj już tego nie słucham. Wierzę w Boga, ale nie wierzę w księży. Możesz przecież wyznawać pewne zasady, ale nie musisz wierzyć w urzędników, którzy dbają wyłącznie o swój interes. Poza tym ludzie są słabi i jeśli są inni niż reszta społeczeństwa, to rzadko potrafią się takimi właśnie pokazać. Dlatego trudniej jest walczyć o tolerancję i zmieniać ten nudny model społeczny, który niesłychanie redukuje człowieka. Redukowanie tego, czego człowiek potrzebuje do swojego rozwoju duchowego jest właśnie nietolerancyjne. 

Czy czujesz się powołana do zmiany tego modelu, do walki z tym, co jest złe? 

KORA: Kiedyś mi się wydawało, że można zamanifestować swój sprzeciw. Natomiast na pewno nie jestem zdolna do walki. Do tego się nie nadaję. 

Ale to, co robisz, jest czasami ostre i znaczące. 

KORA: Mam wystarczająco dużo' problemów ze sobą, aby dodatkowo czuć do siebie wstręt za to, że mówię czy robię inaczej niż myślę tylko dlatego, aby sprawić przyjemność reszcie świata. Mogę wprawdzie wyrazić to, co myślę, i sprzeciwić się temu, co mi się nie podoba, ale bardziej unikam niż staram się zmieniać. Jeśli jednak wyrażam niekiedy \ sprzeciw, to nie uważam tego za cos szczególnego, ponieważ jest mnóstwo artystów, publicystów i innych mądrych ludzi, którzy zwracają uwagę na to, co się na dzieje świecie a co się zamyka w stówie "nietolerancja". 

Mówiłaś dla "Playboya", że na Twojej imprezie może być stu gejów i lesbijek, byle tylko mieli serce. Co miałaś na myśli? 

KORA: Lesbijek nie znam i nie spotkałam się z nimi w moim środowisku, a jeżeli nawet, to żadna z dziewcząt ani kobiet nigdy się z tym nie ujawniła. Natomiast mamy wielu przyjaciół gejów o bardzo ciekawych umysłach, którzy robią naprawdę wspaniale rzeczy a poza tym są bardzo miłymi i wartościowymi ludźmi. Lubię w gejach tę podwójną rolę seksualną, pewien rodzaj niedopowiedzenia i nieagresywnosć cielesną. Cenię ten szczególny rodzaj kontaktu umysłowego, który zachodzi między heteroseksualną kobietą i gejami. Nie należę do typu kobiet uwodzących cale towarzystwo. Zależy mi na nawiązaniu kontaktu rozmowy, która zaprowadzi mnie dalej niż jestem. Wtedy, jeśli nie ma relacji typowo męsko-damskiej, takie spotkanie może się okazać "anielskim", platońskim, uwznioślającym i może zaprowadzić niesłychanie daleko. Z takimi ludźmi wspaniale spędzam czas i jeśli mam do wyboru spotkanie z heteroseksualnym samcem, który nie ma nic do powiedzenia, czy z gejem, który jest ciekawą osobą, to zawsze wybiorę geja. Zauważyliśmy z Kamilem, że środowisko artystyczne jest niesłychanie zdominowane przez gejów, gdyż w dużej mierze homoseksualizm idzie w parze ze wspomnianym wcześniej "wolnym duchem". Zawsze mówiło się, że wielu wspaniałych muzyków, pisarzy, malarzy, performerów to geje. Dzisiaj chęć zaistnienia w kulturze jest tak wielka, że ludzie często wchodzą w środowiska gejowskie wbrew swoim predyspozycjom. To tak jakbym została teraz lesbijką, ponieważ to jest bardzo mile widziane w świecie artystycznym. 

No właśnie. Nie miałaś nigdy takiej potrzeby, aby pozostawić na swój temat takie niedopowiedzenie, że może lubisz także kobiety? 

KORA: Nigdy mi nie zależało, aby być popularną w taki sposób. To byłoby nieuczciwe. Można być popularnym z powodu, który cię do tego predestynuje, np. pięknie grasz, śpiewasz, ładnie tańczysz, malujesz, ciekawie piszesz. Natomiast nie odpowiada mi podpisywanie się pod skandal. Cenię sobie spokój i na szczęście nie mieszkam w Ameryce, w związku z czym skandal w moim otoczeniu nie jest mile widziany. 

Zastanawiam się, dlaczego żadna dziewczyna nie przyznała Ci się do tego, że jest lesbijką. 

KORA: Może po prostu obawiała się, że któraś z Was poczuje się niezręcznie? 

KORA: Moje środowisko nie jest bogate w przyjaźnie. Jestem wierna tym sprzed lat, ale szalenie trudno zaprzyjaźniam się z nowymi ludźmi. Dotrzeć do mnie i być w moim towarzystwie nie jest łatwo. Nie bywam już w tzw. "świecie" i nie chodzę po klubach. Nie miałabym nic przeciwko spotkaniu ciekawej lesbijki. Natomiast na pewno nie czułabym się zręcznie, gdyby to była kobieta wyzywająca i agresywna, ponieważ z mojej strony nie byłoby żadnego odzewu. Jeżeli zaś zachowywałaby się w sposób, w jaki zachowują się moi przyjaciele-geje, to z pewnością doskonale byśmy się porozumiewały. 

Jak czułabyś się w roli artystki występującej na Gay Pride i, podobnie jak wielu zachodnich piosenkarzy, wspierającej w ten sposób ruch gejowski? Czy wystąpiłabyś na takiej imprezie? 

KORA: Ależ oczywiście... 

Nie miałabyś żadnych obiekcji? Przecież niektórzy geje przebierają się, paradują w sukienkach... 

KORA: Żadnych. Uwielbiam mężczyzn przebierających się za kobiety. To wynika z mojej artystycznej duszy i umiłowania wolnosci, w której każdy może robić to, na co ma ochotę, jeżeli tylko nie zagraża to drugiej osobie i nie przeradza się w molestowanie seksualne, gwałty itd. Są to zachowania naganne bez względu na to, czy dopuszczają się ich hetero-, czy homoseksualiści. Zrujnowanie pewnej sfery doznań erotycznych rzutuje na cale życie człowieka. Z mojej strony jest to nietolerancja na zło. Taka sama, jak w przypadku złodziejstwa, bandytyzmu, każdego rodzaju przymusu psychicznego lub fizycznego. Jest to bowiem wykorzystanie słabości, niewinności, nieświadomości i strachu człowieka. Byliśmy na wakacjach na Mykonos i odbywał się tam wtedy zjazd gejów z całego świata. Było to niesamowite wrażenie, namiastka takiego Gay Pride, gdyż wśród tych doskonale zbudowanych chłopaków czuliśmy się z Kamilem w seksualnej mniejszości. Nie sposób było się na nich nie oglądać, szczególnie że zarówno chłopacy, jak i dziewczyny, łączyli się w ciekawe i bardzo barwne pary. Zastanawiałam się też przy tej okazji, dlaczego tak wielu gejów żyje w Nowym Jorku czy innych amerykańskich wielkich miastach. Czy jest to tylko ucieczka przed rodziną, nietolerancyjnym otoczeniem, nudnym i szablonowym światem, czy także trochę przed odpowiedzialnością? 

Pojawiają się oczekiwania, aby umożliwić gejom i lesbijkom zawieranie związków partnerskich. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? 

KORA: Związek małżeński to zinstytucjonalizowanie relacji międzyludzkich. Ja żyję w wolnym związku i nie jest mi to do niczego potrzebne. Jeżeli lesbijki i geje mają taką potrzebę, pragną tego, to powinno im się umożliwić zawieranie związków z osobami, które kochają. Nie zapominajmy jednak, że jest to przyrzekanie sobie miłości, wierności, wzajemnej pomocy i opieki aż do śmierci. 

Ale Ty nie masz takiego usankcjonowania prawnego swojego związku, a mimo tego jesteś szczęśliwa. Może ukrywasz przed światem swoją receptę na miłość? 

KORA: Powtarzam: moją receptą na cale zło tego świata jest wolność, tolerancja i postrzeganie siebie jako części natury. Mam bardzo złe zdanie o człowieku, gdyż uważam, że jest niesłychanie niszczycielski w swoim działaniu, a cywilizacja ostatnich stu lat może okazać się w swoich skutkach tragiczna. Coraz mniej ludzi zadaje sobie pytanie o samego siebie: dlaczego człowiek żyje, umiera, co się z nim dzieje? Podobnie jest z kulturą pop, która zalewa świat, a w której ja uczestniczę. Pomimo więc, że korzystam z tego, co cywilizacja ze sobą niesie, to jednak tym, co mnie najbardziej wzrusza, są te przystające do człowieka właściwości świata zewnętrznego, jak przyroda i uczucia. Mam też zasady i uważam, że każdy człowiek powinien uznawać wartości, których łamać nie wolno, ale nie należy do nich jedna rasa, jedna religia ani jedna kultura. W ogóle nie powinno istnieć cos takiego jak "jeden". Wydaje mi się, że jest tyle światów, ilu jest ludzi, i oby zawsze tak było. Są tylko wspólne, ale nie takie same priorytety, które pozwalają nam na harmonijną egzystencję. Cala reszta to już przemoc, której stanowczo się sprzeciwiam. 

I dlatego śpiewasz o miłości? 

KORA: Oczywiście. 

Która z piosenek o miłości najlepiej wyraża to, co myślisz o tym uczuciu naprawdę? 

KORA: Wszystkie, ponieważ w każdej tkwi cos, co jest miłością samą w sobie. 

Bardzo głęboko utkwiły w mojej pamięci słowa jednej z Twoich piosenek: "ten, kto kocha naprawdę, będzie kochał zawsze". Tak się złożyło, że kiedy rozgłośnie radiowe bardzo często emitowały tę piosenkę, rozstawałem się z przyjacielem. To był dla mnie zły czas, a Twoja piosenka szalenie mi pomogła. Powiedz mi, czy myślisz, że miłość trwa wiecznie? 

KORA: Myślę, że trwa wiecznie, a Kamil dodaje, że przez wszystkie następne życia. To nie są tylko słowa. 

Homoerotyzm także pojawił się w Twoich tekstach. Wsłuchiwałem się w płytę "Derwisz i anioł" i usłyszałem tam tę piosenkę: "Chłopiec o twarzy sokoła..." 

KORA: Tę piosenkę napisał Kamil. Mówi ona o derwiszu i o miłości do chłopca. Historia tej piosenki jest wyjaśniona w naszej książce "Podwójna linia życia". 

Mówiłaś, że nigdy nie zaśpiewasz w duecie, a jednak zaśpiewałaś z Muńkiem 

KORA: Tego tak nie należy odbierać. Muniek poprosił mnie, abym zaśpiewała z nim coś ładnego. Szukałam więc i znalazłam, moim zdaniem, piękny tekst pt. "Róża". Śpiewałam też ze Staszkiem Sojką. Były to jednak wykonania studyjne, natomiast jest zupełnie inaczej, kiedy śpiewa się razem na koncertach. To wymaga olbrzymiej pracy z drugą osobą i trzeba podporządkować się formie, która jest dla mnie bardzo ważna, ale musi to być moja własna i ciągle przeze mnie zmieniana forma. 

Czy jesteś zadowolona ze swojej ostatniej płyty? 

KORA: Tak. Bardzo. Kocham tę płytę. Każda płyta jest inna, ale najlepsze zdanie mam o ostatniej. 

Ja słyszałem o niej różne opinie... 

KORA: Jest jedna opinia, powielana przez inne media. Wydrukowano ją w piśmie "Machina", które jest pismem klikowym, ponieważ prowadzi je pan, który ma własną firmę i własne zespoły, co przy redagowaniu pisma jest już z gruntu nieetyczne. Jednak, mimo tej świadomości, opinię tę powiela się w różnych czasopismach nieskończoną ilość razy. 

Jak wytrzymujesz te wszelkie niedogodności na trasie? Pamiętam, jak bardzo byłaś zmęczona w zeszłym roku w Poznaniu. 

KORA: Byłam zmęczona, ponieważ maj byt bardzo zimny. Daliśmy wtedy osiem koncertów przy okropnych warunkach pogodowych. Poza tym byty to duże koncerty, które zgromadziły 450 tysięcy ludzi. Czasami odbywały się one w deszczu, podczas burzy, a jednak przyszła na nie rekordowa liczba naszych fanów. Było tak strasznie zimno, że próby odbywały się w czapkach i szałach, a gitarzystom marzły ręce. Nie mogli grać. Dopiero zapalenie wszystkich świateł i uruchomienie całej oprawy dawało trochę ciepła. Generalnie z tymi niedogodnościami radzę sobie tak jak wszyscy. Codziennie ćwiczę i staram się żyć bardzo higienicznie. 

Wolisz koncerty na świeżym powietrzu, organizowane przez rozgłośnie radiowe, czy też koncerty w halach, na stadionach itd.? 

KORA: Najbardziej lubię koncerty na świeżym powietrzu, gdyż są one bardzo ludyczne i szamańskie. Czuję wtedy swoje reinkarnacje. Ostatnio odkrywam w sobie reinkarnacje indiańskie, identyfikuję się z mocami natury i odpowiada mi kontakt z publicznością pod gołym niebem. Koncert klubowy ma zupełnie inny charakter. Dałam tych koncertów chyba najwięcej w Polsce i znam maleńkie kluby oraz wielkie sale i stadiony na kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Każdy z nich to inny stopień trudności. 

Z dzisiejszym doświadczeniem, przy tych warunkach technicznych - czy nie chciałabyś mieć 19 lub 20 lat i dopiero zaczynać kariery? 

KORA: Nie myślę w taki sposób, ponieważ tym, co w życiu najciekawsze, jest ono samo. Dojrzewałam bardzo powoli i w wieku, w którym dzisiaj robi się karierę, zajmowałam się czymś innym. Miałam dzieci i żyliśmy wyłącznie tym, co daje umysł. W zależności od tego, na jakim poziomie byłeś, w takim środowisku się obracałeś. To była jedyna klasyfikacja i przynależność społeczna oraz środowiskowa. Ten okres wiele mi dał i daje nadal. Nie zamieniłabym go na żaden inny. To są stany ducha, które nie przemijają. Mam chyba anioła stróża, który prowadzi mnie przez życie. Gdyby było inaczej, dzisiaj już bym nie żyta, a na pewno nie doszłobym do tego wszystkiego, co osiągnęłam. W tym jest bardzo mało mojej świadomości i przekonania, że będę taka lub inna. Bardziej wiedziałam, czego na pewno nie chcę, a wydaje mi się, że to także dużo. Niektórzy nie mają jednak odwagi powiedzieć sobie, że czegoś nie chcą. Ja też nie mogę stwierdzić, że wiedziałam od razu i że wiedziałam wszystko, dopiero życie mnie tego nauczyło. Nie jestem zwolenniczką dużych kroków, ponieważ oznaczają one jeden krok do przodu i kilka kroków do tyłu. Ja nie znoszę się cofać. Wolę więc postępować powoli do przodu. 

Madonna bardzo zabiegała o to, aby zagrać w filmie "Evita". Czy Ty chciałabyś zaśpiewać w podobnym musicalu? Jak oceniasz Madonnę? 

KORA: Nie podoba mi się piosenka, którą ostatnio katują w radio: "Don't Cry For Me, Argentina". Dla mnie jest to koszmar. Aranżacja utworu jest beznadziejnie nudna. Piosenka jest długa, nic się w niej nie dzieje. Ta piosenka nie podobała mi się w żadnym wykonaniu. 

Dlaczego pytam? Interesuje mnie bowiem, czy nie masz chęci zagrać w filmie muzycznym. Czy nie chciałabyś zostać gwiazdą filmową? 

KORA: Madonna jest osobą bardzo zachłanną. Ja nie jestem taka. Być może wystąpię w filmie, jeśli Mariusz Grzegórzek napisze nowy scenariusz i obsadzi mnie w jakiejś szczątkowej roli. O to zabiegam, ale jest to naprawdę bardzo wyjątkowa sytuacja. Propozycji występowania w filmie i teatrze miałam wiele. Jednak wychodzę z założenia, że człowiek powinien wiedzieć, co potrafi robić dobrze. Ja do końca nie wiem, co naprawdę umiem robić, ale zagrałam tak ogromną liczbę koncertów i zapanowałam nad tak ogromną liczbą ludzi, że mam prawo czuć się przez nich wybrana do śpiewania. Nie było w tym naporu mediów, które mówiły by, że jestem naj lepsza i najwspanialsza. Wprost przeciwnie. Maanam był zawsze zespołem bardzo krytykowanym. Jedynym planem filmowym, na którym się nie nudziłam, byty teledyski, które nagrywałam z Mariuszem Grzegorzkiem. Pracowałam jednak wtedy we wspaniałym zespole. To byli ludzie, z którymi nie trzeba robić filmu, aby się nie nudzić, wystarczy z nimi być. Ja takich ludzi szukam, gdyż lepiej z takim człowiekiem zgubić niż z innym znaleźć. Jeżeli chodzi o film, to jest wielką sztuką dobrze zagrać, pochłania to wiele czasu i wymaga współpracy z bardzo dużą grupą ludzi. Jest to genialne udawanie. Madonna jako aktorka jest beznadziejna i takie są wszystkie filmy, jakie zrobiła. Jeżeli chodzi o film "Evita", to jest w nim doskonalą, ponieważ nie ma żadnego zadania aktorskiego. Jest po prostu lalką na wystylizowanym, nastawionym na wygląd, strój i światło planie. To film jakby stworzony dla Madonny, która świetnie wypada w teledyskach. Nie umiałaby się zaprezentować jako zwykły człowiek o ciekawym wnętrzu, kobieta bez makijażu. 

Czy masz okazję poznawania wielkich artystów, znanych na całym świecie? Ty przypominasz mi np. swoją energią i ekspresją Tinę Turner. 

KORA: Bardzo lubię Tinę oraz jej ostatnią płytę. Jest może mato kitowa, ale bardzo muzyczna. Nie miotam okazji poznać jej osobiście, ale nasz niemiecki manager Bob Ling wiele opowiadał o Tinie, gdyż byt to czas jej powrotu na scenę. Jest ona niesamowitą osobą. Poznaliśmy też znakomitych muzyków podczas pobytu w Stanach oraz podczas podróży po Europie Zachodniej, gdzie występowaliśmy w dużych klubach do 3000 osób. W Polsce spotkałam się z członkami zespołu The Stranglers, których muzykę bardzo lubię, ale którzy bardzo mnie rozczarowali jako ludzie. Często okazuje się, że osoba, którą podziwiasz na scenie, rozczarowuje cię jako człowiek. Bardzo rzadko osoba popularna potrafi utrzymać ten sam poziom podziwu, adoracji i sympatii prywatnie. Z gejowskich artystów widziałam kiedyś w Niemczech Jimmiego Someryilleia w jednym z klubów, w którym występowaliśmy, i wydał mi się bardzo sympatyczną osobą. 

A jak oceniasz publiczność zachodnią w porównaniu z polską? 

KORA: W latach osiemdziesiątych była to kolosalna różnica. Tamta publiczność była dojrzalsza i jej obraz psychologiczny był bogatszy. Dzisiaj to się zmienia, ponieważ zmienił się system, który sprawia, że ludzie o wiele szybciej dorośleją, więcej chcą mieć, chcą się usamodzielnić. 

Co jest Twoim płomieniem, który pozwala Ci ciągle robić coś nowego, daje Ci tyle energii? 

KORA: Nie jestem osobą energiczną. Właśnie ostatnio miałam duży spadek energii. Często jest to spowodowane tak tajemniczymi sitami, że nawet nie wiem, skąd one się biorą. Mam jednak siódmy zmysł, który zawsze popycha mnie we właściwym kierunku i pozwala się podleczyć. Osobą bardzo energetyczną jestem tylko na scenie, ale w życiu jestem człowiekiem niesłychanie spokojnym. Mieliśmy mnóstwo zaproszeń na karnawał i nie byliśmy nigdzie. Przeczytałam nawet we " Wproście", że jestem jedną z dziesięciu najbardziej pożądanych osób na zabawach karnawałowych. Zabawę wyobrażam sobie w taki sposób, że żadne miejsce nie potrafi mnie zadowolić. Lubię się bawić w bardzo miłej atmosferze, przy niesłychanej czystości, i dobrej muzyce. Miejsc, które potrafią idealnie połączyć te elementy po prostu nie ma. 

Dziękuję. 

Rozmawiał: Sergiusz Wróblewski

 
  

powrót