KORA KRÓLOWA NIRWANY
Gentleman, Nr 3(44), marzec 2001 


Podobno Madonna nosi koszulkę z wizerunkiem Britney. I na odwrót. Gdyby pani miała założyć koszulkę z czyimś wizerunkiem, Kto by to był? 

Madonna jest ponad tym wszystkim. Ona może wkładać koszulkę z kim chce i może to być nawet Britney Spears! Ja mam różne koszulki z wizerunkami zespołów. Szczególnie upodobałam sobie te z grupą The Residens. Ich płyty są dla mnie absolutnie ponadczasowe. To jest zespól o przedziwnym, tajemniczym image'u. Ich wizerunek jest dziełem sztuki! Nie wiadomo jak wyglądają, nie wiadomo czy są to kobiety, czy mężczyźni. Występują pod pewnymi symbolami. A są zespołem kultowym, nie można się dostać na ich koncerty! To jest sukces, ideał. Trzydzieści lat na rynku i nikt o nich nic nie wie. Totalna tajemnica. To jest wielka sztuka, sztuka przez duże S. 

W roku 1994 fani z Rzeszowa obsypali panią płatkami róż. Podczas dwudziestosześcioletniej kariery musiała pani doświadczyć jeszcze wielu przejawów uwielbienia. Może pani opowiedzieć o najbardziej niekonwencjonalnych pomysłach swoich fanów? 

Mój kontakt z fanami nie jest już taki, jak kiedyś. Czasy się zmieniły. Kiedyś ludzie mieli więcej czasu. Dzisiaj wolą kupić płytę czy DVD. Ale na życzenie fanów przywróciliśmy do życia fan klub. To jest profesjonalna maszyna. Członkowie klubu mają z niego wymierne korzyści. Dostają od nas coś bardzo szczególnego, coś, co nie jest publicznie dostępne. Ale nie zajmuję się tym ponad to, co muszę. A muszę o wiele więcej niż kiedyś. Strona promocyjna jest bardziej rozbudowana: sesje zdjęciowe, wywiady. To wszystko jest bardzo męczące i czasochłonne. Najważniejsze, że ciągle gramy koncerty i że ludzie chcą nas słuchać. 

Który to dzisiaj wywiad? 

Trzeci. 

Ile jeszcze przed panią? 

Nie mam pojęcia. Jestem tu do siedemnastej. Dziś i jutro. 

Nie popada pani w rutynę, zniechęcenie? 

Nie. Mówię o swojej nowej płycie. Zależy mi na tym. Ale na wyjściu jest to dla mnie przeżycie negatywne. 

Jakiego mężczyznę nazwałaby Pani dżentelmenem? 

Dżentelmen to mężczyzna współczesny. Liczący się z nowym wizerunkiem kobiety Dżentelmen nie istnieje sam dla siebie. Można nim być tylko w relacjach z innymi ludźmi. Nie wystarczy być wysokim brunetem czy blondynem o zmysłowym uśmiechu, pięknych oczach, zębach i dłoniach. Nie wystarczą nienaganne maniery. Taki człowiek to na razie tylko manekin. Ważne jest jak mówi, o czym mówi, czym się interesuje. Dżentelmen to człowiek o ciekawej umysłowości, który uważnie ogląda świat i dostrzega w nim rzeczy małe i rzeczy wielkie. Nie zakłada z góry, że coś jest lepsze, a coś gorsze. 

A dzięki temu, że jest uważny, jest także dobry. Dobroć i szlachetność to niezbywalne cechy dżentelmena. Osobiście akceptuję bardzo wiele zachowań ze strony mężczyzny, które nie są postrzegane jako dżentelmeńskie, a które wcale mnie do niego nie zrażają. 

Łatwo jest wyliczyć cechy dżentelmena: ma ładną cerę, nie leci mu łupież, nie śmierdzi, a wręcz przeciwnie - pięknie pachnie, ma dobrane stroje - to niekoniecznie musi być garnitur od Armaniego, ale widać, że ma gust, że jest indywidualnością. Jednocześnie pięknie mówi, jest erudytą, jest wykształcony, zna cztery języki, ma wspaniały samochód, kapitalnie się wspina, świetnie jeździ na nartach, ma tysiąc pomysłów na sekundę, jest czuły, jest genialnym kochankiem, świetnie całuje, jest kapitalnym ojcem... Natomiast w życiu tak się zdarza, że wiele z tych cech odpada i okazuje się, że nadal mamy do czynienia z bardzo ciekawym mężczyzną, bez którego trudno żyć. Czy nie wolimy żyć z człowiekiem, który jest bardziej pokurczony, a jednocześnie jest genialny, uczuciowy, wrażliwy... Einstein nie mył zębów, a kobiety za nim szalały! 

Co powiedziałaby pani współczesnym mężczyznom? 

Powiedziałabym, żeby nauczyli się dzielić z kobietą swoją przestrzenią, swoim światem, tak jak kobieta dzieli się sobą z mężczyzną. Kobiety zawsze dawały z siebie o wiele więcej niż dawali mężczyźni. Owszem, czasami mówi się o ważnej roli kobiety, ale generalnie jej praca jest niedoceniana. Praca w domu była zawsze traktowana jako obowiązek kobiety. A niby dlaczego? Ach! Kiedy na mężczyznę nakłada się obowiązki domowe, odpada po dwóch dniach. To jest sprawdzone. A kobiety pracują teraz na dwóch "etatach" - w domu i w zawodzie. 

Czego więc kobiety potrzebują od mężczyzn? 

Jeżeli zakładamy, że kobieta żyje w partnerskim układzie, że jest samowystarczalna, pracuje, jest utalentowana, realizuje się w zawodzie, to dzieli swoje życie z mężczyzną, ponieważ potrzebuje czułości, miłych słów, pocałunków, dotykania. Kobiety nie muszą być utrzymywane przez mężczyzn, ale potrzebują podzielenia domowych obowiązków Jeżeli mąż lub partner nie robi obiadu, to mógłby przynajmniej obrać owoce, podać kawę, herbatę. Cała techniczna strona życia pasuje bardziej do mężczyzny: rąbanie drewna, wbijanie gwoździ, ale także płacenie rachunków, załatwianie spornych spraw. Mężczyzna powinien zająć się rozwojem intelektualnym dzieci, powinien zorganizować im zajęcia sportowe - zwłaszcza synowi. 

Znam dziś związki, w których mężczyzna nie pracuje, woli zajmować się domem, a kobieta się realizuje. Ale współcześni mężczyźni - mężczyźni naszego pokolenia - mają jeszcze niewiele wspólnego z partnerskim modelem życia, o którym mówię. Moi dorośli synowie też jeszcze nieźle dają czadu! 

Mężczyźni muszą dojrzeć do ponadpłciowego związku. To jest przyszłość - związki równych szans. Proszę zwrócić uwagę, że najwybitniejsi artyści współcześni to kobiety. Mówię o Kasi Kozyrze i Marcie Deskur. 

Niedawno brała pani udział w dyskusji na łamach Gazety Wyborczej o sytuacji kobiet w nowej rzeczywistości politycznej, o równouprawnieniu, aborcji. Przytaczano wyniki badań, które pokazywały, że kobiety w Polsce, i na świecie, zarabiają znacznie mniej niż mężczyźni - na tych samych stanowiskach otrzymują 0,8 ich pensji. Przecież ta sytuacja jest niejako uwarunkowana biologicznie. Jednym z głównych zadań mężczyzn jest prokreacja i zapewnienie bytu potomstwu. A czymże innym jest zarabianie? To zapewnianie bytu rodzi- nie. A teraz kobiety wkraczają na terytorium mężczyzn i chcą im tę rolę odebrać. W pewnym stopniu bronię mężczyzn. 

To nie jest tak, że my mężczyznom coś zabieramy. Mężczyzna musi się z kobietą podzielić, ponieważ w dzisiejszych czasach nie jest w stanie samodzielnie utrzymać rodziny. 

Do emancypacji kobiet przyczyniło się powszechne kształcenie - wykształcona kobieta zaczęła się nudzić. Teraz mężczyzna musi ją wpuścić do swojego świata. Kobieta nie chce już tylko prowadzić domu i wychowywać dzieci. Mamy za mało kobiet decydentów, za mało kobiet w rządzie, w Sejmie. Jeżeli w parlamencie będzie przynajmniej pół na pół kobiet i mężczyzn, wtedy będzie można mówić o równouprawnieniu i sprawiedliwości. 

Wprowadzono wiele ustaw, które godzą w wolność kobiet, chociażby ustawa aborcyjna czy bardzo zła ustawa rozwodowa. Ale jestem przekonana, że to jest już tylko kwestia czasu. 

To tylko jedna strona medalu. Wiadomo, że kobiety muszą walczyć o swoje dlatego, że ich pozycja jest jeszcze wciąż o wiele słabsza niż pozycja mężczyzn. Ale nie przesadzajmy! Ostatnio dużo mówi się właśnie o kryzysie męskości, nie o kryzysie kobiecości. Mężczyźni mają kompleksy, żyją w ciągłym stresie, poddawani są nieustannemu terrorowi bycia silnymi. Widać to chociażby w sferze seksualnej. Okazuje się, że penisy są za małe, stosunki nieudane, ogarniają ich więc lęki przed impotencją. Wielką karierę robią cudowne preparaty z V'iagrą na czele. I to wszystko w patriarchalnym modelu społeczeństwa! 

To wymyślony stereotyp, któremu rozsądny mężczyzna powinien dać odpór, chyba że chce być postrzegany jako rozpłodowy głupiec. Wydaje mi się, że kobiety wcale nie chcą widzieć swoich partnerów jako nieskazitelnych bohaterów, macho, wydajnych ogierów, że dają im szansę bycia słabymi. Jeżeli mężczyzna nie będzie postrzegał kobiety tylko wyłącznie przez pryzmat biustu i tyłka. to ona nie będzie patrzyła tylko na rozmiar penisa. Oczywiście, zwłaszcza w mediach pokutuje tak zwany wizerunek. Ale ja bym się tego wizerunku tak bardzo nie obawiała. Mężczyźni powinni zdawać sobie sprawę, że pomiędzy wizerunkiem a rzeczywistością jest ogromna przepaść, że tak naprawdę akceptujemy siebie nawzajem zupełnie innymi. To wszystko zależy też od modelu życia, jaki mężczyzna sobie wybrał. Jeżeli żyje w wolnych związkach, na dodatek nie w jednym, ale w kilku, to faktycznie może się czuć zagrożony przez swoją męskość. Jak długo można eksploatować siebie jako seksualnego ogiera? 

Ma pani intuicję? Korzysta z niej pani w życiu? 

Ludzie mylą intuicję z doświadczeniem. Czary mary diabeł stary... Ja nie chodzę do wróżek, w ogóle nie wierzę w żadne przepowiednie i tego typu rzeczy Wierzę w doświadczenie, zdrowy rozsądek i analityczny umysł. Życie mi udowodniło, że pochopna ocena, która często wypływa z tak zwanej intuicji, jest mylna. Najważniejsze jest doświadczenie i ostrożność w działaniu. 

Proszę sobie wyobrazić małe państewko, którego królową jest Kora Jackowska. Według jakich zasad jest rządzone to państwo? Jakie wartości są w tym państwie najważniejsze? 

Najważniejsze są te wartości, które służą życiu, harmonii, pracy i miłości. 

Byłaby kara śmierci? 

W razie gdyby zaistniała taka konieczność, eliminowalibyśmy przestępcę z wyspy. Na malutkiej wyspie nie ma miejsca na budowę więzień. Niestety, byłoby to bardzo bezwzględne państwo. 

Prawo do aborcji? 

Myślę, że ludzie byliby tak edukowani, że nie byłoby niepożądanych ciąż. 

Prawo do eutanazji? 

Na wyraźną prośbę chorego. Proszę sobie wyobrazić jęki cierpienia na malutkiej wyspie! 

Narkotyki byłyby legalne? 

Ależ oczywiście! Hodowalibyśmy konopie i tylko sprawdzalibyśmy ich jakość. Założylibyśmy Urząd ds. Sprawdzania Miar i Wag... 

Która z pani piosenek byłaby hymnem tego państwa? 

Hmm... Może "Przyszłam na świat po to, aby kochać ciebie"... Jest taka wesoła, życzeniowa. 

Czy na wyspie Królowej Kory istniałaby możliwość zawierania poligamicznych małżeństw? 

Jeżeli byłaby taka potrzeba, to tak. 

llu miałaby pani mężów? 

Nie mam potrzeby posiadania kilku mężów Poligamiczne i poliandryczne związki mają dużo obwarowań i tabu. To niesłychanie skomplikowane struktury. Wystarczy poczytać Levi-Strausa, słynnego francuskiego antropologa kultury. 

Każdy na wyspie miałby magnetofon? 

Nie. Powrócilibyśmy do źródeł. Piosenki byłyby przenoszone wieścią gminną z pokolenia na pokolenie. 

Czym otaczałaby się Królowa Kora? 

Miłością. Filozofią. Poezją. Nauką. Rzemiosłem i sztukami pięknymi. 

Byłoby miejsce na kicz? 

Nie. Kicz jest stwarzaniem piękna na siłę. Na wyspie mielibyśmy tyle piękna, że nie musielibyśmy stwarzać go na siłę. Mówimy sztuki piękne, ale to nie znaczy, że przenosimy na płótno to, co nas otacza. 

Jaka religia byłaby religią państwową? 

Nie byłoby żadnej religii państwowej! Nawet w Polsce nie ma religii państwowej. 

No tak, ale musielibyście coś czcić. 

Każdy czciłby sobie, co by chciał. 

Porzućmy naszą Arkadię. Ma pani zastrzeżenia do Kościoła w Polsce? 

Kościół jako instytucja próbuje wywierać wpływ na nasze świeckie życie. Czasami zbyt duży. Uważam, że między państwem a Kościołem powinien być bardzo wyraźny rozdział. I taka sytuacja, jaka zdarzyła się w Poznaniu, że prokurator zakazał dystrybutorowi wyświetlania filmu "Dogma' Kevina Smitha, w ogóle nie powinna się zdarzyć 

Widziałam ten film. Abstrahując od tematu, trochę głupawy. Nawet żeby efektownie bluźnić, też trzeba mieć pomysł. 

No cóż... ja bardzo lubię tego reżysera. Jeszcze nie widziałam filmu, ale nie mogę sobie wyobrazić, żeby film Kevina Smitha mógł być głupawy. To bardzo oryginalny, niezwykle inteligentny reżyser. Przy okazji - gorliwy katolik. 

Przejdźmy do pani twórczości. Powiedziała pani kiedyś: "Nienawidzę mówić o tym, co robię, bo mam do tego bardzo osobisty stosunek. To jest tak, jak z miłością do matki. Kocham, ale trudno to opisać". Jaka jest ostatnia płyta Maanamu? 

Jest zupełnie inna od poprzednich. Dzięki aranżacji bardzo wyróżnia się na tle naszych poprzednich płyt. 

Do jakiego gatunku muzyki by ją pani przypisała? 

Na pewno jest to muzyka rockowa z modnymi dzisiaj brzmieniami elektronicznymi. W dalszym ciągu są to piosenki. Nie jest to awangarda, która byłaby trudna do przyjęcia przez odbiorcę. Jest to kolejna nasza podróż, tym razem na Daleki Wschód. Stąd tytuł płyty "Hotel Nirwana''. Tytułowy utwór, właśnie "Hotel Nirwana', to reminiscencje Kamila z podróży po Nepalu. 

Na dwudziestopięcioleciu działalności artystycznej zespołu śpiewał między innymi Muniek Staszczyk. Oto jak o was powiedział: "Maanam się trochę podszywał pod modę punkrockową, a był w zasadzie zespołem hipisowskim. Mimo że siedział gdzieś tam pod spodem, był zespołem bardziej popowym'. Co myśli pani o gatunkowych podziałach w muzyce? 

Jeżeli chodzi o ciężar gatunkowy i muzyczne podobieństwo, Maanam można porównać do takiego "popowego" zespołu, jakim była grupa The Doors. To jest mój ukochany zespół. I jeżeli z kimkolwiek się identyfikuję, to z takim "popowym' zespołem jak Doorsi. Ale popowy i hipisowski, to są dwa przeczące sobie określenia. Zespół hipisowski z definicji nie jest popowy. Zespół popowy chce się za wszelką cenę przypodobać, za każdym razem idzie za aktualną modą. Mieliśmy trzy główne subkultury: hipisowską, punckrockową i obecnie subkulturę techno. To są trzy podstawowe zjawiska subkulturowe, które przechodziły w kolejne dekady Żaden zespół popkulturowy nie będzie się identyfikował z subkulturą. 

Jak pani reaguje na wizytówki naszej kultury? Wszystko wokół się upraszcza. Tak jest z literaturą, z muzyką. Co pani myśli o gwiazdach popu, takich jak Madonna czy Britney Spears? To właściwie już ikony. 

Britney Spears śpiewa i tańczy nie dla mnie. Madonna jest wielką ikoną popkultury. I w ogóle mi to nie przeszkadza. Żyjemy w świecie, który stwarza tak ogromne możliwości wyboru, że bez problemu można się schronić przed tą pop „papką”. 

Kora (właściwie Olga Jackowska) urodziła się w 1951 roku. Piosenkarka, autorka tekstów i głośnej biografii "Podwójna linia życia"; współzałożycielka Maanamu - czołowej grupy rockowej lat 80. i 90. 

U szczytu swojej popularności zespól gra 400-500 koncertów rocznie. Sukces zawdzięcza głównie wirtuozowskiej sprawności instrumentalistów i wybitnej osobowości scenicznej oraz możliwościom wokalnym Kory. 

Płyty długogrające Maanamu: "Maanam" (1980), "O!" (1982), "Nocny Patrol" (1984), "Mental Cut" (1985), "Sie Ściemnia" (1988), "Derwisz iAnioł" (1991), "Single Collection" (1991), "Róża" (1994), "Łóżko" (1996), "Rockandrolle" (1997), "Klucz" (1998). 

Płyty solowe Kory: "Bella pupa" - nagrana z krakowskim zespołem Pudelsi. "Ja pana w podróż zabiorę" - z piosenkami Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory.

 

powrót