KORA WCIĄŻ MA TREMĘ
kwiecień 2000 r. 


Wokalistka Maanamu wspomina ćwierć wieku, z zespołem, swoich fanów i przygody na scenie. 

Jak minęło 25 lat? 

KORA: Niezauważenie. Gdy człowiek się nie nudzi, czas szybko płynie. My się nie nudziliśmy. Na początku lat osiemdziesiątych graliśmy po dwa koncerty dziennie. Tak naprawdę nie było czasu na to, żeby myśleć o upływających latach. 

O Maanamie zaczęto być głośno podczas festiwalu w Opolu w 1980 roku. Podobno na scenie pękły Pani spodnie? 

KORA: Graliśmy dużo bisów. Spodnie były tak mokre, że aż pękły. Na szczęście miałam cudowny długi szal z jedwabiu. Owinęłam się nim i mogłam śpiewać dalej. Tym koncertem daliśmy o sobie znać całemu krajowi. 

Był stres? 

KORA: Prawda jest taka, że im dłużej jest się na scenie, tym ma się większą tremę. I widzi się więcej czyhających na każdym kroku pułapek. 

Ma Pani tremę? 

KORA: Tak. Coraz większą. 

W jaki sposób Pani ją przezwycięża? 

KORA: Wychodzę na scenę. Wtedy trema przechodzi. 

Czy podarta Pani jeszcze coś na scenie? 

KORA: Nie, ale kiedyś fan stojący pod sceną o mało mnie nie udusił. 

Słucham? 

KORA: Grałam w katowickim Spodku. Między sceną a publicznością nie było barierek. Na szyi miałam zawiązaną jedwabną apaszkę i gdy się pochyliłam, jakiś chłopak złapał mnie za nią i zaczął ciągnąć. Na szczęście obsługa techniczna w porę to zobaczyła i uratowała mnie. 

Ale reakcje publiczności przeważnie są mile. 

KORA: Podczas piosenki Żądza pieniądza" ludzie rzucali nawet na scenę monety. Kiedyś dostałam w oko starą dziesięciozłotówką. Musiałam zejść ze sceny. Dokładnie pamiętam - było to podczas koncertu w Bielsku-Białej. Potem wyglądałam, jakby ktoś mnie pobił. 

Dużo pieniędzy spadało? 

KORA: Dużo. Leciały nawet banknoty dolarowe. Ale była niepisana umowa, że wszystko zabiera obsługa techniczna. 

Ile koncertów zagrał Maanam? 

KORA: Ponad trzy tysiące. 

Niezły wynik. Były jakieś szczególne? 

KORA: Każdy jest szczególny. Nieważne, czy gram koncert w małym miasteczku, czy w Nowym Jorku. 

Ale z pewnością zdarzały się śmieszne historie. Jaka Panią najbardziej rozbawiła? 

KORA: W stanie wojennym koncerty zaczynaliśmy od piosenki "Polskie ulice". Na scenę wchodziliśmy w ciemnościach i któregoś razu nasz gitarzysta Rysio Olesiński stracił poczucie odległości. Szedł, i szedł, aż zszedł w... publiczność. dowiedziałam się o tym po koncercie strasznie się śmiałam. Do tej pory bawi mnie ta historia. 

Ma Pani szczególny stosunek do fanów. Niektórzy byli prawie bywalcami w Pani domu. Podobno robiła Im Pani herbatę? 

KORA: Tak. W naszym domu najważniejszym napojem była herbata. Kawę zaczęłam pić bardzo późno, a mój ówczesny mąż Marek nigdy jej nie pił. Mieliśmy specjalny ceremoniał parzenia podawania herbaty. Częstowaliśmy fanów, którzy u nas w tym czasie przebywali. 

Utrzymuje Pani z nimi kontakty? 

KORA: Tylko z niektórymi. To są już dorośli ludzie. Jeden z nich jest aktorem w Krakowie, inny cukiernikiem, jeszcze inny wyjechał do Stanów. Mają dzieci, rodziny, własne problemy. Niestety, nie wszystkim dobrze się wiedzie. 

Maanam zawsze byt kontrowersyjny. Ludzie albo Panią kochali, albo nienawidzili. 

KORA: Z oznakami nienawiści spotkałam się tylko raz w życiu, i to podczas kwestowania dla telewizji na rzecz domów dziecka. Facet powiedział, że nie da mi pieniędzy, bo nie zgadza się ze mną, 

To znaczy? 

KORA: Z moimi ostrymi reakcjami na niesprawiedliwość i okrutne traktowanie ludzi z powodu ich pochodzenia, wyglądu, religii, spojrzenia na świat. Bardziej teraz drażnią ludzi moje poglądy niż kiedyś mój kontrowersyjny wygląd. 

Ale dwa lata temu podzieliła Pani Polskę, obcinając włosy na jeża l farbując je na biało. Teraz Jednak powróciła Pani do czarnego koloru. 

KORA: Teraz nawet mężczyźni eksperymentują z wyglądem. Każdy pretekst, który może ludzi w jakimś sensie ożywić, jest dobry. A na ludzi działają nawet tak proste i nieważne sprawy, jak kolor czyichś włosów. Oni tym żyją, a ja nie mam nic przeciwko. 

Rozmawiał: Leszek Gnoiński

 
  

powrót