KORA NIEPOKORNA
PANI Nr 2(125), Luty 2001r. 



Kora jest perfekcjonistką. Przekonaliśmy się o tym, przesyłając jej do autoryzacji wywiad przeprowadzony z nią przez naszą dziennikarkę. Kora nie tylko pozmieniała swoje wypowiedzi, ale również pytania naszej autorki. Tekst, który zamieściliśmy, jest więc właściwie jej autorstwa, stąd Kora rozmawia z ... Korą. 

Czy mogę zacząć od pytania o rzeczy najtrudniejsze w Pani życiu? 

Kora: Najtrudniejsze było moje dzieciństwo i moja młodość. Chociaż niesłychanie ciekawe. Życie ma to do siebie, że co jakiś czas nas weryfikuje. Taka weryfikacja może człowieka zniszczyć lub rozwinąć duchowo. Dlatego takie wyzwania są zrządzeniem losu. Choć teraz czuję się dobrze, to jest to zasługa nieustannej pracy nad sobą. Jestem osobą depresyjną. I ta czarna otchłań gdzieś się ciągle czai. Jest blisko mnie. Dzięki temu czuję, że żyję. 

Jakie jest Pani życie? 

Zawsze pracowałam zawodowo. Starałam się być niezależna. Nie umiem wyciągać ręki. Nie umiem prosić. Jestem i silna i słaba. Otaczam się ludźmi, bo nie lubię działać w pojedynkę. Dla mnie świat w pojedynkę nie istnieje, chociaż z drugiej strony cenię sobie przestrzeń, samotność, ale z wyboru – nie tę losową. Oprócz tego jestem matką dwóch synów. I znam trud wychowywania dzieci, tym bardziej że ten najtrudniejszy okres przypadł na lata siedemdziesiąte o osiemdziesiąte, kiedy naprawdę wszystko to, co dzisiaj ułatwia życie matkom, było totalnie niedostępne. Lata dziewięćdziesiąte to zupełnie inna dekada. Czekaliśmy na te zmiany całe nasze życie. Moi rodzice tego nie dożyli, i to jest mój nie kojący się ból. Żyję w komforcie, o którym mi się nawet nie śniło. Myślę jednak, że to harmonijne połączenie życia zawodowego i stabilizacji materialnej oraz moja wyjątkowo udana sytuacja rodzinna sprawiają, że jestem szczęśliwa. Oczywiście tylko wariat jest permanentnie szczęśliwy. Życie to sinusoida, ale moja wrodzona skłonność do depresji nauczyła mnie z nią walczyć. To jest walka dla mnie, dla dzieci i dla mojego partnera. 

Jak Pani sobie pomaga? 

Przez racjonalizację. Przez porównanie swojej sytuacji choćby z sytuacją pielęgniarki. Przez to wszystko, na co kiedyś nie miałam czasu i pieniędzy. Myślę tutaj o czysto pielęgnacyjnych zabiegach, takich jak manicure, pedicure, kosmetyczka, fryzjer, masaż. Specyficznie się odżywiam. Wychodzę z założenia, że im jesteśmy starsi, tym powinniśmy być szczuplejsi. Nasze organy wewnętrzne starzeją się razem z nami. Jeśli chcemy być zdrowi, musimy też myśleć o swoim wnętrzu i nie obciążać serca, wątroby, nerek zbędną pracą, która tylko te organy niszczy. Bardzo dbam o swoją sylwetkę. Uprawiam jogę. 

To wystarczy? 

Oczywiście, że nie. Na poje samopoczucie wpływa wszystko i wszyscy, którzy mnie otaczają. 

Czy po koncertach sięgała Pani po alkohol? 

Nigdy. Alkohol nie jest moim narkotykiem. Źle mi działa na żołądek, nerwy. Po alkoholu nie śpię. Nie palę papierosów, nie piję alkoholu. 

Co wobec tego jest Pani narkotykiem? 

Paliłam kiedyś marihuanę i haszysz. Chociaż naprawdę bardzo rzadko. Musiało mi się zwalić na głowę milion męczących spraw, które odreagowywałam w ten sposób. Niestety marihuana była kiedyś, w czasach hipisowskich, bardzo słaba. Dzisiejsza jest kilkakrotnie mocniejsza, czasami nawet faszerowana heroiną. Dlatego odradzam, szczególnie młodym ludziom, palenie marihuany wytwarzanej przemysłowo i rozprowadzanej przez brutalne gangi. Nie służy to żadnemu "hajowi", a jedynie odurza i odbiera wolę życia, niszczy aktywność, tak dzisiaj nie- zbędną do życia. 

Jakie wybory są ważne? 

Przede wszystkim wykształcenie, wybór partnera, założenie rodziny. Choć przecież to wcale nie znaczy, że nasze życie będzie rajem. Mamy ogromny wpływ na jakość naszego życia, ale istnieje przecież nieprzewidywalny element losu. 

Niedawno przeczytałam, że w ciągu roku w Polsce rozpada się ponad 40 procent małżeństw. To jest horrendalne. Można domniemywać, że w tych związkach były dzieci. One wtedy najbardziej cierpią. Oczywiście jestem za rozwiązywaniem toksycznych związków. Jestem też za prawem do aborcji i do eutanazji. Nie znoszę teoretycznego ględzenia ludzi, którzy nie znają ciężaru wychowania dzieci, utrzymania rodziny, godzenia życia zawodowego z życiem domowym, niedostatków finansowych i tak dalej, i tak dalej. Często dziecko nie jest żadnym darem. Jest najczęściej efektem żądzy, a w Polsce najczęściej żądzy mężczyzny. Cała masa ludzi ma też dziecko nie dlatego, że to dar tylko dzięki postępowi nauki i możliwościom np. zapłodnienia in vitro. 

Nie uważa Pani, że to duża ingerencja w sprawy natury? 

Taki jest postęp. Niedługo klonowanie na własne życzenie będzie możliwe i nikt się nad tym nie będzie zastanawiał. 

Sklonowałaby się Pani? 

Żartuję, że miałabym wtedy możliwość wychowania samej siebie. Oswajanie się z taką możliwością jest ciekawe. 

Co by Pani zrobiła dla tej dziewczynki? 

To hipoteza, raczej gra intelektualna. Nie zagłębiam się w to. 

Co jest dla Pani najważniejsze? 

Harmonia. Chciałabym, by życie uczuciowe równoważyło się z tym, co pozwala godnie żyć, czyli z zawodem. Wszelkie zaburzenia są niedobre. Pracoholizm jest szkodliwy, ale z drugiej strony bez pracy nie zafundujemy sobie ani fajnej wycieczki, ani domu. Jest przyjemnie pojechać na wycieczkę do Grecji, czy innych ciepłych krajów, późną jesienią. Większość kobiet chce pracować, a nie siedzieć przy mężu i pichcić. 

Jaka jest kobieta wyzwolona? 

Przede wszystkim samodzielna. Wykształcona. Pracująca. Może być matką, żoną, kochanką. Kobietę bardziej na to stać, niż mężczyznę, bo jest lepiej skonstruowaną maszyną. Oby tylko mężczyźni nie stawali jej na drodze. 

Co by Pani zmieniła w swoim życiu, gdyby była taka możliwość? 

Nie lubię takich pytań, ale możemy się pobawić. Zaczęłabym od swojego dzieciństwa, które było koszmarne. Ale wolę się tak nie bawić, dlatego, że jestem zadowolona z sytuacji, w jakiej się teraz znajduję, i powtórzę za Markiem Twainem, że każda ingerencja w linię losu kończy się kataklizmem. 

Jakie sytuacje Panią ranią? 

Wszystkie, które ranią moją godność. Między innymi to, że jestem ustawicznie oceniana. Dlatego śpiewam w piosence "Po prostu bądź": nie oceniaj mnie ani dobrze, ani źle... 

Nie demonizuję swojej sztuki. To po prostu piosenki. Składają się na nie różne przeżycia własne i obserwacje. Jest w nich i smutek, i radość, i żart. Śpiewam dla tych, którym się to podoba, którzy identyfikują się z moimi tekstami. Śpiewam tylko o miłości. Co to jest miłość, doprawdy nie wiem, chcę być kochana, chcę kochać ciebie. 

Jaki jest Pani świat? 

Pełen szacunku, podziwu i miłości do niewinnego i pięknego świata roślin i zwierząt. Tylko człowiek człowieka krzywdzi świadomie. Mamy arogancki, niszczący, pozbawiony miłości i chęci zrozumienia stosunek do przyrody. 

Pomówmy o Pani mężczyźnie. 

Życie z Kamilem jest fascynujące, ale i bardzo burzliwe. Nie wyobrażam sobie na razie innego mężczyzny obok siebie. 

To "na razie" zabrzmiało groźnie... 

Może nagle okazać się, że nie jesteśmy dla siebie stworzeni. 

Co to wobec tego znaczy: fascynujący związek? 

Nie nudny. Jesteśmy ze sobą 25 lat, i to o czymś świadczy To jest trudny związek, ale jego podstawą jest miłość. 

Jest Pani zazdrosna? 

Piekielnie. 

Pani złoty środek na trwały związek? 

Nie mam żadnego złotego środka. Związek dwojga ludzi zaczyna się od pożądania seksualnego, którego siła, jak wiemy, z czasem słabnie. To co dla mnie jest nieustannie seksualne, to umysł drugiego człowieka, który jak wiemy jest studnią bez dna. 

Praca i ludzie? 

Praca jest sensem mojego życia. Pracuję głównie z Markiem i muzykami, ciągle tymi samymi. Od 10 lat z tymi samymi dwoma menedżerami. Kocham ludzi wykształconych, utalentowanych, twórczych. Ale bez zarozumiałości i pychy. Cenię sobie niezwykle lojalność. Nie znoszę cynizmu. Kocham ludzi szlachetnych. Niezakłamanych. Nie znoszę hipokryzji. 

Muszę zapytać, czy zebrała Pani gromy za pozowanie do "Playboya"? Dlaczego Pani to zrobiła? 

Gromy? Wina? Ależ skąd! Zrobiłam to z czysto komercyjnych względów. Zrobiłam to dlatego, żeby pokazać wszystkim - kobietom i mężczyznom - że to nie jest tak, że tylko do 25. roku życia możemy rodzić i się rozbierać. Wiadomo, że "Playboy" taką propozycję składa tylko atrakcyjnej kobiecie. Dlaczego ja mam nie skorzystać? Gdyby się okazało, że oni nie sprzedali ani jednego egzemplarza ze mną - to byłby kłopot. Ale akurat pobiłam swego czasu rekord sprzedaży Rozbieranie się w naszej rodzinie nie jest problemem. Rozebrałam się i nic więcej. 

Czy wstyd... 

Wstydem jest się nie kształcić, myśleć źle o innych, czuć zawiść. Wstydem jest naruszanie cudzej intymności, marnowanie czasu. Ale nie jest wstydem rozbieranie się! Jeszcze raz bym się rozebrała, i jeszcze raz, i jeszcze. Ja się bez przerwy rozbieram, bo każda sesja, to sesja "rozbierana". Ale jeśli nie czuję się swobodnie przed fotografem, przed stylistami, to jest to sygnał, że muszę się zacząć odchudzać. 

Wygląd ma dla Pani duże znaczenie? 

Ogromne. Mój wygląd jest wpisany w mój zawód. Na razie jest zasługą moich genów i mojej pracy ale w momencie, kiedy będę niezadowolona, to zrobię sobie operację -jedną, trzecią, piątą, dziesiątą. Żyjemy w takich czasach, że możemy sobie zrobić renowację naszego ciała. 

W jakim jest Pani momencie życia? 

Mam czas dla siebie, dla swoich bliskich i mogę go w luksusowy sposób wykorzystać. Mam czas na to, żeby się sobą zająć. Jak każda istota myśląca i mająca świadomość, chcę być zawsze młoda i atrakcyjna, a to wymaga pracy. Jestem kobietą, nie zmieniłam daty swego urodzenia, nie boję się śmierci, nie boję się przemijania, boję się tylko niedołęstwa. Lubię robić wszystko to, co lubiłam, mając dwadzieścia lat. Tylko mam dzisiaj o wiele większe możliwości realizowania swoich marzeń.

 
 
  

powrót