KORA BEZ MAKIJAŻU
Moda 1986 



Kora, spoczywa na tobie ogromna odpowiedzialność z racji sukcesu, jaki odniosłaś, l to sukcesu potrójnego -jako wokalistka, autorka tekstów, i co wydaje się bodaj najważniejsze -jako osobowość estradowa. Jesteś idolem młodzieży, a to znaczy, że znajdujesz się pod nieustanną obserwacją wielotysięcznej rzeszy fanów. Od pierwszych koncertowych akcji zespołu Maanam z tobą w roli głównej zwróciłaś uwagę publiczności nie tylko śpiewem, lecz także wyglądem. Z podziwu godną odwagą odrzuciłaś panujące w naszym kraju standardy estradowe, ruchowe i ubraniowe. Zamiast wymyślnej kreacji- krótka, skromna sukienka, zamiast wypoconej przez fryzjerów koafiury - króciusieńki jeżyk, zamiast butów na gigantycznym obcasie - płaskie pantofelki. Stworzyłaś styl. Własny, wyraźny, spójny z charakterem muzyki i tekstami piosenek. Jak powstał ten styl Kory? Czy jesteś równie gorliwą wyznawczynią mody, co roka? 

Lubię ubierać się, lubię modę. Nie mam do niej stosunku bałwochwalczego, ale traktuję ją jak coś odświeżającego psychikę. Ja się zmieniam, to i moje stroje zmieniają się. Zmienianie ubiorów jest mi potrzebne jak zmiana powietrza, zmiana otoczenia. Nigdy nie staram się naśladować mody żurnalowej. Uważam za fatalne ślepe zapatrywanie się na prezentowane tam wzory. Moda ma służyć przede wszystkim wyeksponowaniu osobowości. Każdy powinien z niej brać to, co mu najbardziej odpowiada. Wówczas każdy ma szansę być modnym, oryginalnym. Co do mnie, rzadko otwieram żurnale. Potrafię intuicyjnie wyczuć, w jakim kierunku moda zmierza. Umiem ją antycypować, co wielokrotnie sprawdziłam. 

Rzeczywiście, krótkie sukienki zaczęłaś nosić jeszcze przed nadejściem ogólnoświatowej fali mini. l tak trzymasz do dziś. 

Z mody wybieram to, co mi odpowiada, w czym najlepiej się czuję. Świetnie się czuję w krótkich spódnicach i spodniach. Jedyną długą rzeczą jaką mam jest szlafrok. Długie spódnice nosiłam wtedy, gdy inne dziewczyny nosiły się krótko, jeszcze przed epoką hippisowską. Dostałam wówczas w paczce z zagranicy taką piękną długą spódnicę, że postanowiłam nosić ją bez skracania. Nieco później maxi powszechnie się przyjęto... 

Powiedziałaś kiedyś, że chodzisz jakby trochę niedoubrana. Trudno wyczuć, co miałaś na myśli, bo moim zdaniem twój przyodziewek jest raczej kompletny. 

Moje niedoubranie polega na tym, że nigdy nie noszę i w ogóle nie cierpię tradycyjnie eleganckich kompletów typu kostiumy, spódnice albo spodnie z żakietami, kamizelkami oraz zestawiania dodatków w jednym kolorze, dobierania butów pod kolor rękawiczek, torebki, apaszki itp. Ten styl lansowany głównie przez "Burdę" uważam po prostu za nieelegancki. 

A jakie są zasady twojej elegancji, bo przecież jesteś elegancka, dbasz o estetykę swojego stroju, o jego urodę w formie i kolorze? 

Nie lubię ubierać się zbyt wielobarwnie. Wolę duże, gładkie plamy kolorów. Najchętniej noszę się w jednym kolorze z ewentualnym akcentem jakiejś innej barwy. Tym akcentem mogą być rajstopy, pasek, buty. W ogóle stosuję jak najmniej elementów stroju, jak najmniej dodatków. Jeśli już, to z wyraźnym charakterem. 

Czego zdecydowanie nie uznajesz, czego brak w twojej garderobie, a do czego masz słabość? 

Uwielbiam klasyczne, długie trencze ze skóry i z materiału, takie w stylu lat pięćdziesiątych. Ubrałam w nie tylko siebie; cały zespół poszedł za moim przykładem i zaopatrzył się w podobne okrycia. A czego nie lubię? Jakoś nie mogę polubić swetrów. Raz nabyłam ładny sweter z jagnięcej wełny, ale zauważyłam, że parę osób ma podobne, więc czym prędzej wsadziłam do szafy. Nie znoszę chodzić ubrana tak jak inni. Nie mam też prawie wcale torebek, nie potrzebuję ich. 

Jak to? 

Nie potrzebuję tych wszystkich damskich akcesoriów do poprawiania urody. Przeglądam się w witrynach, włosy przygładzam ręką, nie poprawiam makijażu. Po prostu na co dzień najczęściej wcale się nie maluję. 

Ta informacja z pewnością zaskoczy tych wszystkich, którzy znają cię wyłącznie z estrady lub widzieli cię na ekranie. W tych sytuacjach twój makijaż bywał nieraz dość ekstrawagancki, a co najmniej zauważalny na pierwszy rzut oka. 

Rzeczywiście, na scenę maluje się bardzo mocno, wyraziście. Maluję się też na różne wyjściowe okazje, a czasem po prostu mam taką fantazję. Makijaż, jeśli go robię, traktuję jak strój. Staje się on u mnie akcentem kolorystycznym, elementem ubioru. Nieraz maluję sobie tylko usta i to na niesamowity czerwony kolor, wybłyszczony maleńkimi cekinami. Ale najczęściej obywam się bez makijażu, co nie znaczy, że jestem mu przeciwna. 

Twoja charakterystyczna fryzura zmieniła się ostatnio. Słynnego krótkiego jeża nosiłaś jeszcze półtora roku temu, a obecnie... 

Obecnie mam włosy do ramion, gładko zaczesane na bok, z grzywkę opadającą na jedno oko. Czasem zaczesuję je w koński ogon. Zęby gładko przylegały do głowy, smaruję je oliwką. Krótkie włosy na razie znudziły mi się i póki co, zapuszczam dalej. 

Przy krótkich włosach było widoczne, że lubisz kolczyki. A inna biżuteria? Jaki jest twój do niej stosunek? 

Nie noszę prawie wcale biżuterii, a są takie dni, że w ogóle z niej rezygnuję. Wyjątek stanowi jeden talizmatyczny pierścionek. Czasem wpinam dwa kolczyki w jedno ucho. Ostatnio pokochałam broszki. Jednak wszystko to noszę bardzo dyskretne, głównie ze srebra. Nie uznaję zbyt krzyczącej biżuterii. Nie noszę też wcale korali, naszyjników, wisiorków i bransolet. 

Właściwie nie ma specjalnej różnicy pomiędzy Korą na co dzień a Korą ze sceny, jeśli nie brać pod uwagę makijażu. 

Mój strój estradowy istotnie niczym w zasadzie nie różni się od codziennego. Staram się jedynie, by w mieście, w którym akurat występuję, nie chodzić w dniu koncertu ubrana w to, co zamierzam włożyć na występ. Na scenę ubieram się tak, by można było w trakcie koncertu częściowo się rozebrać i żeby to nie zabierało zbyt dużo czasu. Dla zmian nastroju wystarczają mi kapelusze, marynarka, płaszcze, no i okulary. 

Właśnie, okulary - to bodaj twój najbardziej charakterystyczny atrybut. Wykorzystując twoje popularność i co za tym idzie-popyt na ciemne okulary o fasonie zbliżonym do tego z lat pięćdziesiątych, prywaciarze wypuścili ich nieco prymitywną, ale zawsze, kopię i chyba nie narzekają na zaleganie tego towaru na półkach. 

Z okularami to najlepszy przykład, że udaje mi się antycypować modę. Jeszcze zanim zaczął się ogólnoświatowy szał na okulary w stylu lat pięćdziesiątych, ja je zbierałam, skupowałam na bazarach. Nie tylko zresztą te, także inne-dziwne, śmieszne, absurdalne. Najpierw nosiłam je w prywatnych okolicznościach, potem zaczęłam ich używać na scenę. Miałam ich ze czterdzieści par. Większość rozdałam przyjaciołom, część zgubiła się gdzieś podczas naszych licznych wojaży. Teraz pozostało mi wszystkiego trzy-cztery pary. 

Okulary jako element scenicznego kostiumu podkupili po tobie inni członkowie zespołu. Czy może ty im to zasugerowałaś? Czy w ogóle ingerujesz w scenograficzną oprawę Maanamu? 

Chętnie doradzam chłopcom w kwestiach stroju, czasem ich do czegoś przymuszam. Ale pozwalam każdemu być sobą, takimi, jakimi są. Każdy z nich jest inny, więc i stroje noszą różne. Nie mamy uniformu. Mój udział w ich scenicznym wyglądzie - to nie tylko okulary, ale. i makijaż. Kiedyś nie malowali się na scenę, teraz bez makijażu nie byłoby koncertu. 

Myślę, że wszystkie twoje fanki oraz inne, nie zaangażowane emocjonalnie w twoją muzykę dziewczyny polskie zazdroszczą ci możliwości kompletowania szafy, jaką masz z racji licznych podróży. Z pewnością uważają się one za pokrzywdzone przez warunki i sytuację, w jakiej przyszło im żyć. 

Wbrew opinii, że u nas nic nie można dostać, uważam że przeciwnie, można niemal wszystko dostać, jeśli się tego chce. Oczywiście supermodnych ciuchów jest mało i są bardzo drogie, ale żeby wyglądać stylowo, nie trzeba gonić za awangardowymi ciuchami. Mimo że mam po temu rzeczywiście wiele okazji, bardzo mało kupuję za granicą. Owszem, bieliznę i rajstopy, lecz z rzeczy ubraniowych niewiele. Najwięcej kupuję na ciuchach i bazarach ze starociami. W starych ciuchach najbardziej pociąga mnie piękno materiału. Uroda tkaniny, zawsze z naturalnego surowca, najpierw przyciąga moją uwagę, dopiero potem przyglądam się krojowi stroju. 

Czy wobec takiej namiętności do pięknych tkanin nie kupujesz ich na metry czy w kuponach, by potem coś sobie z tego uszyć? 

Nigdy sama niczego nie szyję, nie korzystam też z usług krawcowych. Kupione onegdaj materiały, które zwabiły mnie swoją urodą, nie doczekały się przeobrażenia ich w ciuch. Wiszą dotychczas na drzwiach i oknach naszego mieszkania. Wszystko, co noszę, kupuję gotowe. Jedyna moja krawiecka ingerencja - to niewielkie przeróbki. Na przykład, ponieważ -jak mówiłam - nie lubię sukienek, jeśli mi się zdarza taką nabyć, odcinam górę od spódniczki i robię z tego spódnicę i bluzkę. Często też skracam zakupione stroje. 

Czyli że Polki nie są w tak kiepskiej sytuacji, jak im się wydaje. 

Oczywiście. Muszę też powiedzieć im na pocieszenie, że Polacy, a zwłaszcza Polki, w porównaniu z innymi nacjami maja bardzo dobry gust. Uważam, że młode Polki mimo kryzysu są o wiele lepiej ubrane niż ich rówieśniczki np. w Niemczech. Gorzej za to z chłopakami. Apeluję do nich, by i oni zaczęli ubierać się barwniej i odważniej, z większą fantazją, nie tak monotonnie. 

Co według ciebie jest podstawą korzystnego wyglądu, jaki aparycyjny wymóg uważasz za najważniejszy? 

Uważam, że trzeba jak najwięcej odsłaniać, pokazywać ładne ciało. To bardziej zdobi niż ubiór. Toteż trzeba o nie dbać. Odnosi się to zarówno do dziewczyn, jak i do chłopaków. Oczywiście, okazji do pokazywania ciała mamy w naszym klimacie nie tak znów wiele, więc przynajmniej latem korzystajmy z tej szansy. Wystawiajmy na pokaz walory naszej urody - pokazujmy ręce, ramiona, plecy, piersi, nogi - wszystko, co mamy ładne. Zadbane ciało ważniejsze jest niż ciuch i makijaż, więc uprawiajcie sporty, opalajcie się, dbajcie o ładny chód, gimnastykujcie się co najmniej dwadzieścia minut dziennie. No, i kąpcie się, kąpcie i jeszcze raz kąpcie. Mówię to tak dobitnie, bo z higieną jest u nas nienajlepiej. To tu, nie w brakach ubraniowych, leży niejednokrotnie przyczyna nieestetycznego wyglądu naszej młodzieży. 

Może dlatego nosisz tak chętnie ciemne okulary. Jeśli to pomaga pozytywnie oceniać wygląd i stopień higieny młodych ludzi, to i ja idę natychmiast zakupić parę okularów Maanam. 

Rozmawiała: Elżbieta Monika Małkowska

 
  

powrót