KOLOROWO Z MADONNAMI
Dobre Wnętrze 06.1999 


Rzeczywiście staram się zawsze najpierw wsłuchać w mój dom. Wszystko wymyślam sama i uczę się na własnych błędach. Nigdy nie wynajmuję architekta. Jeżeli wnętrze jest dobrze zaplanowane, to cała reszta należy już do mnie, w końcu to ja wiem, jaki jest mój styl i co będzie do niego pasować. Jestem zwolenniczką przestrzeni, koloru i światła we wnętrzu. 



Dom musi być przytulny i ciepły. Mój dom taki jest. Jego serce to oczywiście i kominek. Wystrój wnętrz jest eklektyczny, z ukłonem w stronę klasyki. To symptomatyczne dla naszych czasów - dzisiaj już nie obowiązuje jeden styl w ubieraniu, nie ma jednej modnej fryzury, zwraca się baczniejszą uwagę na ciało, na sprawność, higienę, całą resztę traktuje dowolnie. I to samo dzieje się z wnętrzami. Mam trochę starych mebli, które od lat wędrują ze mną z mieszkania do mieszkania - kilka sprzętów w stylu biedermeier, kilka ludowych szafek, a do tego meble z kutego żelaza, robione na zamówienie. Ważne są siedzenia, żeby się wygodnie wypoczywało. Stąd w moim domu niesłychana ilość różnego rodzaju siedzisk, a do tego stoliki i stoliczki. A ja ciągle jeszcze dokupuję nowe, czego mój mąż zupełnie nie może zrozumieć. 

Jeśli chodzi o kolory, to - zgaszona czerwień, żółcienie, brązy, odrobina zieleni. Na podłogach leżą piękne, barwne dywany - prawdziwe dzieła sztuki, które Kamil (mąż) przywiózł z podróży do Indii. Ściany na razie są białe, ale już zaczyna mnie to drażnić, więc pewnie i one niedługo nabiorą barw. No i wszędzie są oczywiście moje kolorowe madonny które sama maluję. Każdy pokój ma swoją madonnę i nawet jedna stoi w ogrodzie. Wychowałam się w domu dziecka prowadzonym przez zakonnice, i to codzienne obcowanie ze sztuką sakralną zostawiło we mnie niezatarty ślad. Dlatego, chociaż nie jestem kolekcjonerem, zbieram rzeźbę i malarstwo sakralne. Nie mam jednak do tych przedmiotów religijnego stosunku, traktuję je trochę jak fetysze. 



We wnętrzu bardzo istotne jest światło. Prawie nie ma u nas górnego oświetlenia , bo nie sprzyja ono intymnej atmosferze. Jest za to ogromna ilość małych lampek, i kiedy przychodzi zmierzch, zapalam je kolejno - zupełnie jak w kościele. I one właśnie "robią" atmosferę. Najważniejsze pomieszczenie w domu to chyba kuchnia. Nasza jest trochę mała, ale i tak zmieścił się w niej duży stół, przy którym wszyscy się spotykamy Jest strasznie kolorowa i "pomieszana", jak wszystko w tym domu - nowoczesne rzeczy sąsiadują ze starymi. Spędzam w niej dużo czasu, bo uwielbiam przyrządzać potrawy. Mam swój własny sposób gotowania - nie znoszę kuchni chińskiej, chętnie za to wykorzystuje pomysły kuchni włoskiej i japońskiej, ale zawsze dopasowuję je do moich upodobań. Jestem przeciwniczką sosów, wszystko co przygotowuję jest zatem bardzo lekkie, naturalne, z dużą ilością ziół i cytryny 

Kiedy zamieszkaliśmy w domu, doceniliśmy wagę ogrodu - to taki nasz letni pokój. Trzymamy w nim mnóstwo XIX-wiecznych przedmiotów, jakieś dłubanki, kosy, koła. Pada na nie deszcz, oplatają je rośliny, bawią się na nich koty Pod oknem rośnie dzika grusza i kiedy przychodzi wiosna, wygląda zabójczo. Jednak prawdziwy wielki ogród i kontakt z dziką przyrodą mamy w letnim domu pod Olsztynem. Kiedy przychodzi czerwiec, zabieram koty i właściwie przeprowadzam się na wieś.Tam malujemy obrazy, pływamy, odpoczywamy. Na wakacje wyjeżdżam tylko tam. 

Rozmawiała: Anna Sańczuk

 
  

powrót