JESTEM SZAMANKĄ
Polityka, Styczeń 1996 


Ukazała się właśnie kolejna płyta Maanamu zatytułowana „Kolekcjoner”. W krakowskim „bruLionie” jakiś złośliwiec napisał, że pani, podobnie jak Mieczysław Fogg, nigdy nie przestanie śpiewać. 

Tak napisali?! Fogg był taki kochany, że musiał śpiewać długo. Przecież nie zmuszał ludzi do przychodzenia na swoje występy. Kiedy czasem ktoś mnie pyta dlaczego tak długo gramy, odpowiadam: ludzie ciągle nas chcą. Dwa dni przed koncertem w Sali Kongresowej zabrakło biletów. Koniki sprzedawały wejściówki w cenie najdroższych miejsc. 

A czy to nie jest trochę tak, że chcecie sobie wynagrodzić lata 80.? Byliście wtedy popularni, ale to państwo na was zarabiało. 

No nie. W najmniejszym stopniu nie było z naszej strony takich kalkulacji, kiedy wznawialiśmy działalność Maanamu. Na szczęście. Inna sprawa, że dzisiaj możemy wreszcie godnie żyć z tego, co robimy. Jachtu sobie nie kupię, ale wybuduje własny dom. 

Myślałem o pani patrząc na szaleństwa Jaggera i Richardsa w czasie sierpniowego koncertu Rolling Stonsów w Pradze. Mówi się, że ich żywiołowość jest dokładnie wystudiowana, aktorsko zagrana, a jednak, daj Boże, żeby wykonawcy młodsi od nich o 30 lat mieli wigoru. To samo tyczy się pani. 

Tak widziałam koncert Stonsów i jednego jestem pewna, czuje to, że po prostu Jagger lubi być na scenie. To jest jak narkotyk. Są ludzie, którzy się po to urodzili. Jest to taki rodzaj szamańskiej działalności. Ja jestem szamanką traktuje to moje szamaństwo jak całe swoje życie bardzo poważnie i bardzo niepoważnie. Odbierają mnie jako dziewczynkę, osobę bardzo młodą. 

Kobieta powinna się z tego cieszyć 

Tak, ale nie wtedy traktuję ją jako kózkę, nie widząc dojrzałej osoby. 

Mówiąc wprost: denerwuje panią protekcjonalne poklepywanie piosenkareczki po ramieniu? 

W Polsce cały czas dominuje obraz szarpidruta, który poszedł na scenę, żeby poskakać i powydzierać się. 

Chciałaby pani, żeby pani teksty znalazły się na lekcjach polskiego? 

One się już znalazły. Młodzi ludzie piszą prace magisterskie o moich tekstach, teraz jedna dziewczyna zabrała się nawet za doktorat. 

W którym momencie wasze granice zmieniło się z młodzieńczego szaleństwa bez myślenia o przyszłość - w pracę? 

Wraz ze zmianą ustroju. Wcześniej jeszcze, po rozpadzie Maanamu w 1985 r., po tych niezwykle burzliwych latach, pełnych trucizny, kiedy życie nas źle przeczołgało; przeszliśmy swój prywatny czyściec na ziemi. To uczyniło ze mnie dorosłą osobę. A gdy wróciliśmy do grania, zastaliśmy już inną Polskę. 

Nie kryje pani że lubi kapitalizm- wyznanie niezbyt pasjonujące do obrazu kontestujących rockmanów. 

Nie przepadam za słowem „kapitalizm”, wolę mówić o prywatnej własności, wolnym rynku i demokracji. Ja nie dość, że urodziłam się w komunistycznym kraju, to jeszcze na dodatek wywodzę się z hippisowskiej subkultury komuny. Ale i te komuny się nie sprawdziły. Przynajmniej ja z moim charakterem nie byłam w stanie w nich funkcjonować, a co dopiero mówić o dużej komunie. Człowiek mieć choćby najmniejszą autonomię. 

Dlaczego wystąpiła pani w reklamie pierniczków? 

Chcąc normalnie żyć, wybudować własny dom, muszę mieć na to pieniądze. Uważam, że można się w ten sposób sprzedać. Nie zgodziłabym się na reklamę papierosów, chociaż mam wiele propozycji. Reklamowałam w końcu cos bardzo ładnego i dobrego, co jest pięknie oprawione. Sprzedałam się, ale tak jak chciałam. Nawet nie traktuje tego jako komercji. Komercyjne jest to, co robisz wbrew sobie, a przynosi dochód. 

Pani najnowsza płyta nazywa się „Kolekcjoner”. Kolekcjoner czego? 

Kolekcjoner chwil. To jest mężczyzna, bp ja to śpiewam jako facet, który kolekcjonuje chwile z kobietą, z którą nie może być tak jakby chciał - na zawsze. 

Ta kobieta to pani? 

Powiedzmy sobie, że można i tak to nazwać. Niczego nie ściągam tak zupełnie z nieba ani z książek, chociaż nie wyobrażam sobie życia bez nich. Kiedy nie czytam to umieram. Swego czasu bardzo zainspirował mnie Octavio Paz. Byłam pod dużym wrażeniem Luisa Bunuela, który ponoć tworzył filmy wyłącznie na podstawie swoich snów, a ja kocham sny, opowiadam o nich , bardzo się przejmuję. Dlatego tak ważna jest dla mnie literatura iberoamerykańska, która posiłkuje się snami, czyni z nich równorzędnego partnera dla jawy. To nie tyle inspiracja. Co potwierdzenie, że tak można. 

Lubi pani niemalże ostentacyjnie podkreślać swój wiek. 

Nie cierpię zakłamania. Wiem, że to jest problem kobiet, że powinny być zawsze ładne, że oczekują od nich mężczyźni, ale ja jestem przede wszystkim człowiekiem. Z drugiej strony, bez względu na to, ile będę miała pieniędzy i jaki byłby szum wokół mojej osoby, nie chcę mając 44 lata przypominać Ałły Pugaczowej, a ona przecież tak wygląda już od dobrych kilkudziesięciu lat. Kocham mój wiek. Stoi za mną zupełnie niesłychane życie, które mnie brutalnie zweryfikowało, ale nie w taki sposób jak się czyta w pismach kobiecych. Kompletnie się z tym nie utożsamiam. 

Znowu rozsierdzi pani feministki? 

Po prostu uważam, że kobieta jest stworzona dla mężczyzny, a mężczyzna dla kobiety. To dwie różne istoty, które się dopełniają i po to są na świecie, żeby ze sobą walczyć. To naturalne. A z mojego doświadczenia wynika, że mężczyzna jest o wiele wrażliwszy od kobiety. Jest delikatny i nie tak podstępny jak kobieta. Na to, co potrafi zrobić piętnastoletnia dziewczyna, mężczyzna nie wpadłby, żyjąc i myśląc choćby przez tysiąc lat. 

Mężczyzna i kobieta. Całe życie pisze pani o tym samym. 

Bo to, co się między nimi dzieje, jest najważniejsze, jak tego nie ma , to niczego nie ma. Na moment można to zastąpić czymś innym, na zawsze - niczym. 

Dziękuję za rozmowę 

MARCIN MELLER

 
  

powrót