JA SIĘ W AUTORACH ZAKOCHUJE ...
merlin.com.pl, 14 kwiecień 2003 r. 


Przeczytaj:
Gorąco wszystkim polecam Saula Bellowa - mądry pisarz i wielka literatura. Bardzo lubię austriackich pisarzy, bo pokazują szczerze człowieka, bez wygładzania, tu polecić mogę Thomasa Bernharda. Z przyjemnością sięgam po każdą nowo wydaną książkę Salmana Rushdiego. Kiedyś pochłaniałam wszystko, co napisał Herling-Grudziński - był takim moim przewodnikiem, także duchowym. Bardzo przeżyłam śmierć Andrzeja Szczypiorskiego. Też nie sposób pominąć tego pisarza. Kocham literaturę reportażową, dzienniki, biografie - tu polecam oczywiście wszystko co napisał Ryszard Kapuściński. Za jego pisarstwem kryje się tyle dobroci i emocji, niezwykłej wrażliwości na nędzę, opuszczenie, niesprawiedliwość. Nie mogę nie wspomnieć o Włodzimierzu Odojewskim i mojej ukochanej powieści "Oksana". Piękna, poruszająca historia chorego człowieka, który w lęku przed śmiercią odbywa podróż po uwielbianych Włoszech. Lubię pisarstwo Wiesława Myśliwskiego, bardzo osobiście przeżyłam i odebrałam "Widnokrąg". Zawsze czekam na nowe książki Hanny Krall, bo ona wspaniale potrafi opowiadać. Cenię i lubię czytać felietony Kingi Dunin. 

Posłuchaj:
Obydwoje z mężem słuchamy prawie wyłącznie klasyki, poważnej muzyki współczesnej, dużo awangardy i płyt, których nawet nie ma w normalnej sprzedaży. W naszej domowej płytotece można znaleźć sporo takich dziwolągów, dla innych często niezrozumiałych. 

Obejrzyj:
Tak samo jak książki kocham kino - uwielbiam Felliniego, Almodovara, Viscontiego, Bunuela, Kurosavę i wielu reżyserów rosyjskich. 

Wiem, że czyta Pani mnóstwo książek, co stanowi kryterium przy ich wyborze? 

Kora: Zdarza się, że wybierając książki, sugeruję się recenzjami, ukazującymi się w "Gazecie Wyborczej" i "Przekroju", ale nigdy listą bestsellerów, ponieważ przeważnie pozycje z tych rankingów nie są dla mnie i męża interesujące. Wielokrotnie zdarzało mi się natomiast zgodzić się z pochlebną recenzją jakiejś książki, choć autor był mi wcześniej nieznany - ostatni taki przykład to "Białe zęby" Zadie Smith. Informacji o książkach nie szukam w Internecie, nie dokonuję również tą drogą zakupów. Do wszystkich nowinek technicznych mam nabożny stosunek; wiem, że ułatwiają życie, że Internet to kopalnia wiedzy, ale propaguję zdrowy styl życia i uważam, że komputer jest szkodliwy. Mój mąż natomiast i synowie (komputerowi graficy) bez niego nie mogą się obyć. Ja lubię dotykać książki, dużą frajdę sprawia mi wchodzenie do księgarni, wybieranie, przeglądanie. Jest pewien rodzaj pisarstwa, którego nie znoszę - tu wymieniłabym jedną z polskich współczesnych pisarek i niezrozumiały dla mnie fenomen, jakim stał się Coelho. O ile "Alchemik" był dość zręcznie napisaną książką, tak każda kolejna jego pozycja jest coraz gorsza. Gdyby ta jego popularność ograniczała się tylko do liczby czytelników, to tak bym nie rozpaczała, ale nie do przyjęcia jest dla mnie fakt, że wynosi się go na piedestał, czyni jego książki lekturą z kanonu. Tego nie wolno robić, jeżeli nie jest to pisarstwo wysokich lotów. Drugi taki fenomen to William Wharton. Nie zajmuję się na ogół czytaniem hitów. W jakiś intuicyjny sposób unikam takich książek, wiedząc, że mnie one raczej nie zachwycą. Nie muszę się pochylać nad rzeczami, które są złe, źle napisane, nie na poziomie. Zdumiewa mnie czasami, że inni przy takiej dostępności książek w tej chwili tak mało czytają. Ale z drugiej strony rozumiem, że życie dziś nie jest łatwe i wiele znanych mi osób po prostu nie ma czasu na książki. Syndromem i paradoksem czasów komunistycznych było to, że kultura kwitła, dzisiaj jak na ironię przy tak dużej otwartości i dostępności wszystkiego, tak mało z tego korzystamy 

Mają Państwo niezwykle bogatą bibliotekę, proszę nam powiedzieć, jacy pisarze w niej dominują? 

Kora: Rzeczywiście, jesteśmy z mężem wręcz kolekcjonerami książek, muzyki i filmu. Dbam by mieć przede wszystkim w domowej bibliotece książki ukochanych autorów. Ja się w autorach zakochuję, zaprzyjaźniam się z nimi. Do wielu książek lubię wracać, stąd moja potrzeba, żeby je mieć i wręcz zmysłowy, zachłanny do nich stosunek. Ostatnio z przyjemnością powróciłam do książek Saula Bellowa i znowu przeczytałam całego - gorąco wszystkim polecam. Wspaniały i mądry pisarz, i wielka literatura. Tak samo często wracam do Thomasa Bernharda - to austriacki autor - wysmakowany, dla wielu może zbyt przygnębiający. Sama dość późno go odkryłam, właściwie przez Kristiana Lupę, adaptującego jego powieści na scenę. Wszystkim jednak proponuję, by najpierw sięgnęli po książki pisarza, a potem oglądali interpretacje Lupy, które są wspaniałe, ale trudne i ciężkie. W ogóle bardzo lubię austriackich pisarzy, bo pokazują szczerze człowieka, bez wygładzania. Z przyjemnością sięgam po każdą nowo wydaną książkę Salmana Rushdiego. Oczywiście w moich upodobaniach nie brakuje pisarzy polskich. Zawsze śledzę listę książek nominowanych do literackiej nagrody Nike i jeżeli wcześniej ich nie czytałam, uzupełniam to. Miałam okres, kiedy pochłaniałam wszystko, co napisał Herling-Grudziński - był takim moim przewodnikiem, także duchowym. Bardzo przeżyłam śmierć Andrzeja Szczypiorskiego. Też nie sposób pominąć tego pisarza. Kocham literaturę reportażową, dzienniki, biografie. Poznałam ostatnio Ryszarda Kapuścińskiego - któż nie lubi i nie podziwia tego wspaniałego pisarza i otwartego człowieka. Za jego pisarstwem kryje się tyle dobroci i emocji, niezwykłej wrażliwości na nędzę, opuszczenie, niesprawiedliwość. Nie mogę nie wspomnieć o Włodzimierzu Odojewskim i mojej ukochanej powieści "Oksana". Piękna, poruszająca historia chorego człowieka, który w lęku przed śmiercią odbywa podróż po uwielbianych Włoszech. Tam poznaje młodszą od siebie kobietę i przeżywa wielkie uczucie. Czytając tę powieść, miałam ochotę wybrać się w podróż do Włoch tym samym, cudownie opisywanym przez Odojewskiego szlakiem. Lubię pisarstwo Wiesława Myśliwskiego, bardzo osobiście przeżyłam i odebrałam "Widnokrąg" - tak bliski mojemu życiu. Lubię i mam książki Pilcha, ale cenię go bardziej jako pisarza, niż felietonistę. No, i oczywiście na moich półkach nie może zabraknąć poezji, ale miłością dla mnie jest i będzie Tadeusz Różewicz. Tak samo jak książki kocham kino. Kochamy z mężem Felliniego, Almodovara, Viscontiego, Bunela, Kurosavę, wielu reżyserów rosyjskich, ale problemem bywa skompletowanie bogatej filmoteki. Czytając "Rozmowy z Almodovarem", chciałabym równocześnie sięgać po filmy, o których reżyser wspomina. 

Wymieniła Pani całą plejadę wspaniałych pisarzy. Co sądzi Pani o piszących kobietach? 

Kora: Oczywiście czytam i wiele z nich podziwiam. Zawsze czekam na nowe książki Hanny Krall; ona wspaniale potrafi opowiadać. Przeczytałam wszystko, co napisała Olga Tokarczuk. Najbardziej podoba mi się "Prawiek i inne czasy", bo dotyka historii nas wszystkich, całej ludzkości. Szczerze mówiąc, to najmniej podoba mi się nominowana do Nike "Gra na wielu bębenkach". Lubię felietony Kingi Dunin ostatnio zebrane w książce, równie znakomicie czyta się literaturę polskich feministek i kobiecą eseistykę. Bardzo podobał mi się literacki debiut Doroty Masłowskiej, zachwyciła mnie dojrzałością literackiego języka, swoją świeżością i pomysłami. Ale niestety jej felietony w niczym tego nie przypominają. Wydaje mi się, że te jej wszystkie refleksje dotyczą tylko jej osoby, naśmiewa się z innych nieelegancko, bez klasy, a język tych felietonów jest prosty i ubogi. Nagle coś, co było niesłychanie świeże, było majstersztykiem, staje się dla mnie nie do przyjęcia. 

Skąd się wziął pomysł, by okładka ostatniej Pani płyty "Kora Ola Ola!" była stylizowana na Fridę Kahlo. Czy w jakiś sposób fascynuje Panią postać tej kobiety? 

Kora: Ja dość późno poznałam życiorys Fridy, najpierw zakochałam się w jej malarstwie. To była taka pierwsza porażająca miłość, gdy byłam jeszcze nastolatką, potem miałam okazję obejrzeć jej wystawę w Nowym Jorku i po raz kolejny mnie zachwyciła. Okładka stylizowana na Fridę była w zasadzie gotowa już przy poprzedniej mojej płycie "Hotel Nirwana". W końcu zapadła inna decyzja, a w tej chwili tylko zbieg okoliczności sprawił, że wydanie ostatniej płyty zbiegło się z wejściem filmu na ekrany kin i wydaniem książki o życiu malarki. W momencie, kiedy podejmowaliśmy decyzję, co do okładki "Kora Ola Ola!", jeszcze nikt w Polsce nie wiedział, że taki film powstaje. Największa erupcja talentu Fridy zaczęła się po wypadku; kto wie, jak potoczyłaby się jej kariera, gdyby jej życie było mniej bolesne. Jako człowiek potrafiła być okrutna, kochała miłością wielką tylko Diego i zwierzęta. Natomiast z rodziną się solidaryzowała, była wobec nich lojalna, ale kochała chyba tylko ojca. 

Charakter tej płyty jest różny, jest i klasyka polskiej piosenki, i nowe wersje przebojów Maanamu, i trochę latynoskiego grania. Czy chciała Pani, by tak wyglądała ta płyta? Czy jej nostalgiczny charakter wiąże się ze stanem Pani duszy? 

Kora: Może zacznę od tego, że w moim pojęciu, muzyka jest piękna, gdy ma w sobie potęgę i afirmację życia, a jednocześnie to, co w życiu jest, tę jego smutną stronę i dramat. Jesteśmy, jak to określił ostatnio Hawking, hologramem, ale ciepiącym hologramem, nie da się cierpienia po prostu wyrzucić z życia. Maanam jest zespołem dosyć głośnym i ten jego charakter nie zawsze pasuje do propozycji, które przychodzą do mnie jako wokalistki. Nawet Maanam liryczny jest niesłychanie mocny. Za tym zespołem stoi bardzo dużo decybeli, wymaga to ode mnie lekkiej agresji, rodzącej się mimo woli. W pierwszym projekcie ustalilismy z Reiem Ceballo, że na projekt złożą się przearanżowane koncerty Maananamu plus trochę obcego materiału. Ta płyta miała być czysto koncertowa. Wyszło odwrotnie. Rzeczywiście ogarnia mnie ostatnio jakaś nostalgia, za tym, co było, co warte przypomnienia. Ten stan duszy jest niezależny od człowieka, jest to taki rodzaj smutku, tesknoty, który opanowuje niemal każdego i który jest jednocześnie wspólny mojemu pokoleniu. Ta płyta nie przekreśla mojej pracy z Maanamem. To tylko jeden z etapów w moim życiu, związany z moim obecnym nastrojem, z pewnymi, jak wspomniałam, tęsknotami oraz moimi występami teatralnymi, bo występuję też w teatrach. Ten mój teatralny wizerunek - sentymentalny, romatyczny i tkliwy, też gdzieś tutaj znalazł ujście. Mimo to na płycie jest też siła i ekspresja, którą troszeczkę przenoszę z Maanamu, co bardzo lubi z kolei Rei. 

Gdyby miała Pani dokonać wyboru kilku piosenek, które byłyby wizytówką Maanamu, jakie by to były piosenki? 

Kora: Na pewno z pierwszej płyty "Oddech szczura", "Szał niebieskich ciał", "Buenos Aires", "Szare miraże". To są piosenki, które sa zawsze wciągane na listę koncertową. Potem idą "O..o" z płyty "O!", potem jest "Nocny patrol" i "Eksplozja" - piosenka, którą bardzo lubię. Kocham "Zdradę" i niezwykle dramatyczną piosenkę "Się ściemnia". W zależności od miejsca, w którym występujemy, repertuar Maanamu jest różny. 

Czy zgadza się Pani, że każda pora roku, dnia i każdy stan duszy wymaga innej muzyki? 

Kora: Oczywiście dla mnie ogromne znaczenie ma pora roku. Ostatnia zbyt długa zima powoduje, że jestem bardziej wyciszona, bardziej romantyczna, wspomnieniowa. Tradycyją w naszym domu jest z kolei, że zawsze w dniu wiosny słuchamy "Święta wiosny" - Igora Strawinskiego. Nawet nasza stara płyta ostatnio odmówiła nam współpracy, przez lata słuchania zniszczyła się - Kamil musiał kupić nową. Obydwoje z mężem słuchamy prawie wyłącznie klasyki, poważnej muzyki współczesnej, dużo awangardy i płyt, których nawet nie ma w normalnej sprzedaży. W naszej domowej płytotece można znaleźć sporo takich dziwolągów, dla innych często niezrozumiałych. Jest to trochę naszą tajemnicą, że słuchamy na okrągło klasyki. Ja naprawdę prawie niczego innego nie słucham, nawet w samochodzie. Z programów radiowych bardzo lubię dwójkę, odpowiada mi w niej wszystko, charakter, prowadzone rozmowy i dziennikarze. 

Na okładkach płyt "Róża" i "Łóżko" pojawiają się kwiaty? 

Kora: Nie chce być jakoś szczególnie oryginalna, chciałam pokazać, jaka jestem, a że kocham kwiaty, to znalazły się również na projektach okładek. Tak się złożyło, że "Róża", to piosenki w dużej mierze poświęcone miłości i mistyce tego uczucia, stąd kwiaty, jako ten niezwykły element, kojarzący sie z delikatnością, wrażliwością i pięknem. A tak na marginesie, to tylko my Polacy, tak kochamy kupować kwiaty i mamy we krwi przynoszenie ich, szczególnie, gdy idziemy gdzieś z wizytą. Nigdzie sie z tym nie spotkałam. 

Jest Pani osobą silną i niezależną. Czy jest jakaś sfera w Pani życiu, gdzie oczekuje Pani szczególnie wsparcia? 

Kora: Nigdy nie potrzebowałam i nie potrzebuję takiego wsparcia. Jestem natomiast osobą, która lubi z ludźmi współpracować - zarówno w domu, jak i w pracy zawodowej. Bardzo cenię w ludziach talent - takich osób szukam, a odkrycie kogoś utalentowanego, sprawia mi wielką radość. Niczego w życiu zawodowo nie stworzyłam sama, współpracowałam z wieloma muzykami, kompozytorami, autorami tekstów itd. Sama nie komponuję, piszę natomiast przemyślane teksty. To samo dotyczy strony materialnej życia, nie przywiązuję do tego wagi, nie lubię zajmować się pieniędzmi, rachunkami, itp. rzeczami, to robi mój mąż. 

Dziękujemy bardzo za rozmowę i poświęcony czas.

 
 

powrót