EMOCJE ZOSTAW NA ŻYCIE
Pani, Marzec 2003 

zdjęcia: Piotr Małecki

Kora, megagwiazda polskiego rocka. Ma 51 lat i na koncie ponad setkę przebojów. Kasia Nowicka, czyli Novika, didżejka, wschodząca gwiazda muzyki klubowej. Ma 27 lat i dopiero zaczyna karierę. Dla nas spotkały się, żeby porozmawiać o tym, co w życiu najważniejsze. Przysłuchuje się Małgorzata Terlecka-Reksnis. 

Kora ma dwóch dorosłych synów Mateusza i Szymona oraz doświadczenia z dwóch małżeństw: z gitarzystą Maanamu Markiem Jackowskim oraz z Kamilem Sipowiczem. W lutym ukaże się jej solowa płyta „Ola-Ola". Kasia Nowicka jest wokalistką zespołu Futro. Debiutancki album grupy odniósł w ubiegłym roku sukces. 

Kasia Nowicka Nowika: Co jest ważniejsze: kariera i praca czy życie prywatne i rodzina? 

Kora: Dla mnie praca. Jestem zwierzęciem scenicznym, kocham śpiewać. I jeżeli ktoś, kto tak jak ja lubi to robić, opowiada, że najważniejszy jest dom, kłamie. Wszystko w życiu podporządkowałam pracy Wiem, ile kosztuje mnie emocji, i dlatego nie prowadzę rozrywkowego życia. Zjawiam się pierwsza na próbach, perfekcyjnie przygotowana. Jestem skoncentrowana na pracy. I tego wymagam od ludzi, z którymi pracuję. 

N: Ale założyłaś rodzinę, wychowałaś dwóch, dorosłych już dziś, synów i zrobiłaś karierę. Masz na to jakąś receptę? Ja też chcę mieć dziecko, ale nie umiem znaleźć odpowiedniego momentu. Planowałam, że stanie się to w ubiegłym roku. Nic z tego nie wyszło. Najpierw było nagrywanie płyty, potem promocja i trasa koncertowa. Trudno przerwać to wszystko i zniknąć. Planować życie osobiste tak, żeby współgrało z karierą czy iść na żywioł? 

K: Ja poszłam na żywioł. Urodziłam dzieci, zanim zaczęłam zawodowo śpiewać. Ale dziś są inne czasy Kiedy tkwisz w środku kariery, urodzenie dziecka jest obciążające. Z drugiej strony jest łatwiej, bo sukces przynosi pieniądze. Jeśli stać cię na dom i pomoc do dziecka, wszystko da się pogodzić. Weź przykład z Kayah, Ani Jopek czy Kasi Kowalskiej. 

N: Z zaciekawieniem czytałam wywiady z nimi, o tym, jak macierzyństwo ogromnie je odmieniło i wyciszyło. Czy Ty też uważasz, że dzieci są najważniejsze w życiu kobiety? 

K: Wcale tak nie uważam. Dla mnie zawsze najważniejsze było moje śpiewanie. Musiałam te dwa światy łączyć w karkołomny sposób. Nie wstydzę przyznać się, że były okresy kiedy byłam piekielnie zła na dzieci. Miałam pretensję do całego świata. To był ciężar ponad siły. Graliśmy setki koncertów, nagrywaliśmy płyty, mieliśmy miliony fanów, ale zarabialiśmy grosze. Gnieździliśmy się w syfiastym mieszkanku w bloku, nie mieliśmy nawet samochodu. 

N: Boję się, żeby nie przegapić momentu, w którym trzeba założyć rodzinę. Lepiej mieć dzieci wcześniej czy później? 

K: U mnie to był przypadek, że tak wpadłam w macierzyństwo, ale świetnie się stało. Kiedy dziś idę ulicą z synem, wszyscy myślą, że to mój narzeczony Przeszłość szybko wymazuje się z pamięci, staje się abstrakcyjna jak życie. Nie pamiętam już, ile trudu kosztowało mnie wychowanie dzieci. Mam dwóch świetnych synów, dorosłych mężczyzn. Mateusz mieszka w Krakowie, ma 30 lat, Szymon ma 28 lat, mieszka z nami w Warszawie. 

N: Jak zbudować udany związek? Już przekonałam się, że mężczyźnie, który ma normowany czas pracy, trudno zaakceptować artystyczny tryb życia kobiety. Wyjeżdżałam na weekendy, a on zostawał z myślami typu: co robię, gdzie śpię, z kim się bawię. Trudno ze mną żyć w normalnym związku. W niedzielę nie mogę iść do kina, bo prowadzę audycję w Radiostacji. Nie gotuję i nie prowadzę domu. Czy związek dwójki artystów lepiej rokuje? 

K: Każdy twórczy zawód jest stresujący. Nagromadzone emocje trzeba wyładować. Jeżeli dwoje ludzi boryka się z podobnymi trudnościami i nie może się wspierać, uspokajać, wymieniać obowiązkami, to jest piekło. 

N: Mówisz o swoim pierwszym małżeństwie z Markiem Jackowskim? 

K: Nasze piekło było inne. Marek był i jest człowiekiem racjonalnym, potrafił dystansować się od moich napięć. Ale wyjeżdżaliśmy razem, występowaliśmy razem i razem piekielnie zmęczeni wracaliśmy do trudnego rodzinnego życia. I to nas wykańczało. 

N: To niedobrze być ciągle razem? 

K: Lepiej tęsknić. Jeżeli nie tęsknię, to w moim życiu nie dzieje się nic dobrego. Specjalnie stwarzam takie sytuacje, żeby być daleko. W udanym związku ważne są poczucie lojalności i pewność, że w sytuacjach kryzysowych bliskie osoby mogą na siebie liczyć. 

N: Ja bym tak nie mogła. Tęsknota mnie paraliżuje. Potrzebuję dużo wsparcia od drugiej osoby. Twój drugi mąż Kamil Sipowicz jest spoza branży muzycznej, ale przez wiele lat zajmował się Maanamem i twoją karierą. Mężczyzna wspierający, może to jest recepta na udany związek? 

K: Kamil jest wybitnym mężczyzną, ma genialną głowę i duże poczucie humoru. Prowadzi rozliczenia i księgowość Maanamu. Bardzo go za to podziwiam i współczuję mu. Bierze na siebie sprawy, którym ja nie chciałabym poświęcić pięciu minut. Jest zaskakującym partnerem. Potrafi nagle zapakować wszystko do samochodu i przez dwa tygodnie jeździć po wsiach wschodniej Polski. Albo wsiąść do samolotu i zniknąć na kilka miesięcy w Indiach. Prowadzimy razem piekielne życie, często się na siebie wkurzamy, ale pasujemy do siebie. 

N: Czy popularność nie przeszkadza ci w kontaktach z mężczyznami? Ze wstydem przyznaję, że zdarzyło mi się zadać pytanie: A gdybym nie była Noviką, kochałbyś mnie tak samo? Jak sobie radzisz ze świadomością, że faceci widzą w tobie stawną Korę, a nie po prostu kobietę Korę? 

K: Nie robi to na mnie wrażenia. Miałam szczęście, że poznałam Kamila, kiedy miałam 23 lata. On miał 21. Byliśmy Dziećmi Bożymi. Zakochał się we mnie tak intensywnie, jak zdarza się to tylko w tym wieku. Mam pewność, że nie przyciągnął go do mnie ani status materialny, ani blichtr popularności. To wszystko przyszło znacznie później. 

N: Czy artystka powinna myśleć o pieniądzach? Trudno mi było przetrwać okres promocji płyty, Nie miałam kasy. Ciągle biegałam na wywiady i sesje, na których panie stylistki obsypywały mnie złotym pyłkiem, jak wielką gwiazdę. Czułam się zdezorientowana. Jaki ty masz dziś stosunek do pieniędzy? 

K: Racjonalny Pieniądze dają wygodę i wolność. Ale przez większą część życia musiałam obchodzić się bez nich. 

N: Moje pokolenie ściga się o kasę i sukcesy. Ty, gdy zaczynałaś, byłaś zbuntowana, wasza muzyka miała większą moc. Co ma nas dziś nakręcać do śpiewania, robienia rzeczy fajnych, wartościowych? 

K: Sama chciałabym to wiedzieć. Mimo popularności stajemy się zespołem dla koneserów. Żadna z naszych nowych piosenek, zarówno z płyty „Ola-Ola", jak i Maanamu, nie przeszła w komercyjnych stacjach radiowych. Największą sprzedaż ma Ich Troje. Nie dyskutuję z gustem Polaków, stwierdzam tylko, że jest zły. Wszystkim się wydaje, że kiedyś byłam zbuntowana. Wyglądałam prowokacyjnie i ostrzej śpiewałam. Ale nie miałam nad sobą miecza, którym dziś jest rynek. Zawsze mieliśmy pełne sale. Maanam był sposobem na życie, a nie machiną do zarabiania pieniędzy. Dziś młodzi ludzie kalkulują inaczej. Chcą szybko zbić kasę. 

N: Jak się w tym odnaleźć? 

K: Mniej pożądać. Chodzi o to, żeby mieć przyjemność ze śpiewania i robienia muzyki. Tym, co niszczy zespoły niszowe i bardziej ambitną muzykę, jest chęć zysku. Wszyscy od razu chcą mieć dużo pieniędzy. 

N: Czy kariera kobiety obciąża rodzinę? 

K: Trzeba by zapytać o to moich synów. Starszy Mateusz jest samodzielny, ale to furiat. Młodszy Szymon, który wymagał większej opieki i kontaktu z ojcem, zarzucił nam ostatnio, że nie przymuszaliśmy go do nauki. To prawda, że nigdy nie wiedziałam, gdzie jest jego szkoła i nie pilnowałam, czy chodzi na lekcje. Ale mnie też nigdy nikt nie pilnował. Moi synowie mieli dużą swobodę. Szymon jest świetnym grafikiem komputerowym, projektuje okładki płyt Maanamu, ma artystyczne zacięcie, gorzej radzi sobie z życiowymi sprawami. Mateusz studiował grafikę na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, ale jej nie skończył. Nie zmuszam ich, żeby poszli do pracy na etat, bo sama tego nienawidzę. 

N: Jak panujesz nad emocjami? Ja potrafię popłakać się w najmniej odpowiednim momencie. Pracuję z samymi mężczyznami i widzę, że oni nie mają takich krańcowych zmian nastrojów. Co jest w życiu ważniejsze: emocje czy rozum? Czym należy się kierować? 

K: Jednym i drugim. Bez emocji nic nie jest gorące. Ja zapalam się jak zapałka i gasnę. Reaguję bardzo emocjonalnie, ale ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że trzeba odczekać, aż przepuszczę emocje przez rozum. Wtedy używam rzeczowych argumentów. 

N: Liczyć się z opinią innych czy ufać sobie? Parę lat pracowałam w dużej firmie fonograficznej. Znam kulisy biznesu. Wydawało mi się, że już nic mnie nie zaskoczy, a tu okazuje się, że nadal jestem naiwna. Wciąż mnie zadziwiają fałsz i złośliwość ludzi. Czasem wydaje mi się, że nie mam dystansu wobec tego, co robię, i powinnam się kogoś poradzić. Ale z drugiej strony jeszcze nie chcę mieć menedżera. Zdarzało ci się, że byłaś zagubiona? 

K: Ja zaufałam sobie w 100 procentach. Kiedy zaczynaliśmy grać, wtedy jeszcze posługiwaliśmy się nazwą Maanam Elektryczny Prysznic, zaopiekowała się nami para menedżerów. Zachwycali się Johnem Porterem, a na mnie wybrzydzali: co to za fryzura, co to za ciuchy o czym ona śpiewa. Zaczęły się naciski, żebym się zmieniła. Ale ja powiedziałam im: good-bye. Sama decyduję, co i jak śpiewam, i nigdy nie kieruję się gustami publiczności. Piszę teksty o sobie, a okazuje się, że tysiące ludzi się w tym odnajdują. Nie warto kalkulować i kombinować, bo traci się wiarygodność. Trzeba być sobą. 

N: Jak rozwiązujesz sytuacje, które wydają ci się bez wyjścia? Kalkulujesz, przewidujesz skutki czy rzucasz się głową w dół? 

K: Z dnia na dzień przerwałam toksyczny związek, rozwiodłam się z pierwszym mężem. W 1986 roku rozwiązałam Maanam, który był wtedy u szczytu popularności. Obu decyzji śmiertelnie się bałam. To była wielka życiowa niewiadoma. Narastały we mnie od dawna, aż przyszedł gwałtowny moment decyzji. Dramatyczne momenty są darem Opatrzności. Nie należy ich lekceważyć. Trzeba mieć odwagę zmienić swoje życie. Jest to trudne, bolesne, ale piękne. 

N: Czy ktoś wymyślał ci sceniczny styl? Ja postanowiłam, że nie dam dyktować sobie, co śpiewać i jak mam wyglądać. Przy każdej płycie zaskakująco zmieniasz wygląd. Na okładce „Ola-Ola" jesteś Meksykanką Fridą Kahlo. Skąd bierzesz pomysły? 

K: Z wszystkiego, co potrafi mnie zafascynować. Obrazy Fridy Kahlo zachwyciły mnie. Żałuję, że nie jestem Madonną i nie mogę tak jak ona kupować ich na aukcjach. Frida miała gorące życie. Szamanka i wariatka. Moje alter ego. Pomysł na Fridę miałam już przy nagrywaniu poprzedniej płyty 

N: Moja muzyczna droga dopiero się zaczęta. Nie myślę o sukcesie, chcę spełniać swoje muzyczne marzenia. Czy ty uważasz się dziś za kobietę spełnioną i szczęśliwą? 

K: Spełnioną? To beznadziejna konstatacja. Wszystko się już skończyło, dokonało, można leżeć i pachnieć. Nawet jeśli tak to wygląda z zewnątrz, to zaprzeczam. Szczęśliwa bywam, kiedy jestem wesoła. Lubię stan lekkości bytu, więc go w sobie pielęgnuję. I to cała filozofia.

 
 

powrót