LIVING IN THE MATERIAL WORLD "DZIESIĘĆ CENTYMETRÓW"
Tylko Rock 09.2001 

PORTRET NA PŁYCIE GIPSOWEJ 

To jest autentyczny kadr z teledysku Piotra Dumały do piosenki Wie­je piaskiem od strony wojny. To było lata temu. Nad tym teledyskiem pracował miesiącami. Bardzo nam zależało, by zrobił go Piotr, poprosi­liśmy go o to na długo przedtem, zanim piosenka trafiła do radia. Swo­ją drogą to były czasy, kiedy taka piosenka mogła w radiu chodzić - dzi­siaj by chyba nie trafiła na playlisty, bo panuje cenzura gospodyń domowych... Mam na pamiątkę tę jedną gipsową płytę. Piękna rzecz - kot mi ja rozbił, ale uważam, że to tylko dodaje dynamiki, zwłaszcza że temat byt ostry. Kocia agresja wpasowała się w ludzką... To był szereg gipsowych płyt, które Piotruś malował jedna po drugiej - mrówcza praca, o wiele trudniejsza od robienia filmów rysunkowych. Ale Piotr ma taką metodę. I dlatego jego filmy są takie niezwykle - to był krótki teledysk, ale on przecież zrobił bodaj czterdziestominutowy film do Łagodnej Dostojewsklego. 

FAJKI DO OPIUM 

Wystarczy spojrzeć na rysunki na tych fajkach do opium. Te rzeźbienia, te szczegóły. No i materiały: kość słoniowa, jakieś wspaniale drewno, nawet nie wiem jakie . A jednocześnie te fajki przypominają trochę flet prosty... Zarówno one, jak i kapelusz to prezenty od Jarka. Szczerze mówiąc, nie wiem jak się tych fajek używa, jak się je obsługuje. Nie udało nam się dociec, jak się paliło w nich opium - przez nas nie byty jeszcze używane. I nie tylko dlatego, że opium jest narkotykiem w Polsce niedostępnym. Nie Jestem wielbicielką pochodnych maku. Natomiast sam przedmiot jest fascynująco piękny. Może tu się kulkę kładło w tym wgłębieniu? Opium jest lepkie, utrzymałoby się... A może wkładało się do środka? Nie wiem. 

TABLICA 

Ma już kilkanaście lat, bez przerwy się z Kami­lem przeprowadzamy i wszędzie ją ze sobą zabieramy. To jest najtań­sza sekretarka świata. Dzięki niej nie ma w domu tych niezliczonych ilości karteczek, które cos maja przypominać. Z reguły zapisujemy na niej informacje ważne, ale chwilowo - więc ściera się je gadka i robi miejsce dla nowych. Informacje dotyczące spraw zawo­dowych - nie zapisujemy na tej tablicy haseł w rodzaju "zapłać rachun­ki", "zrób zakupy". 

CHIŃSKI KAPELUSZ... 

Kapelusika nie używam - ma dla mnie znaczenie czysto estetyczne. Pudło o cudownej formie, pomysłowy, rozkładany stojaczek... Urocze szcze­góły. Wystarcza mi fakt, że ktoś ten kapelusz wcze­śniej nosił. Nie dorabiam do tego historii. Przedmiot musi być piękny, zwracam uwagę na jego proporcje, na piękno i prostotę formy. Zwracam uwagę na to, ile kunsztu i pracy włożono w wy­konanie przedmiotu. Ręczna robota - cos bardzo unikatowego w naszych mechanicznych czasach. Ktoś się nad tym pochylał, ktoś temu poświęcił czas, pracę, talent, energię, pomysł. Wszystkie przedmioty, które przeszły przez wieki, gromadzą energię. Stara waliza czy stara torba podróżna mnie wzrusza, gdy pomyślę, że była ze mną w tylu róż­nych miejscach - w Australii, Chinach, Kanadzie, Włoszech, Grecji, Meksyku, Puerto Rico... Nagle okazuje się, że ona była wszędzie. Przedmiot jest o tyle fascynujący, że często żyję dłużej niż my. Ma taki potencjał. Uważam, że nie ma przedmiotów martwych. Mają energię, a energia jest wieczna. Fascynuje mnie energia, która się kumuluje w przedmiocie. 

KICZ Z DZIEWCZYNKAMI 

Moja przyjaciółka Łuta Kalinowska - poznałam ją, kie­dy miałam siedemnaście lat - ma w Krakowie sklep na Gołębiej 3. Czarodziejskie miejsce. Niby rodzaj desy, ale rzeczy, które się w nim znajdują, nie muszą być bardzo wartościowe - grunt, by były unikatowe, pojedyncze. Dostałam od Łuty mnóstwo takich przedmiotów. Ja się lubuję w takim specyficznym kiczu. Ogarnia mnie wzru­szenie, kiedy patrzę na to dziełko i myślę sobie, że ktoś je kiedyś pieczołowicie malował, przypiął te sukieneczki. Cała ta scena jest niesamowita. Czas patynuje i spra­wia, że to co kiedyś było kiczem, nagle staje się pożąda­nym przedmiotem. 

AFRYKAŃSKI STROŁECZEK 

Kupiłam go w Nowym Jorku od Afrykanów. Kupiłam go dla siebie, to jest mój stołeczek medytacyjny. Należę do osób, które się męczą, siedząc na zwykłym krześle. Właściwie powinnam siedzieć na ziemi. A że na ziemi czy podłodze nie zawsze dobrze jest siedzieć, to mam ten stołeczek i siedzę dziesięć centymetrów wyżej. Nie męczę się wtedy, krew lepiej krąży, lepiej mi się myśli, czuję się lepiej. Stołeczek zawsze stoi przy kominku i jak jest więcej gości, to sobie na nim siadam, gdy zrobię, co miałam do zrobienia, gdy podam, co miałam do podania, i powiem, co miałam do powiedzenia. 

ARKI I MANDALE 

To nasze wspólne dzieła - Kamila i moje. Arki malowaliśmy już lata temu. Teraz podjęliśmy nowy cykl - powstanie trzydzieści Mandali, na razie namalowałam osiem. Każda forma wyzwala inne emocje. Ja jestem bardzo szybka w tym, co robię, ale to nie jest tak, że maluję obraz w parę godzin. Kamil rysuje kształty, ja się temu przyglądam i zastanawiam się nad położeniem kolorów, które by te formę wyostrzyły. Jesienią w naszym nowym pawilonie chcemy zrobić spo­tkanie, zaprezentować Mandale i Arki. Mówię „spotkanie", bo „wysta­wa" to by było za dużo powiedziane. Obrazy, które malujemy, dość często trafiają na aukcje, z których dochód przeznaczany jest na róż­ne ważne cele - budowę szpitali onkologicznych czy też ostatnio akcję pomocy powodzianom. Makramy, Madonny, Arki, Mandale - rzeczy, które przez to, że są robione wspólnie przez nas, maja war­tość nie tylko estetyczną, ale i emocjonalną. Jeżeli ktoś mnie lubi, to ma dodatkowy powód, żeby się takim dziełem zainteresować. Malu­jemy dla pojemności, mnie malowanie niesłychanie relaksuje. Nic nadzwyczaj głębokiego w tym nie ma. Przecież życie nie może być cały czas totalnie wzniosłe. Im jest prostsze, tym lepsze. Przyjemność bardzo rzadko podnosi się do rangi najwyższego celu człowieka. A przecież powinniśmy żyć ku przyjemności. Ale tematy naszych prac nie są przypadkowe. Arka, czyli coś co służy przymierzu a nie wojnie. Mandala to z kolei idealny obraz wszechświata. 

KOMODA 

Mebel chiński, ma unikatowa, lekko trapezowatą formę - nie jest prostokątną, skrzynią. Za drzwiczkami są półki i urocze szu­fladki. Przedmiot nie tylko ładny, ale i użytkowy. 

MADONNY 

Tę Madonnę dostałam od pana Józefa, który mieszka pod Kra­kowem i jest genialnym renowatorem mebli. Ze względu na moją fascynację starymi przedmiotami spotykamy się dość często - zauważył, że interesuję się także przedmiotami kultu sakralne­go, widział Madonny, które maluję. Podarował mi Madonnę dość brutalnie potraktowaną przez czas, ale autentyczną, z kaplicy przydrożnej. Może stać na zewnątrz w odróżnieniu od Madonn malowanych przeze mnie farbami akrylowymi. Ten feretron (feretron najczęściej znaczy "przenośny ołtarzyk" - przyp. IS), który jest nad nią, to fragment naszej scenografii z filmu do płyty Róża. Z tej okazji zrobiliśmy mnóstwo feretronów. To był mój pomysł. Jak wielu ludzi wie, wychowywałam się w domu dziecka, dużo czasu spędzałam w kościele, brałam udział w niezliczonych procesjach, majowych nabożeństwach. Feretrony z róż to nieod­łączna część wystroju procesyjnego... Madonny zawsze mnie fascynowały. To jest coś więcej niż sentyment, ja się z tym zro­słam. Dużo wspomnień z dzieciństwa - Madonny w kościele, Madonny przydrożne, w domu dziecka Madonna w grocie... 

Jakiś czas temu byliśmy w Meksyku. Jak wiadomo, Meksykanie czcza Madonnę tak jak i my Polacy. Różnorodność Madonn mek­sykańskich jest oszałamiająca. Różne twarze, różne suknie, bogactwo ozdób, kompletny odlot. U nas Madonny są przeważ­nie białoniebieskie i koniec. Ich Madonny są inne. Te, które wyra­biają w komercyjnych celach, są zrobione z papier mache, mają sukieneczki, koroneczki, są niesłychanie kolorowe, bardzo lekkie i bardzo delikatne - bałam się, że nie uda mi się ich przetranspor­tować do Polski w stanie nienaruszonym. Kiedy już wróciłam zaczęłam się zastanawiać, jak to zrobić, żeby takie Madonny mieć w domu. Doszłam do wniosku, że mogę przemalowywać nasze Madonny na różne sposoby - tak powstały Madonny hinduskie, chińskie, arabskie... Był czas, kiedy miałam w domu kilkadziesiąt Madonn. Część dałam w prezencie, nigdy żadnej nie sprzedałam. No chyba że znów - na aukcjach, na szlachetne cele 

KLATKA NA ŚWIERSZCZE 

Prezent od mojego przyjaciela Jarka Bargłowskiego, który jest świeżo upieczonym warszawianinem. Jarek ma wspaniały sklep z chińskimi meblami, ale takimi naprawdę bardzo, bardzo unikatowy­mi. To meble, które mają po pięćset, sześćset lat. Ponieważ jesteśmy bardzo zaprzyjaźnieni, przy rożnych okazjach dostaję od Jarka rożne drobne prezenty. Klatka z kości słoniowej, autentyczny antyk. Przed­miot, który Chińczycy często zabierali ze sobą w podróż. Zamknięty w środku świerszcz umilał im drogę swoja muzyką - czyli mamy do czy­nienia z prototypem walkmana. Gdy się czyta książki historyczne czy quasi-historyczne, w których poświęcono miejsce także na opisy drobnych przedmiotów, to się okazuje, że cała masa ultranowocze­snych wynalazków, bez których obecnie nie potrafimy się obyć, mia­ła swoje odpowiedniki w zamierzchłej przeszłości. Świerszcz, radio, magnetofon. Zabiorę tę klatkę do siebie nad jezioro - tam w okolicy jest mnóstwo pięknych, wielkich świerszczy, które nieźle dają czadu. Złapię świerszcza na jedną noc i zrobię eksperyment - przekonam się, o co Chińczykom chodziło. 

PASEK 

Byliśmy w czerwcu w Stanach i Kanadzie, graliśmy kilka kon­certów. Pasek kupiłam w takim "vintage" - bo nie "second hand" - sklepie. W Brooklynie, dokładnie na Williamsburgu. Mój kolejny pasek z lwami. Jest swoistą deklaracja mojego przywiązania do Kamila, bo Kamil jest spod znaku lwa. Sprawiam mu przyjemność, nosząc go, więc nosze prawie non stop. Jest bardzo dobrze skonstruowany, trzyma wszystko genialnie na biodrach. 

KOTEK 

Prezent od Tomka Raczka, który wie, że jestem miłośniczka kotów. Przywiózł tego kotka ze Stanów - można go formować, może siedzieć, może leżeć. Ma w środku bardzo drobny gro­szek. To jest mój kotek szafkowy - zawsze jest gdzieś przy moim łóżku. Tomek mi zrobił tym pre­zentem wielka przyjemność - z początku cały czas tego kotka męczyłam. Teraz mu dałam tro­chę spokoju. 

KORKOCIĄG 

W kuchni mamy wiele przedmiotów od Alesiego, bo ich funkcjonalność łączy się z piękna formą. Na przykład ten korkociąg... Ale i inne gadżety - wyciskarka do cytryn, wyciskarka do pomarańczy. Jedną z nich zachwycił się mój syn i dostał na urodziny. Zdekompletowałam zestaw, ale to rzecz do odtworzenia. Nie są to przecież pojedyn­cze egzemplarze... Lubię rzeczy bardzo nowoczesne - taki mamy sprzęt grający czy kuchenny, takie mamy samo­chody, zeg... No nie, zegarków nie lubię. Przedmioty współczesne, bez których trudno byłoby się obyć, bardzo pięknie współgrają z tymi starymi. To taką swoista harmo­nia. Ale nie gonię opętańczo za nowinkami technicznymi - nie mam na przykład DVD. Jestem "radiowiec czytają­cy". Rzadko kiedy zaglądam do naszej piwnicy, gdzie jest telewizor. Uważam, że jak słońce świeci, to trzeba być na zewnątrz... Ale dostajemy ostatnio coraz więcej płyt DVD, więc w końcu trzeba będzie kupić odtwarzacz. 

OGÓLNIE... 

Spora cześć rzeczy, które przedstawiam, to właściwie zestaw prezentów. Prezentów ofiarowanych bardzo świa­domie i to jest dla mnie ważne. Ja też nigdy nie daje pre­zentów bezmyślnie. Jeżeli kogoś dobrze znam, to wiem, co go ucieszy. Są też osoby, których nie znam dobrze, a pragnę obdarować. Zawsze wtedy robię wywiad środowi­skowy. Sama nienawidzę dostawać prezentów, które są mi niepotrzebne i na dodatek mi się nie podobają. Z jed­nej strony nie wypada okazać rozczarowania, ale to roz­czarowanie jest. Prezenty niechciane często wędrują dalej, aż znajdą kogoś, kto je polubi. Na szczęście rzadko takie dostaję. Ludzie, którymi się otaczam, są dosyć świa­domi i czujni. Uważam, że w życiu trzeba być przede wszystkim ostrożnym. 

Wysłuchał: Igor Stefanowicz

 
 

powrót