DWOISTA KORA
Telimena, grudzień 1994 


Znana jesteś przede wszystkim z estrady. Ostatnio jednak mniej występujesz. Więcej czasu poświęcasz rodzinie, synom... 

Kora: Najbardziej cenię dom rodzinny, potem swoją pracę. I robię wszystko, żeby nie zakłócać harmonii jednego i drugiego. 

Jak Ci się udaje godzić te dwa tek różne światy? 

Kora: Po prostu jestem pracowita. Co prawda nie jestem pracoholitaem, ale jestem bardzo subordynowana. Mam ogromne wymagania, jeśli chodzi o estetykę prowadzenia domu. Drażni mnie brud, hałas i zapuszczenie. Przeszkadza mi to odpoczywać i myśleć. Dlatego, jak sam widzisz, jest tu idealnie czysto. A zawodowo - pracuję z zespołem, z którym koncertowanie i praca jest ogromną przyjemnością. Na szczęście nie musimy już grać trzystu koncertów rocznie. Spotykamy się o wiele rzadziej, ale te spotkania są dla nas czymś naprawdę ważnym. Bardzo sobie cenimy to wspólne granie. 

Założyłaś wraz z mężem... 

Kora: Ja nie mam męża. Kamil (Sipowicz, ojciec Szymona - przyp. red.) jest moim partnerem życiowym i najbardziej odpowiednim dla mnie człowiekiem pod wieloma względami. Przede wszystkim jest bardzo otwarty i prawy, ma elastyczny umysł i pogodny charakter. Bez jego pomocy moje życie byłoby udręką. Pomaga mi w sensie dosłownym: prowadzimy razem dom i firmę... 

Czym zajmuje się firma? 

Kora: Kamil i Mateusz Labuda, nasz menedżer, prowadzą wszelkie sprawy związane z zespołem. To jest wspólna praca... Niedawno na przykład postanowiliśmy, że w sensie graficznym będziemy współpracować tylko z naszymi synami. 

Pomówmy zatem o Twoich synach. Obaj są bardzo utalentowani plastycznie... 

Kora: Starszy, Mateusz, mimo niewątpliwych zdolności nie dostał się na Akademię Sztuk Pięknych, a próbował aż trzy razy. Za to wspaniale zdał egzamin językowy i jest obecnie studentem drugiego roku British Council. Młodszy, Szymon, chodzi do tzw. Sorbony (liceum dla młodzieży alternatywnej - przyp. red.). 

Wśród rówieśników Szymon ma opinię chłopaka obdarzonego szaloną wyobraźnią. Czy to Ty pomogłaś mu ją ukształtować? 

Kora: Nie, on ma to w genach. Ma tak niesamowicie utalentowanego ojca, że musiał to po nim przejąć. Te wszystkie obrazy, które tu widzisz, malował razem z Kamilem. To po nim Szymon ma niezwykłe wyczucie formy. Bardzo polegamy na jego zdaniu, często w sprawach malarskich, plastycznych zasięgamy jego rady. Na stojącym tu komputerze wyczarowuje zupełnie fantastyczne rzeczy. 

Drugą pasją Szymona jest deska... 

Kora: Nie tyle deska, co snowboard. To jest cała kultura. Ci, co kochają snowboard, ubierają się w określony sposób, słuchają swojej muzyki. Szymon kocha awangardę, ma wspaniałą płyto tekę. Razem z Kamilem pomagamy mu wzbogacać zbiór nowymi pozycjami, bo to dosyć kosztowna przyjemność. 

Słyszałam plotkę, że przebierasz się, żeby popatrzeć, jak on jeździ... 

Kora: Bzdury. Nie muszę się przebierać, żeby to zobaczyć. Szymon pokazuje nam filmy, które z kolegami kręci na snowboardowych wyprawach. Na ich podstawie mogę powiedzieć, że nie jest w tym najgorszy. 

Nasza rozmowa toczy się wokół dwoistości: dom - praca, dwaj synowie, dwie pasje Szymona. Co z twoja podwójną linia? Wiesz już, co ona oznacza? 

Kora: Podwójna linia życia - ja rzeczywiście mam ją na dłoni. Co z tego wynika, nie wiem, musiałabym pójść do naprawdę dobrego chirmomanty. Wolałabym jednak mieć pojedynczą linię życia, bo miałam już podwójną, potrójną, a nawet poczwórną. Teraz zmierzam do tego, by iść tylko jedną, dobrą, twórczą drogą. W życiu staram się unikać wszelkiej dwoistości 

Rozmawiał: A. Zaborowski

 
  

powrót