COMEBACK MAANAMU
Hip, czerwiec 1992 


Jakie to jest uczucie grać dla publiczności, która przyprowadziła na koncert swoje dzieci. 

Kora: Tak. Zauważyliśmy, że przyszli z dziećmi na ramionach. Kiedyś mieli po kilkanaście lat i bywali na naszych koncertach. Choć nie lubię tego słowa, są to nasi fani przez sześć lat, od czasu kiedy zagraliśmy po raz ostatni, ich życie zmieniło się diametralnie. Dorośli. Mają swoje dorosłe problemy, a one są naprawdę poważne. Ale przyszli i jest nam bardzo miło. 

Piosenki, te sprzed lat, nabrały na nowo aktualności. Czy jest to przejaw kobiecej intuicji czy może coś innego? 

Kora: Wydaje mi się, że to jest trochę tak, jak z Szekspirem: to jest tak, jak z Sofoktesem. Nasz świat zmienia się zewnętrznie. Natomiast wewnątrz jest od tysiąca lat wciąż taki sam. Ludzie wciąż mają te same problemy. Nam się wydaje, że się coś zmienia. A tak naprawdę nie zmienia się nic. Reagujemy więc stresem, rozczarowaniem. Nie spełniają się nasze marzenia: obietnice nie są dotrzymywane. Wolałabym, żeby to, co napisałam przed laty nie było już nigdy aktualne. Ale to jest jak w powiedzeniu "zamienił stryjek siekierkę na kijek". Nie ma systemów idealnych. Musimy zdać sobie sprawę,że życie przypomina przedzieranie się przez busz. Gdzieś. Do czegoś. Nie wiemy do czego. Ale w gruncie rzeczy życie jest cudowne. Ale warto starać się o to. by każdy dzień przyniósł nam coś miłego. Bo szczęście polega na ciekawym przeżyciu każdej chwili l w tym należy upatrywać sensu życia. 

Publiczności żywo reagowała na najwcześniejsze piosenki "Maanamu". 

Kora: Może dlatego, że są one chyba najgłębiej w naszych duszach ciałach. A przede wszystkim w pamięci. Być może przypominają sobie te czasy, kiedy żyli tak beztrosko. Mieli po kilkanaście lat. Coś tam się działo w naszym kraju groźnego. Nie wszystkich to jednak dotyczyło. Niemniej wiele wspaniałych rzeczy udało się wtedy dokonać. Poza tym zostają sentymenty. 

Czy jest takie pytanie, którego nigdy nie zadano? Pytanie, na które chętnie byś odpowiedziała. 

Kora: Powiem ci, że pytania się powtarzają, ale ponieważ sytuacja wciąż się zmienia, chętnie odpowiadam. Moje odpowiedzi także się zmieniają i, przede wszystkim, ja sama się zmieniam. Mam zupełnie inny stosunek do wielu spraw i zjawisk. Ja się ludzi nie boję. Nie boję się ani ich miłości, ani ich agresji. Miłość jest wspaniałym i potężnym uczuciem. Agresja wypływa natomiast ze słabości i z zagrożenia. Trzeba to zrozumieć, ale należy też walczyć z agresją. Bo bunt i agresja są dwoma zupełnie różnymi rzeczami. Agresja bez przyczyny szkodzi przede wszystkim agresorom. Uważam, że dzisiaj najważniejsze dla człowieka jest połączenie ciała i duszy. Brzmi to być może banalnie, ale trzeba dostrzegać piękno tego, co nas otacza. Słońca, drzew, innych ludzi. Życzliwie otworzyć się dla świata i buntować się przeciwko temu, przeciwko czemu trzeba się buntować, i nie zapominać o tym, co nas unosi. Co przynosi nam najpiękniejsze sny. Ptasie sny, w których latamy wysoko. O duszę trzeba dbać. Jeśli chce się żyć z sobą i z innymi w harmonii. 

Podczas koncertu wiele razy mówiłaś o chorych na AIDS. 

Kora: Zostałam kiedyś zaproszona przez Stasia Sojkę do wzięcia udziału w koncercie "Tolerancja" i od tego momentu wiele się w moim życiu zmieniło. Nigdy przedtem nie spotkałam nikogo, kto by był chory na AIDS. Teraz jestem zaprzyjaźniona z dwoma ośrodkami położonymi pod Warszawą. Kiedy tylko mogę jeżdżę na przykład do Konstancina. W Piastowie chcą ich zabić. Oblać benzyną i podpalić. A ci ludzie, często bardzo młodzi, dają mi tyle wspaniałych przeżyć, jakich nigdy dotąd nie miałam. l za to jestem im wdzięczna. Za to ich kocham. Nigdy nie przeżywałam tylu radosnych momentów, nigdy się tyle nie śmiałam co będąc z nimi. Z ludźmi, którzy są napiętnowani śmiercią.

 
  

powrót